To od cytatu zacznę.

Ze mnie?

"To, co zrobiła Doda, to akt odwagi i ma znaczenie symboliczne. Pokazując pupę, chciała uświadomić prezydentowi, że kraj jest pęknięty na dwie części".

No i racja. A pośrodku jest rów nie do zakopania... Jako mężczyzna próbuję odsunąć chucie na bok i analizować to, co się wydarzyło. Może Doda chciała coś uprzytomnić Andrzejowi. Polskę podzieloną na dwie połowy mu pokazała, nie pupę.

A pan, w której połowie pan jest?

Jezus Maria, wyjdzie na to, że jestem w tym miejscu, które jako pięćdziesięciolatek powinienem zbadać. Nie, że się porównuję, ale podobno Stefan Żeromski tak miał, że i z lewej, i z prawej strony dostawał, i lewa, i prawa strona go chciała na swoją stronę przeciągnąć. Skoro teraz jest tak, że idolem młodzieży jest Popek, nie, nie Anna Popek, tylko taki człowiek, który pociął sobie twarz, uwaga, z tęsknoty za ojczyzną – a przecież kiedyś z tęsknoty za ojczyzną powstał "Latarnik", napisano "Pana Tadeusza" – to może objawem patriotyzmu jest to, że siedzę u Dody pośrodku i z tej perspektywy patrzę na to, co się dzieje w naszym kraju.

I?

I uważam, że prezydent tego kraju nie powinien iść na imprezę "Superaka". Chociaż może poszedł, bo mu w Kancelarii powiedzieli, że to impreza Super AK i będzie przyznawana nagroda dla żołnierza AK. No, dobra, już. Mój dziadek był AK-owcem, przed wojną w PPS-ie, kochał Piłsudskiego. I proszę sobie wyobrazić, że ta część rodziny, która była mocno endecka i wielbiła Dmowskiego, uważała, że dziadek to komunista. Mówię to po to, żeby powiedzieć, że Polska zawsze była podzielona, ale nie aż tak. W mojej rodzinie zawsze był ostry spór. Kiedy byłem szczylem, słyszałem, jak jedni mówili, że Dmowski to faszysta, a drudzy, że Piłsudski bandyta. Pamiętam, jak dziadek wstawał od stołu, miał czerwone ze złości uszy i chciał wychodzić, ale moja mama go zatrzymywała i mówiła, że przecież jest u siebie, że ma zostać, niech wyjdą ci, którzy przyszli. Wracał, siadał. Brał nitroglicerynę, bo miał wieńcówkę. Potem już wszyscy brali nitroglicerynę, ale dyskutowali, kłócili się przy jednym stole. Na koniec całowali się na pożegnanie, dziadek wszystkich pozdrawiał i było dobrze.

O dziadku Ignacym pan mówi?

Tak, o tym, który walczył w powstaniu warszawskim. On naprawdę kochał Piłsudskiego. Nie był w stanie wypowiedzieć całego imienia i nazwiska, bo kiedy kończył mówić "Józef", już mu łzy wzruszenia leciały. Coś mamy w rodzinie z tym Piłsudskim, bo mnie w 1983 r. zatrzymali milicjanci i przez pięć godzin przesłuchiwali na komisariacie na Jezuickiej za to, że razem z kolegami harcerzami sprzedawałem zdjęcia Marszałka z okazji Święta Niepodległości. Mówiłem, że sprzedajemy zdjęcia Janusza Zakrzeńskiego, bo w telewizji na komisariacie leciała właśnie "Polonia Restituta" z Zakrzeńskim jako Piłsudskim, ale nie zrozumieli. Nie tak dawno dostałem wezwanie z IPN-u, z Komisji Ścigania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu. Żona to zobaczyła i pyta przerażona, co zrobiłem, ja jej na to, że jestem rocznik '67, to co miałbym zrobić narodowi polskiemu. Byłem harcerzem, nie piłem, dobrze się prowadziłem. W IPN-nie się okazało, że mam zeznawać na temat faceta, który nas przesłuchiwał. Miał na nazwisko albo Karabin, albo Granat i w ORMO zajmował się inwigilacją harcerstwa. Nawet nie wiedziałam, że coś takiego było. Zapytałem gościa w IPN-ie, skąd tamten miał takie dziwne nazwisko i okazało się, że w służbach pełno było Karabinów, Granatów, Armat. To byli faceci, którym tożsamość dała armia, do której trafili jako dzieciaki z domów dziecka. Wyszło więc na to, że nie popełniłem żadnej zbrodni przeciwko narodowi polskiemu i że mogę powiedzieć każdemu, kto będzie podskakiwał, jak Radek Sikorski Jackowi Karnowskiemu: „Chłopcze, na mnie leciały ruskie bomby, jak ty jeszcze w pieluchy robiłeś”.

