Jest też doskonałym pretekstem do tego, by przyjrzeć się sposobowi rozumienia wolności przez różne grupy społeczne, ze szczególnym uwzględnieniem wielkomiejskiej klasy średniej jako klasy hegemonicznej (jej sposób widzenia świata jest społecznie i medialnie dominujący). Oto bowiem niezwykle częstym argumentem na rzecz niestosowania owego zakazu jest ten, który odwołuje się do wolności konsumenta oraz wolności pracownika.

Najpierw o pierwszej. Oburzeni przedstawiciele klasy średniej z wielkich miast i wyraziciele jej ideologii z różnych obozów politycznych wskazują na to, że przez zakaz handlu w niedzielę ograniczona zostanie wolność osób, które zwykły robić w ten dzień zakupy. W tle tej narracji kryje się zwulgaryzowana wersja ideologii liberalnej, która rządzi naszym myśleniem od początku transformacji ustrojowej. W myśl tej ideologii wolność jest wartością zawsze nadrzędną i absolutną. Każde jej ograniczenie przez uniemożliwienie robienia czegoś, jest z definicji podejrzane czy wręcz niedopuszczalne, oczywiście jeśli tylko w grę nie wchodzi ewidentne pogwałcenie przepisów prawa.

Podejście to całkowicie pomija konfliktowość wartości, a zatem i to, że wolność nie może być traktowana jako dobro absolutne, bo czasami wchodzi w konflikt z innymi wartościami, które możemy w danej sytuacji uznać za ważniejsze od niej. I tak np. nie pozwalamy innym ludziom na swojej ziemi robić tego, co chcą, bo zdajemy sobie sprawę z tego, że mogłoby to prowadzić do zagrożenia naszych interesów. I dlatego np. zabraniamy im składowania na swojej ziemi materiałów toksycznych, a do pewnego momentu zabranialiśmy im wycinać drzewa wedle własnego uznania, słusznie mniemając, iż są one wartością wspólnotową, a nie indywidualną. Widać zatem wyraźnie, że uważamy, iż wolność dysponowania swoją własnością ma granice, a wraz z tym granice ma wolność jako taka.