Wbrew temu, co głosi opozycja, nie będzie owym przegranym "państwo prawa" czy "demokracja", bo tych wartości żądać winni sami obywatele. Oni zaś w większości wybierają 500 plus i spokój poparty ignorancją. W sporze o TK mszczą się lata zaniedbań podstawowej obywatelskiej edukacji. Dziś już ludzie nie tylko nie wiedzą, co jest stawką tego sporu, ale i wiedzieć tego zwyczajnie nie chcą.

Niebezpieczna personifikacja

Co jednak przebija się do odbiorców mediów? Co zostaje uznane za najważniejsze elementy działań Trybunału Konstytucyjnego? Na pewno nie jego kompetencje, nie jego rola w procesie legislacyjnym. Opinia publiczna jest od dwunastu miesięcy bombardowana doniesieniami natury kryzysowej związanej z osobą stojącą – do dzisiaj – na czele TK: ile zarabia, ile wziął ekwiwalentu za niewykorzystany urlop, jaką sesję zdjęciową zafundował mu czołowy opozycyjny dziennik, kogo starał się "półlegalnie" wyznaczyć na swego następcę, jaka fundacja finansowała jubileuszowe spotkanie z jego udziałem.

Delikatnie rzecz ujmując, nie nastraja to pozytywnie do prezesa, tym bardziej, że z tak podanymi kryzysami ani sam prezes Rzepliński, ani środowiska mu sprzyjające - nie robią nic, pozwalając na toczenie się lawiny oskarżeń i niechęci. Tym samym w ciągu ostatniego roku stał się Rzepliński dla wielu uosobieniem instytucji, której nikt tak naprawdę nie potrzebuje, która wprowadza niepotrzebne zamieszanie, realizując własne ambicje o charakterze stricte politycznym. Można by rzecz: Trybunał – to on. Ale kto jeszcze chce tego Trybunału?

Opozycji wołanie na puszczy

Temat Trybunału podejmuje uparcie opozycja, tyle że prawie nikt jej nie słucha. Nie słucha partia rządząca, co oczywiste, ale na wspólną "obronę demokracji" nie mają widać ochoty liczące się w bilansie wyborczym grupy obywateli. Ich odstrasza zarówno toporny medialnie styl uprawiania kampanii obrony Trybunału, jak i sposób, w jaki wypowiada się w mediach sam prezes Rzepliński – sztywne frazy ex cathedra, które doskonale zgrywają się z quasi prawniczymi "wyjaśnieniami" opozycji, kto w sporze z partią rządzącą ma rację.

A mało atrakcyjnych przekazów odbiorcy mediów słuchać nie chcą. Co nie zniechęca do podejmowania kolejnych ofensyw w sprawie TK ze strony opozycji i prezesa Rzepińskiego. Do czego to doprowadziło, widzimy w ostatnich dniach. Politycy przeciwni rządowi popierają teraz "wolne media". Zmierzająca do nieuchronnego końca kadencja prezesa Trybunału od pewnego czasu nie była już dla nich tematem wiodącym. Efekt jest taki, że jeden niezrozumiały dla opinii publicznej kryzys został zastąpiony kolejnym zamieszaniem.

Prezes zaginiony

Ubrany w woal technokratycznych prawniczych dywagacji, pospolicie nudny i odrzucony temat Trybunały Konstytucyjnego ginie w kolejnych sporach jak żołnierz na wojnie. Prezes Rzepiński stał się ofiarą kombinacji większości sejmowej, ale i anemii opozycji oraz własnej medialnej indolencji. I nic nie wskazuje na to, by w najbliższym czasie odnalazł się i wygrał z pomocą jakiegoś politycznego Chucka Norrisa, który w klasycznym filmie pt. – nomen omen - "Missing in action" powraca i gromi siły zła.

Pomysły na jego przyszłość są, ale nie zachęcają one chyba samego Rzepińskiego, skoro kilka miesięcy temu zdementował plotki o czynnym udziale w polityce po zakończeniu swej kadencji w TK – tym razem w roli, powiedzmy, kandydata opozycji na prezydenta Polski. Zwierzęciem politycznym – a już na pewno medialnym - nie jest, zaś do ewentualnych wyborów zostały ponad trzy lata, które stylem obecnej komunikacji prezesa i jego mało skutecznych zwolenników z opozycji mogłyby zanudzić wyborców na śmierć. Z drugiej strony, jeśli kryzys przywództwa w obozie przeciwnym rządowi będzie nakazywał kreowanie na liderów "obrońców demokracji" ludzi pokroju posła Szczerby, to Rzepliński będzie długo nagabywany, by jeszcze z tym obozem pomaszerować. Ale chyba bez większych sukcesów.

"Wygaszanie" Trybunału

Trzeba przyznać, iż pierwszy etap obrzydzania wizerunku TK na forum krajowym – powiódł się. Od jutra może Prawo i Sprawiedliwość przystąpić do fazy B: projektu spychania TK na margines polskiego systemu politycznego. Kto przewiduje ostry zwrot w stylu dążeń do natychmiastowej modyfikacji na przykład ordynacji wyborczej do Sejmu i Senatu, najprawdopodobniej myli się. Najpewniej PiS przeczeka kilka lub kilkanaście najbliższych miesięcy, by sprawa Trybunału – niemal jak niepopularne gimnazja – została "wygaszona". Na razie ciszej nad tą trumną. Dopiero później zacznie się proces upychania kolanem kolejnych ustaw służących obecnej władzy, przy przychylniejszym temu, bo pozbawionym mało wprawdzie charyzmatycznego, ale rozpoznawalnego dotychczas prezesa TK, który swą nieudaną walkę kończy dzisiaj.

Zatem za jakiś czas pani premier ogłosi, jak w miniony weekend, że obecna władza zrobiła w krótkim czasie więcej niż poprzednia ekipa w ciągu ośmiu lat. I będzie miała rację – nie tylko dlatego, że większość nie zaprotestuje.