Teraz władza chciałaby mieć pana po swojej stronie.

Z różnych partii dzwonili, żebym ich poparł.

Z PiS-u też?

Nie, z PiS-u to tylko z TVP. Dzwonili od Korwina, z pół roku temu z KOD-u też był telefon, żebym się udzielał na marszach. Odmówiłem. Mateusza Kijowskiego znam, razem chodziliśmy do szkoły, przez moment siedzieliśmy nawet w jednej ławce. Zawsze się podobał dziewczynom, bo był tajemniczy, a ja bycie tajemniczym wytrzymywałem przez pół godziny. Nosiłem czarne koszule, próbowałem być smutny, ale się nie udawało. Mateusz potrafił, robił wrażenie, mojej żonie taka tajemniczość się podoba.

Dlaczego pan ich nie poparł? Pytam, bo wielu pana kolegów artystów to zrobiło.

Żartowałem z KOD-u na początku, że zaraz się frakcje zorganizują, będzie np. frakcja rewolucyjna. A poważnie, to zrozumiałem, że będzie uczciwiej, jak będę patrzył na to z boku. Poza tym nie podoba mi się, że na te marsze przychodzą politycy z Platformy, z Nowoczesnej. Mówiłem Mateuszowi, że jestem za czystym obywatelskim ruchem społecznym, który, kiedy się zmieni władza, będzie także jej patrzył na ręce.

Akurat.

Właśnie. Skoro przychodzą politycy z PO, z Nowoczesnej, to może być problem. Zresztą, jak widzę Ryszarda Petru przechodzącego z elegancką teczką przez plac Trzech Krzyży obok sklepu Burberry, to się zastanawiam, co ten facet wie o potrzebach ludzi z Łomży. Z SLD też do mnie dzwonili, z pisma "NIE" Urbana też. Bałem się, że dziadek wróci zza grobu, jak tylko usłyszy, że z nimi rozmawiam przez telefon. Ostatnio miałem dyskusję z kolegą, który mówił, że go śmieszy Urban. A mnie, k...a, nie śmieszy. Pamiętam, jak mój dziadek rzucał w telewizor filiżanką, jak Urban kłamał narodowi. Dla mnie to przestępca taki sam jak wielu panów generałów z tamtego czasu. I szczerze powiem, że od zawsze wkurzały mnie zachwyty różnych środowisk nad Jaruzelskim, nad Kiszczakiem i im podobnymi. Wiem, że to nie jest pogląd popularny w tych środowiskach, ale uważam, że Okrągły Stół był przyczyną nie tylko samych dobrych rzeczy. To, co się złego stało, to przefarbowanie elit komunistycznych w wolnorynkowe i liberalne. I to, że pewne pieniądze stały się podwaliną pewnych majątków. Oczywiście rozumiem, że to był koszt tego, że nie było rozlewu krwi i nawet byłem z tego dumny.

A teraz chciałby pan rozliczeń, wyjaśnień?

A teraz chciałbym, żeby zostało wyjaśnione, skąd konkretni ludzie nagle zaczęli mieć wielkie pieniądze i zakładali wielkie biznesy. Zdaję sobie sprawę, że takie rozliczanie po latach jest niemożliwe, bo nasze polskie zagmatwanie na to po prostu nie pozwoli.

Jakie zagmatwanie?

To polskie zagmatwanie jest takie, że jak premier Gliński przeprasza za atak na organizacje pozarządowe, to zaraz się okazuje, że są pomyje, kłótnia, ludzie nic nie rozumieją, interpretują, szukają trzeciego dna. Doszło do takiej paranoi, że każdy gest polityka, który chciałbym uznać za fajny, usiąść i napisać, że się bardzo cieszę, że pan Gliński przeprosił, jest zagrożony, bo może przeprosiny przyszły z Żoliborza albo żona mu kazała przeprosić, albo nie wiem co. Podział jest. I ja ten podział widzę u mnie w rodzinie. Nie mówię o Dmowskim i Piłsudskim, tylko o tym, co się dzieje teraz. Co roku u nas w domu jest wigilia. Moja żona organizuje. Dwadzieścia, a nawet trzydzieści osób siada do stołu i się zaczyna.

