W Rosji pozycja władz jest silnie związana z obietnicami zapewniania bezpieczeństwa i ochrony obywateli przed groźbą terroryzmu. Przed 17 laty prezydent Władimir Putin doszedł do władzy na fali walki z terroryzmem na Kaukazie Północnym - przypomina komentator dziennika "Kommiersant" Andriej Piercew. W tym okresie "do zamachów - brania zakładników, eksplozji domów mieszkalnych - dochodziło dość często. Stopniowo liczba takich wydarzeń rzeczywiście zmniejszyła się, choć w istocie duże zamachy były stosunkowo niedawno - w 2010 roku w Moskwie, a w latach 2013-14 w Wołgogradzie" - mówi PAP Piercew.

Jak tłumaczy, w Rosji ukształtował się "konsensus antyterrorystyczny": uważa się - "do czego znacznie przyczyniła się propaganda - że Putin ochronił kraj przed zamachami terrorystycznymi, że kraj stał się bezpieczny". Z kolei władze uzasadniały potrzebą utrzymania bezpieczeństwa "wiele kroków represyjnych, jak projekty ustaw czy zniesienie wyborów gubernatorów" - przypomina komentator.

Po zamachu w Petersburgu, w którym zginęło 14 osób i którego okoliczności wciąż są badane, pojawiły się "teorie spiskowe", dla których polem są media społecznościowe. Dyskusje tego rodzaju podsyca zamknięty charakter władzy i podporządkowanie władzom telewizji - wskazał niedawno w "Niezawisimej Gaziecie" (NG) szef niezależnego Centrum Lewady Lew Gudkow. Po eksplozjach domów mieszkalnych w 1999 roku w badaniach opinii publicznej co 10. Rosjanin uważał, że stoją za nimi służby specjalne. W ostatnich latach wyrażany w sondażach stopień zaufania do służb jest w Rosji wysoki, zbliżony to tego wobec armii.

Zdaniem Piercewa można spodziewać się, że teraz reakcją wśród Rosjan na zamach będzie nie zjednoczenie się, a podział w społeczeństwie. "W postawie wobec terroryzmu nie ma podziału, przeciwko niemu są wszyscy" - podkreśla komentator. Rozdźwięk ten dotyczy stosunku Rosjan do władz i do ich działań.

"Istnieją oczywiście ci, którzy chcą zjednoczyć się wokół Putina, ale są i jawni krytycy reżimu. Część z nich może oskarżać o organizację zamachów samą władzę, część - takich ludzi jest więcej - o to, że Kreml czegoś nie dopilnował" - mówi Piercew.

Jeden z przywódców rosyjskiej opozycji, były premier Michaił Kasjanow w wypowiedzi dla "NG" zauważył, że Federalna Służba Bezpieczeństwa (FSB) "zajmuje się śledzeniem opozycji, na co przeznaczane są ogromne środki, a powinna przede wszystkim zajmować się walką z terrorystami".

Rosyjska opozycja spodziewa się w następstwie zamachu "przykręcania śruby" i kolejnego poszerzenia pełnomocnictw resortów siłowych. Takie prognozy dominują wśród ekspertów, choć są i głosy, że na niespełna rok przed wyborami prezydenckimi proces ten i tak jest nieuchronny. Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow zapewnił w środę, że Kreml nie formułuje obecnie nowych propozycji dotyczących zaostrzenia ustawodawstwa antyterrorystycznego. Jak podała "NG", pojawiły się już takie pomysły jak wprowadzenie moratorium na akcje protestacyjne, by nie dopuścić destabilizacji kraju od wewnątrz.

Zdaniem Piercewa temat bezpieczeństwa może pojawić się w kampanii wyborczej, jednak to może być dla władz niewygodne, zwłaszcza gdy dojdzie do dalszych zamachów. "Istnieje duże ryzyko; jeśli władze znów zaczną zwracać uwagę na to, że zapewniają bezpieczeństwo, a na tym tle ataki będą trwać dalej, to ludzie będą zadawać pytania dotyczące wszystkich kadencji Putina - dlaczego były ograniczenia, skoro i tak nie jest bezpiecznie? Możliwy jest też łagodniejszy wariant (nastrojów) - że Putin już nie jest taki, jak wcześniej" - mówi komentator. W obu przypadkach notowania prezydenta osłabną.

Do wyborów pozostał jeszcze prawie rok - mają się one odbyć w marcu 2018 roku, przy czym Putin nie zadeklarował jeszcze, czy weźmie w nich udział.