Wydawało mi się, że gdy w 2016 r. wpompowano 3 mld zł w powstanie Polskiej Grupy Górniczej na zgliszczach Kompanii Węglowej, a Bruksela przymknęła oko na to, że nie ma tam grama prywatnego kapitału (dotować z budżetu można tylko zamykanie kopalń), to limit szczęścia się wyczerpał. Okazało się jednak, że nie. Polski rząd wziął za dobrą monetę wymowne milczenie Komisji Europejskiej i dopycha właśnie kolanem fuzję dwóch śląskich producentów "czarnego złota" - Polskiej Grupy Górniczej i Katowickiego Holdingu Węglowego.

Pierwsza z firm ma ok. 3,5 mld zł zobowiązań mimo gigantycznego dokapitalizowania w 2016 r. Druga ok. 2,5 mld zł – nie została dokapitalizowana wcale. Potrzebowała ok. 0,7 mld zł, który jakoś się nie znalazł, tymczasem 0,5 mld zł więcej dla PGG – bez problemu. I te dwa minusy - zdaniem rządu - mają dać plus. Ba, niebawem. Ba, ten kolos na glinianych nogach ma zadebiutować na giełdzie! Minister energii Krzysztof Tchórzewski mówił niedawno, że właśnie taki scenariusz mu się marzy. Pomarzyć dobra rzecz, panie ministrze. Mi się na przykład marzy, żebyście w końcu przestali działać jak poprzednicy z tymi swoimi kroplówkami dla sektora (owszem, większymi, to wam trzeba oddać). Żebyście zaczęli zamykać nierentowne kopalnie bez perspektyw, a pozwolili zarządom spółek węglowych inwestować tam, gdzie ma to sens. Marzy mi się również, żebyśmy przestali myśleć tym naszym "jakoś to będzie", bo wbrew pozorom i temu, co pokazywane jest na zewnątrz w przypadku PGG, to mamy do czynienia z piękną katastrofą.

Jak wygląda logika restrukturyzacji górnictwa po polsku? W 2016 r. powstaje Polska Grupa Górnicza na bazie upadającej Kompanii Węglowej. Do PGG 3 mld zł dosypują spółki i fundusze kontrolowane przez Skarb Państwa. Co robi PGG? Przejmuje 11 kopalń Kompanii, czyli... wszystkie i robi z nich 5. Od razu wyjaśniam – łącząc je w tzw. kopalnie zespolone (np. z Piasta i Ziemowita powstał Piast-Ziemowit), a nie likwidując którąkolwiek. Redukcja zatrudnienia w związku z tym idzie opornie, ponieważ załoga może skorzystać z ustawowych świadczeń socjalnych wtedy, gdy jej kopalnia przechodzi do likwidacji w Spółce Restrukturyzacji Kopalń. A w PGG jest z tym spory problem.

Co z tego, że prezes Tomasz Rogala chciał zlikwidować jak najszybciej Sośnicę i Halembę, które generują PGG przy normalnej pracy 300 mln zł straty rocznie? Co z tego, że Halemba w ubiegłym roku nie wydobyła 57 proc. zaplanowanego surowca? Ano nic z tego. Bo tu dawno przestała rządzić ekonomia, a rządzi polityka. PGG jest oczkiem w głowie ministra Tchórzewskiego, bo co mu oddać trzeba – powstała dzięki jego determinacji. Zrealizował plan PO-PSL ze stycznia 2015 r., którego poprzednicy przez 10 miesięcy nie umieli wprowadzić w życie. Tylko tu para się skończyła. A przecież za górnictwo w resorcie odpowiada wiceminister energii, Grzegorz Tobiszowski. Minister z Rudy Śląskiej. A gdzie jest dużo kopalń? Podpowiem. Właśnie tam. Halemba zresztą też tam jest. Wiewiórki donoszą, że jednak jej żywot może być ceną za to, że nie udało się przekonać banków – obligatariuszy KHW na skonwertowanie części zadłużenia Holdingu na akcje "dużej PGG".

KHW jest winny bankom ponad 1,2 mld zł. Na akcje połączonych firm miało być zamienione 35 proc. zadłużenia. Wtedy Bruksela nadzorująca tę transakcję miałaby upragnionego prywatnego inwestora i dałaby nam spokój. Wśród banków są bowiem m.in. francuski BNP Paribas czy niemiecki DZ Bank. No ale skoro banki mówią "nie", to może unijni urzędnicy zgodzą się na złożenie kolejnej kopalni w ofierze. Tu bowiem zaznaczyć trzeba, że Halemby nie było na liście kopalń do zamknięcia przesłanej do Brukseli jesienią ubiegłego roku.

Choć na fuzję grube miliony wykładają dotychczasowi akcjonariusze (TF Silesia, Energa, PGNiG Termika i PGE), to pojawia się jeszcze Enea. W sumie zrzutka da ponad 1 mld zł. Skoro PGG nie potrafiła stanąć na nogi dokapitalizowana 3 mld zł, to nie wiem, jak ma się to stać po przejęciu KHW i dołożeniu "tylko" 1 mld zł. Zwłaszcza, że PGG cięła koszty w zupełnie błędny sposób. "DGP" ujawnił kilka tygodni temu, że spółka obcięła inwestycje w 2016 r. aż o 36 proc. w stosunku do planowanych. Efektem tego była mniejsza strata niż zakładał biznesplan, czyli ok. 326 mln zł zamiast 370 mln zł (w nagrodę każdy pracownik spółki otrzymał nagrodę 1200 zł). Tyle tylko, że kopalnie PGG nie wydobyły aż 3,5 mln ton węgla wobec planu!

Dziś na rynku odbija się to czkawką, bo paliwa po prostu brakuje. Pisaliśmy niedawno, że aż 40 proc. firm ciepłowniczych narzeka na braki paliwa. A jak ustalił "DGP" w pierwszym kwartale 2017 r. niewykonany plan produkcyjny PGG to aż 1,8 mln ton. To olbrzymie ilości zważywszy na to, że firma ta (nie wliczając produkcji przejmowanego KHW) odpowiadała za produkcję 24 mln ton węgla kamiennego w Polsce. Ale jak tu polemizować z ministrem Tobiszowskim, który z czystym sumieniem zamyka dziś kopalnię Krupiński w Suszcu, gdzie pod ziemią zostaje węgiel koksowy (to baza do produkcji stali, jest droższy niż energetyczny produkowany przez PGG czy KHW) i mówił, że Suszec to nie Ruda Śląska.

Zastanawiam się tylko, skąd rządzący wezmą pieniądze, gdy miliardowe źródełko się wyczerpie. "Duża PGG" tylko na miesięczne pensje będzie potrzebować 0,28 mld zł.
Może tym razem PiS postawi na akcję w serwisie crowdfundingowym? Wtedy na pewno dobrowolnie, podobnie jak w energetyce, popłyną grube miliony. Bo przecież "duża PGG" to czysty biznes, typowa inwestycja...