To jest #MłodaPolska. Widziana oczami dwudziestolatków i opisywana z ich wrażliwością. To oni rozkładają akcenty, wskazują ujęcie, wybierają rozmówców. Piszą o Polsce, którą widzą przez swój pryzmat. Podkreślają to, co ważne dla nich. Nie unikają trudnych tematów, przemilczanych w gąszczu politycznej szarpaniny. #MłodaPolska to cykl, w którym studenci SWPS Uniwersytetu Humanistycznospołecznego będą opisywać rzeczywistość ludzi wchodzących w dorosłość. Ich piórem chcemy pokazać Polskę młodych, ze wszystkimi ich obawami, wątpliwościami, zdziwieniami, autorytetami. Bez tematów tabu i cenzury. Taka jest #MłodaPolska.

Piotr Łapiński: Jaki był Twój pierwszy raz?
Agnieszka*: Niezbyt go pamiętam.

Myślałem, że to bardzo ważne wydarzenie w życiu każdej dziewczyny.
Pewnie tak. Ale ja wolałam o tym zapomnieć. Pamiętam jakieś migawki, kolor jego skóry, miejsce, w którym to zrobiliśmy. Tyle.

A ile wtedy zarobiłaś?
Zabij mnie, a sobie nie przypomnę. Poza tym stawkę zmieniałam dosyć często, byłam też słaba w negocjacjach. Nie pamiętam, czy wtedy w ogóle dostałam jakieś pieniądze.

Robiłaś to za darmo?
Oczywiście, że tak, ale nie ze sponsorami. Po prostu zdarzało się, że się migali, kiedy przychodziło do płacenia. Zamiast pieniędzy często dostawałam telefony. W pewnym momencie miałam ich całą torbę. Część udało mi się sprzedać, ale chyba co drugi był zepsuty. Oddawałam je znajomym na części.

A ktoś Ci kiedyś nie zapłacił?
A bo to raz? Kiedyś było po wszystkim i koleś powiedział, że ma tylko kartę i musimy skoczyć do bankomatu. Ale jak tylko wyjechaliśmy z lasu, stwierdził, że kończy mu się benzyna i potrzebuje zatankować. Na stacji wyjął z portfela dychę i powiedział, że podjedzie pod dystrybutor, a ja w tym czasie miałam kupić coś do picia, bo strasznie go suszy. I ja wysiadłam i poszłam po ten napój. Dopiero stojąc przy kasie, zorientowałam się, że przecież płacąc za benzynę, sam będzie mógł kupić sobie do picia to, co chce. Wyjrzałam przez okno i co? Oczywiście cwaniak spierdolił. A ja byłam wściekła na siebie, że mnie koleś wydymał dwa razy! (Śmiech i przekleństwa)

Jak to możliwe, że się teraz z tego śmiejesz?
A co, mam płakać? Dosyć się w życiu naryczałam. Poza tym to były moje świadome wybory. Nikt mnie nie krzywdził, wręcz przeciwnie. Ci ludzie byli dla mnie bardzo mili, w odróżnieniu od mojej rodziny - bracia mnie bili, a matka na wszystko pozwalała. Ten mój świat dał mi totalne odcięcie od tego, co było w domu.

Opowiadałaś czasami o swoich problemach sponsorom?
Nie po to udawałam przed nimi szczęśliwą dziewczynę, żeby potem żalić się, jaka to jestem biedna i pokrzywdzona. To był mój wymarzony świat. Raz byłam Martą – studentką architektury, raz Magdą – pracownicą solarium. Mogłam być, kim chciałam, i zapomnieć o tym, co jest za plecami.

Studentką? Przecież miałaś wtedy 14 lat.
Zawsze byłam wysoka i gruba. Poza tym nikt nie umówiłby się z 14-latką. Bali się. Mówiłam więc, że jestem studentką, która potrzebuje dorobić.

I nikt się nie zorientował?
Kilka razy zdarzyło się, że chłopak dopytywał, czy na pewno mam 22 lata. Dygałam się wtedy i przyznawałam, że nie do końca byłam szczera. I wiesz, co wtedy słyszałam? "Wiedziałem, od razu wyglądałaś mi na 26"! Wyobrażasz to sobie!? Debile i chamy jednocześnie.

