Wiadomo, że próby wymyślania antykapitalizmu w praktyce przyniosły, delikatnie mówiąc, więcej rozczarowań niż pożytku. Wiadomo też, że ładunek lewicowych ideologii wykorzystany był przez siły polityczne śmierdzące diablim futrem. Jednak przy całej ostrożności, z którą trzeba podchodzić do emocji przeciwników systemu wolnego rynku, warto je rozumieć.

Kiedy Edward Abramowski, ojciec polskiego anarchosocjalizmu, pisał, że kapitalizm to „ogromna hodowla” egoizmu, trafiał w sedno opinii milionów ludzi – i tych z XIX w., i tych z XXI w. „Cała atmosfera kapitalizmu powoduje, iż egoizm jest ludziom szczepiony w ciągu całego życia, przez konkurencję, przez ciężką walkę o chleb, przez panowanie pieniędzy, przez cały system niewoli”. Bardzo podobnie mówił też Jan Paweł II. Liberał dnia dzisiejszego chętnie poradzi, aby niezadowoleni wzięli kredyt, wyjechali za granicę i wyzwolili się z długów dzięki swojej zaradności. Udzielanie wszystkim ludziom rad, które sprawdzają się tylko w przypadku niektórych osób, jest sprawdzoną receptą na klęskę liberalnej idei.

W ostatnich trzech dziesięcioleciach inwazja (w moim mniemaniu błogosławiona, mimo wszystko) kapitalizmu nie napotykała oporu ze strony tych, którzy selekcjonują argumenty na rynku idei. Argumenty tak na oko socjalistyczne, etatystyczne oraz nacjonalistyczne stemplowano jako „wybrakowane” i usuwano z gry. Tyle że ostatnio przełamały już tabu pojęcia nacjonalistyczne, a dzięki (?) rządowi PiS w mainstreamie znalazło się nawet rozdawnictwo pieniędzy i budowanie przez państwo fabryk. Niewiele już potrzeba, by na rynku pojawiły się, jako całkiem normalne, idee socjalistyczne. Utrwalona formuła ich zbywania wyczerpała się. Liberałowie muszą wiedzieć, jak wygrać starcie z następcami Dmowskiego i Abramowskiego, bo trafią na złom.