Już słyszałam, że się pan boi, że każdy z każdym będzie musiał składać sobie życzenia.

Boję się, bo choć się wszyscy kochamy, to zasiadają do stołu wszystkie opcje polityczne i próbują w spokoju zjeść kolację. A polityka nad nami wisi. W zeszłym roku poprosiliśmy naszą już dorosłą córkę, żeby nie prowokowała, żeby nie wywoływała żadnych politycznych dyskusji, żeby te tematy zostawić. Boję się, co będzie w tym roku. I to wcale nie jest problem tylko naszej rodziny. Producenci mebli już powinni wyjść naprzeciw oczekiwaniom Polaków i zacząć produkować pęknięte na pół okrągłe stoły. Przy jednym siadaliby prawicowcy, przy drugim lewacy.

Teść kolegi jest na prawo od Radia Maryja.

Jeden z moich dwóch nieżyjących teściów uważał, że TVN jedzie po Platformie i w związku z tym przerzucił się na Superstację.

To chyba wtedy jeszcze, kiedy pan miał program w TVN i dyrektor Miszczak powiedział, że widzom się nie podoba, kiedy Majewski śmieje się z PO.

Teść uznawał tylko żarty z braci Kaczyńskich i z PiS-u. A ja założyłem sobie, że będę śmiał się ze wszystkich. Ba, myślałem nawet, że fakt, że głosowałem na PO, daje mi prawo do tego, żeby drzeć z Platformy łacha.

Sami politycy chyba są zdezorientowani, nie wiedzą, czyj pan jest.

Nie tylko oni nie wiedzą. Zrobiłem jakiś greps o Hance Gronkiewicz-Waltz. Sąsiad do mnie podchodzi i mówi: "No, panie Szymonie, dobrze, że jest pan z nami". Nie wiedziałem z kim. Pamiętam, jak kilka lat temu byłem na premierze filmu "Katyń", bardzo dla mnie ważnego. Dziennikarz poprosił mnie, żebym powiedział kilka słów do kamery na temat filmu. Mówię i widzę, jak leci jakaś starsza pani, krzyczy, żebym nic nie mówił, bo jej zdaniem chyba nie byłem godzien, żeby się wypowiadać o tym, co tam się stało. Była przekonana, że ja jadę po filmie, że się naśmiewam, drwię może. I ta nasza Polska jest pełna takich biegnących, niesłuchających się nawzajem ludzi siedzących na dwóch pośladkach Dody. Jezus Maria, znowu o tym... Wielu moich znajomych nie wie, czy jestem z nimi czy nie, piszą np., że jestem pupilkiem braci Karnowskich, bo akurat zadrwiłem z nadgorliwości Tomka Lisa. Dostaję SMS od znajomej spod Warszawy: "Jesteśmy rozczarowani, bo wydawało nam się, że jesteś z nami". Pytam: z wami, czyli z kim, gdzie, w waszym okopie? Z wami to będę, jak na nas np. Niemcy napadną. Wtedy wszyscy Polacy będą razem ponad podziałami. Tak jak kiedyś byli w powstaniu warszawskim. Dziadek mi opowiadał, że wtedy na jednym odcinku walczyli kolesie z AL, AK, bo mieli wspólną sprawę. Szybko się wszystko rozwaliło. Teraz pewnie też, jakby Putin na Polskę napadł, to Legia z Cracovią by się dogadały, wielbiciele PiS-u z KOD-ziarzami, ale na razie jest raczej rów. Nie wiem, czy dogadanie się w innych sytuacjach jest możliwe. Nie wiem też, po co Polska ma wstawać z kolan, jeśli jest taka rozmodlona. Ostatnio rozmawiałem z Andrzejem Mleczką. Mówił, że się mi przygląda i zastanawia, jak długo jeszcze chcę być pomiędzy, okrakiem siedzieć nad tym rowem i że w takiej pozycji to mogą jajka odciąć. Mówił, że mnie trochę rozumie, ale w gruncie rzeczy uważa, że trzeba się opowiedzieć po jednej ze stron. A ja od kilku lat się zastanawiam, czy w Polsce jest sens robić program satyryczny, czy nie lepiej coś o zwierzątkach, podróżach i nie dyskutować o polityce i narodzie, bo się nie da, bo rozsądek podpowiada, żeby to zostawić.

