Jarosław Kaczyński, przebywając w Rzeszowie, odniósł się do relacji z Ukrainą. Prezes PiS użył słów mocnych, ale całkowicie uzasadnionych. Nawiązując do szerzącego się u wschodnich sąsiadów kultu Stepana Bandery i UPA, oświadczył, że Polska nie będzie zgadzać się na sytuację, w której "ludobójcy i masowi mordercy są bohaterami" - przypomina Leszek Miller.

Jak zauważa na łamach "Super Expressu" były premier, trudno liczyć na zmianę przez ukraińskie władze swojego stosunku do Ukraińskiej Powstańczej Armii i Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, organizacji odpowiedzialnych między innymi za rzeź wołyńską i śmierć kilkudziesięciu tysięcy Polaków zamieszkujących Kresy Wschodnie. Na poparcie swych słów przytacza stanowisko Wołodymyra Wiatrowicza, historyka stojącego na czele ukraińskiego odpowiednika Instytutu Pamięci Narodowej.

Wiatrowicz - jak pisze Miller - stwierdził, że Ukraina jest poddawana "niedopuszczalnemu szantażowi" ze strony Kaczyńskiego i innych polskich polityków, którzy w jego ocenie mają żądać, aby Ukraińcy wyrzekli się własnej historii. Były premier przypomina, że nawet prezydent Petro Poroszenko podkreślał, iż członkowie UPA i przywódca ukraińskich nacjonalistów z czasów II wojny światowej Stepan Bandera są na Ukrainie uznawani za bohaterów.

Rozkwit ukraińskiego nacjonalizmu i faszyzmu ma miejsce w okolicznościach, gdy zdecydowana większość ofiar rzezi wołyńskiej nie ma swoich grobów. Ich kości porozsypywane są po polach, lasach i drogach Wołynia, a świadkowie tamtych wydarzeń, którzy mogliby coś powiedzieć, milczą. Wolą być cicho, bo specjalna ustawa przewiduje karanie więzieniem wszystkich, którzy okazywaliby lekceważenie dla weteranów zbrodniczych organizacji lub negowali celowość ich walki - komentuje Leszek Miller.