Bezpieczeństwo to także ulubiony slogan rządzących – niezależnie od ideologii, wykorzystywany do usprawiedliwiania nadużyć i niedemokratycznych praktyk: od tajnych sądów oraz tortur, po inwigilację i ograniczenie swobód obywatelskich. By je zapewnić społeczeństwu, każdy z nas jest winny dopóty, dopóki sam nie udowodni swojej niewinności. (Czy pozwolisz, drogi czytelniku, że założę, iż wiesz, o czym mówię, więc nie będę przytaczał konkretnych rozdziałów oraz wersów?).

Co, do licha, się z nami dzieje? Dlaczego państwa tak chętnie ograniczają prawa i swobody obywatelskie dla złudzenia bezpieczeństwa? Tak, właśnie złudzenia, bo w ostatecznym rozrachunku bezpieczeństwo totalne to nic więcej jak iluzja. Pozwalająca traktować osoby uważane za niebezpieczne w nieludzki sposób (a wszyscy wiemy, zwłaszcza w Polsce, dokąd to prowadzi).

Na początku XX w. amerykański socjolog William Thomas stworzył zapomnianą już dziś koncepcję czterech głównych potrzeb, która pomaga zrozumieć naszą obsesję na punkcie bezpieczeństwa. Przy okazji, we współpracy z Florianem Znanieckim napisał klasyczną już pracę socjologiczną „Chłop polski w Europie i Ameryce”, w której zbadali proces adaptacji chłopstwa do współczesnych warunków w kontekście imigracji, głównie do Chicago. Warto ją sobie przypomnieć, rozważając problemy migrantów we współczesnym świecie i próbując zrozumieć ich trudne położenie.