(Śmiech)
Myślisz, że to jest śmieszne? To jeszcze nic. Kiedyś przyjechał taki idiota, który od początku miał jakiś problem, nie chciał się rozebrać. Zapłacił mi za seks, a potem nie chciał się bzykać. Rozbieram się więc, kładę i zamykam oczy. Wtedy zdjął w końcu ubrania, położył się na mnie i zaczął się okropnie wiercić. Po kliku sekundach usiadł zrezygnowany. Zaproponowałam, że zmienię pozycję, żeby mu było wygodnie. Cały poczerwieniał i powiedział, że on to już skończył. Dwa razy!

Jak na nich trafiałaś?
Głównie przez czat.

Erotyczny?
Nie! No co ty, tam są sami zboczeńcy. Wchodzisz na normalny regionalny czat, ustawiasz nick: szukam_sponsora i czekasz.

Tylko tyle? Żadnych ofert? Zagadywania?
Hasło "szukam sponsora" działa jak magnes. W ciągu minuty po zalogowaniu zawsze pisało kilkunastu facetów. Nie uwierzyłbyś, gdybyś to zobaczył. Tajfun napalonych zboczeńców. Wybierałam dwóch czy trzech i z nimi prowadziłam rozmowę, resztę blokowałam, inaczej nie nadążałabym pisać. A to działa tak, że jak któryś za długo czeka na odpowiedź, to zamyka czat, a ty tracisz hajs. Musisz mieć co najmniej dwóch rozmówców, bo zawsze część się wycofuje po wstępnej gadce.

A o czym gadacie?
Zazwyczaj pytają o imię i wiek, a potem przechodzą do tego, co lubię. Jakie pozycje, zabawy. Nie można za wiele zdradzać, bo część to pisarze. Chcą tylko przeczytać kilka zbereźnych zdań i coś tam sobie powyobrażać. A kiedy ja próbuję dogadać szczegóły, to on udaje, że nie widzi. Normalny koleś po kilku zdaniach pyta o cenę.

Ile zazwyczaj brałaś?
Zależy, ile potrzebowałam. Za zwykły seks bez udziwnień brałam stówę, ale kiedy potrzebowałam pieniędzy np. na sukienkę na wesele, to mówiłam, że 170, i też się godzili.

To niemałe kwoty jak na nastolatkę.
Kiedyś rozdrabniałam się na mniejsze kwoty, ale to było za jęczenie.

Przepraszam, nie bardzo rozumiem.
No, jęczałam za doładowanie. Koleś podawał mi swój numer, dzwoniłam z numeru zastrzeżonego, jęczałam przez 30 sekund i się rozłączałam. Jak chciał więcej, to musiał mi przesłać kod doładowujący do telefonu. Zazwyczaj się w tym czasie masturbowali, bo mówili: "jeszcze trochę kochanie, zaraz dojdę". Ledwo powstrzymywałam się od śmiechu. Brałam za to dwa doładowania po 5zł. Potem z tego zrezygnowałam, bo to chuj, a nie pieniądze.

A ile najwięcej zarobiłaś?
300 zł za nic. Znalazłam napalonego frajera, któremu powiedziałam, że jak da 300 zł, to się zastanowię. Przyjechał, zapłacił, a ja myślę do dziś.

Nie było potem żadnych pretensji?
Co Ty! Jeszcze mi prezenty przywoził przez jakiś czas. Ale był stary, miał ze 35 lat. Na dodatek ze wsi. A na wieś nie pójdę. W innym wypadku może bym się zgodziła.

Czyli pisali do ciebie też z ofertami matrymonialnymi?
No pewnie. Chcieli mnie wziąć na abonament. Jeden proponował 3 tysiące miesięcznie i wspólne mieszkanie. A ja przecież nie mogłam wyprowadzić się z domu, bo matka by mnie zabiła.

