Rzeczywiście, w tym ostatnim obie część-Polski były na wskroś polskie. Polskie wręcz idealnie, bo nic części z nas nie wychodzi tak dobrze jak odsądzanie innych od czci i wiary – bez względu na to, w którym marszu – i czy w ogóle – braliśmy udział. Niech każdy sam oceni, z którą z tych nienawidzących się coraz bardziej część-Polsk jest mu po drodze – rządową czy opozycyjną, i czy w ogóle z którąś. To w gruncie rzeczy nie jest ważne.

Przy okazji obchodów 35. rocznicy stanu wojennego nie wydarzyło się nic, czego nie można by wcześniej przewidzieć. Obie strony politycznego sporu są okopane na swoich pozycjach i to się nie zmieni przez lata, o ile kiedykolwiek. Rząd i wpierający go PiS nazywa opozycję antypaństwową. KOD i opozycja sejmowa zarzucają rządowi uzurpację i  ograniczanie demokracji. Jarosław Kaczyński określa marsze opozycji "czymś między chorobą a burleską", Ryszard Petru odpowiada, że z PiS "wyszła prawdziwa nienawiść i pogarda do ludzi". I tak sobie w tym polskim piekiełku trwamy. Co więcej, niektórych bardzo ekscytuje wszystko to, co wypluwają z siebie politycy. A eskalowanie konfliktu to ich żywioł, bez niego nie istnieją, szczególnie ci radykalni, ci, którzy dzielą i rządzą.

Tak jak wtedy 35 lat temu, kiedy z  domów w nocy zabierano myślących "niepraworządnie" i walczących o wolność, a potem internowano na długie miesiące, bo stanowili zagrożenie dla "demokracji ludowej", tak dzisiaj wyklucza się z polskości mających inne poglądy albo tych, którzy demokrację chcą obalić (czy ktoś wie, którzy to, z której strony, bo ja się pogubiłem). Odmawiają sobie prawa do zajmowania stanowisk w debacie publicznej, często radykalnie odmiennych, bo opartych na innych wartościach i innej wrażliwości, ale czy tylko dlatego gorszych?

Dlaczego jest w  nas tak dużo wrogości, niechęci do innych, dążenia do poniżania tych, którzy myślą inaczej? Czy o taki kraj chodziło tym, którzy 13 grudnia 198 1 r . stracili wolność, a nawet życie jak górnicy z Wujka?

"Umiemy się tylko kłócić lub kochać. Nie umiemy różnić się pięknie i mocno" – mówił o Polakach Cyprian Kamil Norwid. Stosując obecne standardy za krytykę własnego narodu, wielu odmówiłoby mu prawa do polskości, zgodnie z absurdalną zasadą aktualną dziś mocno: jeśli bić się w piersi, to na pewno nie własne.

Szczęśliwie, choć w dni takie jak wtorek trudno to zauważyć, Polska to jednak wciąż nie politycy, nie partyjni bonzowie, to nie Sejm i nie Kościół. To zwykli ludzie odwożący rano dzieci do szkoły, a potem spędzający dzień w pracy, by zarobić na rosnącą wciąż ratę frankowego kredytu. To studenci, którzy mają nadzieję na dobre zatrudnienie, to lekarze poświęcający czas dla innych, to policjanci, którzy czasem pouczą, nie dając zawsze od razu mandatu.

99 proc. z nich było wczoraj zajętych prawdziwym życiem, takim jak co dzień, zwykle dość ciężkim, schematycznym i   odpowiedzialnym. Dlatego nie byli na żadnej demonstracji. To są prawdziwi obywatele naszego kraju. Warto, by liderzy część-Polsk pamiętali o tym nie tylko 13 grudnia.