Fryderyk Wielki przeprowadził prawdziwą geopolityczną rewolucję w Europie Środkowej – zwyciężając atakujących go jednocześnie Francuzów, Rosjan i Austriaków.

Podobną rewolucję przeprowadzić chce w Polsce Prawo i Sprawiedliwość. Faktycznie sprawujący władzę Jarosław Kaczyński mówił, że do pełnej realizacji tego celu potrzebuje dwóch kadencji. Równocześnie narzuca sobie tempo, jakby miał kadencji jedynie pół.

Reforma podatkowa, reforma służby zdrowia, plan odpowiedzialnego rozwoju, reforma górnictwa, zmiany w polityce energetycznej i radykalny zwrot w dziedzinie energii odnawialnej, reorientacja polityki zagranicznej, uruchomienie gigantycznych programów socjalnych, całkowita zmiana planu modernizacji wojska, a przede wszystkim obniżenie wieku emerytalnego i zmiany w edukacji. Demontaż służby cywilnej i absolutna rewolucja – budząca trwogę wielu – w wymiarze sprawiedliwości. Wszystko naraz. Jednocześnie. Na wyścigi. Zmiana tu i teraz, która rodzi kilka zasadniczych pytań.

Po pierwsze, czy w równocześnie wprowadzanych zmianach nie ma wzajemnych sprzeczności? Jak zwiększać inwestycje, jednocześnie zawieszając konsumpcję? Jak budować nowoczesną gospodarkę, jednocześnie uzależniając się od jednego surowca energetycznego i wspierając górnictwo – jeden z najmniej efektywnych sektorów gospodarki? Jak budować i dynamizować eksport, jednocześnie budując zapory na rynku wewnętrznym? Jak podnosić konkurencyjność, podnosząc jednocześnie podatki? Jak budować kapitał społeczny, pokazowo zatrzymując przedsiębiorców i strasząc obcymi? A przede wszystkim jak zapłacić za te ambitne reformy? Zaplanować i zadekretować można łatwo. Ale w budżecie 2017 – a szczególnie 2018 – ciężko będzie znaleźć pieniądze i udawanie, że jest inaczej, jest chowaniem głowy w piasek.

Po drugie, warto się zastanowić, czy Polskę stać teraz na tak wielki eksperyment, jakim jest zmiana na każdym polu? Odwołując się po raz kolejny do historii, przypomnę słowa amerykańskiego żołnierza, który w czasie wywiadu udzielonego ekipie telewizyjnej na jednym z pól bitewnych wojny wietnamskiej powiedział o wiosce u jego stóp – aby ją ocalić, musieliśmy ją zniszczyć. Czy na pewno III RP, kraj prezydenta Lecha Kaczyńskiego, premiera Jarosława Kaczyńskiego, ministra Macierewicza, prezesa Morawieckiego, ministra Gowina, profesora Glińskiego, jest krajem, którego dorobek warto tak mocno demonizować? Czy na pewno głos na PiS, głos na partię, która najlepiej wyczuła nastroje społeczne, złość i poczucie niesprawiedliwości oraz lęk przed globalizacją, jest naprawdę głosem za rewolucją, czy jednak faktycznie za dobrą zmianą?

Warto pamiętać o SLD, które w 2001 uzyskało poparcie większe niż PiS, również obiecując odwrócenie niepopularnych reform. SLD miało prezydenta, rząd, media, a nawet swoją wersję Pawła Kukiza, którego na koniec rządów o pomoc błagał Leszek Miller słowami – Andrzej, pomóż...