Krok po kroku dochodziliśmy do sytuacji, w której partie stawały się coraz bardziej posłusznymi i bezwolnymi narzędziami w rękach liderów. Do sytuacji, w której władza koncentrowała się w jednym miejscu. Rządy Donalda Tuska dokończyły ten proces – a jego ukoronowanie mamy teraz – kiedy władza koncentruje się w rękach jednego lidera. I to nieponoszącego żadnej prawnej odpowiedzialności za swoje decyzje. Nieograniczona władza bez odpowiedzialności – trudno wyobrazić sobie lepsze warunki ku temu, żeby państwo w końcu było silne.

A jednak to wyjątkowo silne państwo sprawia wrażenie wyjątkowo słabo sterowalnego: paraliż Sejmu, dymisje w armii, bałagan organizacyjny, którego symbolem jest to, co określiliśmy w DGP tupolewizmem, zadyszka inwestycyjna, nijakość polityki zagranicznej. Dodatkowo kryzysy wizerunkowe, absurdalny konflikt z dziennikarzami, sprawa posła Piotrowicza, narastające wrzenie w szeregach PiS.

Państwo, które miało dumnie wstać z kolan, reformować kraj i rozwijać gospodarkę, coraz bardziej zaczyna zajmować się sobą. Premier Beata Szydło w orędziu wymienia sukcesy rządu – ale co tak naprawdę trwałego udało się PiS zrobić? Uchwalić 500 plus? Zmiany podatkowe niepewne, reforma edukacji uchwalona, ale trudno przeprowadzalna, służba zdrowia z większą ilością pieniędzy tylko na papierze, górnictwo zamiatane pod dywan, energetyka ratowana podwyżkami, wojsko z dymisjami .

We współczesnej gospodarce, z jej rosnącą ilością interakcji, z coraz swobodniej funkcjonującymi pracownikami, z koniecznością podejmowania decyzji, coraz szybciej rośnie potrzeba budowy organizacji, w których podstawą funkcjonowania jest samodzielność. To samo dotyczy państwa. Ono nie może być rządzone jak XVIII-wieczny folwark. Nie da się zarządzać państwem ani go reformować, nie aktywizując grup społecznych, nie włączając w proces zmiany nawet tych, którzy są władzy niechętni. Nie da się zmienić polskich sądów bez przynajmniej części sędziów. Nie da się zmienić gospodarki bez przedsiębiorców.

Polska wstanie z kolan, a państwo będzie silne, jeśli zaufa obywatelom i będzie z nimi współdziałać. Nie da się stać stabilnie, opierając się na jednej – nawet większościowej – nodze. Polska nie będzie silna, dopóki władza nie zrozumie, że jest silna obywatelami.