Pan robi się coraz bardziej zachowawczy.

Może być. Choć ja zawsze taki trochę byłem ugodowy. Dzieci mówiły, że tatuś to taki ONZ, żeby się dogadać, szanować. W Radiu Zet jak była słynna afera z Robertem Kozyrą, bunt był i mnie się Roberta żal zrobiło, a potem różni ludzie przez to nie chcieli ze mną gadać. Trudno, i tak z niewieloma osobami gadam, bo głównie siedzę w domu.

Myślałam, że jest pan w centrum show-biznesu.

Na Młocinach. Miałem pomysł na zrobienie filmu o show-biznesie, próbowałem się skontaktować z Wojtkiem Smarzowskim, ale mi się nie udało, jego agentka powiedziała, że on nie robi filmów o show-biznesie. Ciągle mam nadzieję.

O czym to miałoby być?

O paparazzich. Sam miałem z nimi przygodę, jak mi mieszkanie spłonęło. No, ale dobra, zostawmy to. Czasem robię sobie żarty ze show-biznesu.

Z polityki częściej.

Pamiętam, jak się cieszyłem z tego, że PiS z PO się dogadają, podobało mi się, że razem rządzić będzie partia, która trochę patrzy wstecz, dba o duchy, pomniki, historię z partią idącą do przodu, bo ja jestem takim połączeniem POPiS, choć wiem, że na takie połączenie politycznie nie ma szans. Jestem patriotą, konserwatywno-liberalnym. W Polsce jest tak, że jak się powie, że chce się, żeby lasy były chronione, żeby nie wycinać puszczy, to jest się lewakiem. A jak o powstaniu warszawskim, o AK, o historii, to prawakiem, PiS-iorem. Jak usłyszałem o obronie terytorialnej, to zrobiłem sobie zdjęcie w czapie, która wyglądała jak hełm wełniany i znowu dla niektórych stałem się lewakiem, bo się śmieję z pomysłów ministra Macierewicza, choć jako harcerz powinienem Obronę Terytorialną wspierać. No, ale broni tym facetom bym nie dawał... A jeszcze z innej strony, jak patrzę na tych chłopców w obcisłych spodniach z placu Zbawiciela i wyobrażam sobie, że ktoś na nas napada, oni idą na front i nie są w stanie funkcjonować bez diety pudełkowej i zawieszają ogień na czas wizyty barberów – i się z nich śmieję, to jestem prawakiem. Wie pani, jest jednak coś, co łączy, w Vitkacu, ekskluzywnym domu towarowym, można kupić bluzę patriotyczną z wydrukowanym hymnem narodowym na plecach jedynie za 2,6 tys. zł. No co, tylko narodowcy, ONR-owcy mogą nosić bluzy patriotyczne? A bogaci hipsterzy to nie? Sam czuję, że okrakiem siedzę i tak będę siedział.

Do kiedy?

Do momentu, "kiedy przyjdą podpalić dom. Dom, w którym mieszkasz, Polskę". Uwielbiam Broniewskiego. Też był taki rozdarty, w rozkroku.

Do niego też się pan porównuje?

Jeszcze nie. Ale proszę dać mi czas, może pod koniec rozmowy będę już jak Broniewski.

On poparł komunistów, opowiedział się za ówczesną władzą. Obecna władza też szuka swoich artystów.

Z Jackiem Kurskim gadałem, dzwonił, chciał, żebym miał program w TVP, od Marcina Wolskiego dzwonili. Kurskiego uważam za inteligentnego, dowcipnego człowieka. Śpiewa Kaczmarskiego, gra na gitarze. To przecież nawet na Monice Olejnik robiło wrażenie. Rozmawialiśmy i to była nawet dowcipna rozmowa. Pytałem: "Panie Jacku, jak pan sobie to wyobraża? Wywaliliście wszystkich, wypieprzacie nawet Kreta od pogody, że niby mógł jakieś treści przemycić w prognozie pogody i co, ja mam wejść uśmiechnięty, cały na biało i prowadzić program?". Tylko dlatego jestem atrakcyjny, że kiedyś TVN przestał ze mną współpracować. Szybko nagrałem skecz, że sprzątam pod TVP. I znowu zadzwonił Kurski i zapytał, czy to, że sprzątnąłem, to znak, że przyjąłem jego propozycję, czy odrzuciłem... Gdzieś go lubię. Kilka lat wcześniej miałem z nim taki incydent. Prowadziłem festiwal w Sopocie. Ktoś mi powiedział, że przyszedł Jacek Kurski, wtedy polityk albo PiS-u, albo Solidarnej Polski. Rzuciłem ze sceny, że jest z nami Jacek Kurski i nie spodziewałem się, że ludzie tak zareagują. To były totalne gwizdy.