Jak się dowiedziała?
Pamiętam ten moment bardzo dobrze. Miałam wtedy chyba 15 lat. Wróciłam do domu lekko podpita. Ona stała w kuchni, zdjęła z nogi kapcia i uderzyła mnie nim w twarz. Myślałam, że to za alkohol, więc zapytałam: "Dlaczego mnie bijesz, suko? Sama też ciągle chlasz". Powiedziała wtedy, że może i tak, ale przynajmniej nie jest kurwą jak ja. Zrobiło mi się gorąco i uciekłam do pokoju. Przyszła ze smyczą i zaczęła mnie napierdalać z całych sił. Krzyczała: "Ile dzisiaj zarobiłaś, dziwko?". Wyjęłam ze stanika 250 złotych i jej pokazałam. Wytrzeszczyła oczy i momentalnie się uspokoiła. Powiedziała: "Daj, dziecko, będzie na satelitę".

I tyle? Nie zrobiła Ci żadnego wykładu? Nie dała szlabanu?
Widziała, że zapewnię jej stały dopływ gotówki. Poza tym co umoralniającego mogła mi powiedzieć alkoholiczka, której dzieci mają w sumie trzech ojców? Że to nie wypada? Że pójdę do piekła? Przecież do kościoła chodziłyśmy tylko zaraz po komunii. Mój brat siedział wtedy w więzieniu. Matka czuła, że nie poradziła sobie z wychowaniem dzieci i na naprawianie błędów jest już za późno.

Poczułaś ulgę, że masz jej ciche przyzwolenie na zarabianie własnym ciałem?
Dopiero wtedy naprawdę zaczęłam się zastanawiać nad tym, co robię. Wcześniej to był mój tajemniczy świat, w który mogłam uciec. Czułam pełną wolność. Później zaczęłam to faktycznie traktować jak pracę. Byłam dla sponsorów niemiła. Nie potrafiłam już czerpać z tego tyle przyjemność. A poza tym za każdym razem, jak wychodziłam z domu, nawet na zwykły spacer, matka pytała, czy idę do sponsora. Jak mówiłam, że nie, to zaczynały się kłótnie, że ją oszukuję i chcę zatrzymać pieniądze dla siebie.

Dlatego przestałaś szukać sponsorów?
Między innymi. Zaliczyłam też ogromną wpadkę, po której cała szkołą huczała, że daję dupy za hajs. Umówiłam się jednym gachem pod kościołem. Poprosiłam, żeby zaparkował w konkretnym miejscu. Jak przyszłam, już stał. Wkurzyłam się, bo pisał, że ma ledwie 30 lat, a wyglądał na prawie 50. Ale że oni zazwyczaj oszukiwali w sprawie wieku, w ogóle mnie to nie zaniepokoiło. Wsiadłam i jak zwykle rozpoczęłam swój monolog: "Cześć, to ja Klaudia. To co, jedziemy? Tutaj skręć w prawo, a potem prosto aż do lasu. Jak znajdziemy jakiś wjazd, to zjedziemy". Zobaczyłam tylko tępy wyraz twarzy. Pomyślałam, że znowu trafiłam na niedorozwoja. Rzuciłam, żeby już jechał, bo nas ktoś zobaczy. A on dalej nic. Patrzył się na mnie i nawet nie mrugnął. Wkurwiłam się ostro i zapytałam: "Chcesz się ruchać czy nie?". Wtedy usłyszałam pukanie w szybę. To była matka mojej koleżanki z klasy... (ukrywa twarz w dłoniach i się śmieje).

A ten mężczyzna był jej mężem?
Tak. Nie wiem, jak mogłam być taką idiotką i wsiąść do niewłaściwego samochodu. Uciekłam spłoszona do domu.

To był twój ostatni raz?
Nie, potem jeszcze kilka razy umówiłam się na spotkanie, ale byłam ostrożniejsza. Przestałam, kiedy nawet w kolejce w sklepie wszyscy się na mnie patrzyli i szeptali.

Żałujesz teraz tego wszystkiego?
Tylko tego, że matka się dowiedziała. To przez nią przestałam czerpać z tego przyjemność. Zniszczyła nie tyle mój świetny interes, co mój piękny i wyśniony świat. Świat, w którym kryłam się między innymi przed nią. Kiedy znów będę uciekać, to zaplanuję to wszystko lepiej. Wtedy nikt się nie dowie, a ja będę naprawdę szczęśliwa.