We wtorek wieczorem w Polkowicach, w kopalni Rudna należącej do KGHM Polska Miedź, doszło do silnego wstrząsu. To tzw. ósemka w dziesięciostopniowej skali górniczych wstrząsów. W momencie zdarzenia na miejscu było 16 górników. Część od razu udało się ewakuować, potem okazało się, że dwóch nie żyje, a sześciu jest poszukiwanych i nie ma z nimi kontaktu. 45 ratowników ręcznie przebierało gigantyczne rumowisko, bo w sytuacji, gdy szuka się żywych ludzi (a w kopalni ratownicy zawsze idą po żywego), użycie maszyn mogłoby powodować np. wstrząsy wtórne. W środę wiedzieliśmy już, że nie żyje ośmiu górników.

Ten rok dla kopalń miedzi jest wyjątkowo tragiczny. Po raz pierwszy zdarzyło się w nich więcej wypadków śmiertelnych (13) niż w kopalniach węgla kamiennego (10). Tyle tylko, że kopalnie miedzi mamy w Polsce trzy i zatrudniają one ok. 18,5 tys. ludzi, a kopalń węgla kamiennego jest 25 i zatrudniają 86,5 tys. ludzi. Czy to oznacza, że stan bhp w miedziowym zagłębiu jakoś znacząco się pogorszył? Niekoniecznie.

Łączna liczba wypadków w kopalniach KGHM spada – w 201 5 r. było ich o blisko 30 proc. mniej niż w 2010 r. W pierwszej połowie tego roku, w odniesieniu do analogicznego okresu 201 5 r ., wystąpił pewien wzrost, jeśli chodzi o wypadki lekkie, które stanowią aż 98 proc. wszystkich. Niestety, wzrosła liczba wypadków śmiertelnych. Nakłady na bhp według standardu obliczeniowego przyjętego przez Wyższy Urząd Górniczy w kopalniach spółki w ostatnich latach sięgają ok. 60 0 m ln zł rocznie (w kopalniach węgla kamiennego to w sumie ok. 1, 1 m ld zł).

Jednak ani najnowsze technologie, ani najlepsza profilaktyka nie są w stanie zapewnić stuprocentowego bezpieczeństwa górników. Jeśli człowiek ingeruje w górotwór – ten się broni.

W kopalniach miedzi wstrząsy i rozprężenia są dość częstym zjawiskiem. Także dlatego, że sposób wydobycia rudy jest inny niż węgla kamiennego – choć w obu przypadkach mamy do czynienia z kopalniami głębinowymi, gdzie pracuje się na głębokościach coraz częściej przekraczających kilometr (wypadek w Rudnej miał miejsce na 1200 m), to metody pracy są inne. Wydobycie węgla odbywa się za pomocą kombajnów ścianowych. Wydobycie miedzi odbywa się z kolei przy użyciu ogromnych ilości materiałów wybuchowych kruszących skały. A to nieobojętne dla zachowania górotworu.

Można spytać, czy sejsmografy nie są w stanie wykryć takich zagrożeń. A czy wykrywają wszystkie trzęsienia ziemi, o których słyszymy? Wstrząs, jaki miał miejsce w kopalni Rudna, był porównywalny ze średnim trzęsieniem ziemi i odczuwalny na powierzchni nie tylko w Polkowicach, ale i w oddalonym o prawie 15 km Lubinie.

4 grudnia przypada Dzień Górnika, święto górniczej patronki, Świętej Barbary. Górnicy zwykli mawiać, że zawsze przed nim zbiera ona swoje żniwo. Często bardzo, ale to bardzo tragiczne. 10 lat temu, 21 listopada, w kopalni Halemba w Rudzie Śląskiej wybuch metanu i pyłu węglowego zabił 23 górników. W listopadzie 1982 r. w kopalni Dymitrow (dziś nieczynna kopalnia Centrum w Bytomiu) w wyniku wybuchu pyłu węglowego zginęło 18 górników, w grudniu 1985 r. w kopalni Wałbrzych w wyniku wybuchu metanu również 18. W grudniu 1996 r. w Bielszowicach w Rudzie Śląskiej w wyniku tąpnięcia życie straciło pięć osób. W 2014 r. w październiku w zakładzie Mysłowice-Wesoła wybuch metanu zabrał kolejnych pięć istnień .

Psychologowie tłumaczą, że tuż przed Barbórką górnicy są czasem bardziej rozluźnieni, mniej skoncentrowani. Może czekają już na karczmę piwną, wdzianie galowego munduru i dodatkowy dzień wolny, który przysługuje im zawsze 4 grudnia. Może nie są więc tak skupieni na swoich zadaniach, jak na co dzień. Może. Tylko jeśli mamy do czynienia z wypadkiem bez winy człowieka – trudno znaleźć przyczyny tego, że „akurat dziś”. Czy tak było w Rudnej? Przyczyny wypadku zbada specjalna komisja powołana wczoraj przez prezesa Wyższego Urzędu Górniczego. Jednak na wyniki jej prac przyjdzie trochę poczekać.

KGHM ogłosił czterodniową żałobę w spółce. Nie ma mowy o Barbórce. Swoje uroczystości zaplanowane na 2 grudnia odwołał również Wyższy Urząd Górniczy. W takich sytuacjach radosne święto rozpoczynające się hymnem „Niech żyje nam górniczy stan” odbywa się w zupełnie innej atmosferze.

Na Dolny Śląsk pojechała m.in. premier Beata Szydło. O wsparciu dla rodzin ofiar mówił też wyraźnie poruszony prezydent Andrzej Duda. Zazwyczaj nie lubię, gdy politycy – zwłaszcza ci niezajmujący się górnictwem – próbują pokazać się w tej branży, jednak w takich sytuacjach jak katastrofy górnicze takie wsparcie, taka wizyta są bardzo potrzebne. Niektórym zapewne wydaje się, że to pusty, nic nieznaczący gest, ale to nie do końca prawda.

Sama miałam okazję obserwować na żywo akcję ratowniczą w kopalni Krupiński w maju 2011 r. Przez kilka godzin nie było kontaktu ze znajdującymi się pod ziemią kilkoma górnikami, potem sztab akcji stracił też kontakt z częścią ratowników. Historia ta skończyła się tylko w połowie happy endem – zginął jeden górnik i dwóch ratowników, którzy poszli po kolegów.

Pamiętam, jak ważny dla rodzin poszkodowanych czy ich kolegów czekających na jakiekolwiek wieści z dołu był przyjazd na miejsce m.in. ówczesnego wojewody śląskiego. Choć już w ubiegłym roku podczas najdłuższej w historii polskiego górnictwa akcji ratowniczej (trwała ponad dwa miesiące) na ruchu Śląsk, czyli części kopalni Wujek, wizyty oficjeli odbierane były jednak jako część kampanii wyborczej. Wiem też dobrze, że przedstawiciele najwyższych władz to niemały kłopot dla sztabu akcji ratowniczej (bo przecież jeszcze im trzeba zapewnić bezpieczeństwo). Jednak sama w takich sytuacjach nie szukam już drugiego dna.

Przed górnikami, nie tylko w KGHM, smutna Barbórka. Smutna z powodu tej tragedii, smutna z powodu fatalnej kondycji sektora węgla kamiennego. Warto więc ciepło o górnikach pomyśleć, bo praca, jaką wykonują, naprawdę nie należy do przyjemności. I dobrze byłoby ją docenić nie tylko wtedy, gdy mówimy o katastrofach, Barbórce lub górniczych strajkach.

Święta Barbaro, odpuść już może. Szczęść Boże.