W tym roku na festiwalu w Opolu też go wygwizdano.

Wiem. Wtedy to ja niechcący wystawiłem go na strzał. Teraz on sam się wystawił jako prezes TVP. Tak mi go było żal, że po kilku dniach zadzwoniłem i przeprosiłem. Nie powiedziałem oczywiście, że się nie spodziewałem, że ludzie go tak nie lubią, ale miło porozmawialiśmy. Ostatnio też miło gawędziliśmy, kiedy mi proponował współpracę, ale chyba też szybko zrozumiał, że nie będę legitymizował władzy. Potem zadzwonił ktoś od Marcina Wolskiego, dyrektora Dwójki, i mówi, że może bym przyszedł do nich na spotkanie... Jezus Maria, przez tyle lat chodziłem tam z różnymi pomysłami, czasami ktoś dzwonił, coś proponował, ale i tak zawsze to gdzieś utknęło, a teraz miałoby być tak prosto, miałem być w okienku, coś robić, a społeczeństwo myślałoby, że skoro Majewski tam jest, to znaczy, że popiera władzę, popiera to, co się dzieje w mediach publicznych. O nie, niech sobie młodych biorą, niech ich rozśmieszają.

Program "Yayo" w TVP jest ze starymi satyrykami.

PiS teraz obniżył wiek emerytalny, to długo nie popracują. Satyryk Marcin Wolski chyba też już przekroczył granicę wieku. Śmieję się, bo uważam, że satyryk nie powinien rządzić programem telewizyjnym, bo się po prostu na tym nie zna. Napisałem już oświadczenie, że jeśli za dwadzieścia lat ktokolwiek złoży mi propozycję zostania szefem w TVP, to w jakimkolwiek byłbym stanie umysłu, proszę mi tego zabronić. Uważam za idiotyczny pomysł, że satyryk Wolski zostaje szefem Dwójki tylko dlatego, że popiera władzę. I on albo jacyś jego ludzie sobie wykombinowali, że jeśli nie chcę robić nic satyrycznego, to może przynajmniej mogę poprowadzić program o ciasteczkach.

Czyli wyszli naprzeciw pana oczekiwaniom.

Tak, tak, mówiłem o zwierzątkach, podróżach, a oni chcieli, żebym opowiadał o ciasteczkach. Ludzie pieką różne ciasteczka, jest konkurs i ja tam jestem i te ciasteczka. Ludzie zdezorientowani, nie wiedzą, o co chodzi.

Wiedzą, myślą sobie, że Majewski przyjmuje wszystko w telewizji, nawet program o ciasteczkach.

A po programie o ciasteczkach jest dziennik, który pokazuje już tak wygiętą rzeczywistość... Powiedziałem o moich wątpliwościach pani z telewizji, która do mnie dzwoniła, i grzecznie odmówiłem. Chodzę na boks, jak powalę w ten worek, to się uspokajam.

"Wciąż mówią mi, że się skończyłem / Że siwych przybyło, a także latek. / A bez TVN też kiedyś żyłem / I bez Polsatu na dodatek".

O, sam to napisałem. Od kilku lat słyszałem, że się kończę, a moim zdaniem poczucie humoru się nie kończy. Był moment, kiedy myślałem, że jestem odsunięty, nieładnie potraktowany przez TVN, przez dyrektora Miszczaka, ale mi przeszło. Teraz mam i teatr, i radio, i satysfakcję.

I reklamę.

No i jestem w każdej telewizji, i czy Edward Miszczak chce, czy nie chce, to jestem w TVN. I pewnie go to śmieszy. I w TVP, i Polsacie, i wszędzie.

Kup w kiosku lub w wersji cyfrowej