3 : 0. Taki wynik w ostatnich wyborczych potyczkach z Martinem Schulzem uzyskała urzędująca od 1 2 l at kanclerz Angela Merkel. Chadecy z CDU/CSU, którym przewodzi niemiecka polityk, w ciągu ostatnich tygodni wygrali z lewicą wybory w kraju Saary i w Szlezwiku-Holsztynie. W niedzielę gola na trzy zero chrześcijańscy demokraci zdobyli w terenie ostatnio dosyć dla nich nieprzyjaznym - w najludniejszym kraju związkowym - Nadrenii-Westfalii. Tam przez ostatnie siedem lat rządziła premier Hannelore Kraft, ważna figura socjaldemokratów, która właśnie pożegnała się ze stanowiskiem premiera tego kraju związkowego.

Choć oczywiście jest za wcześnie, by skazywać Schulza na pewną porażkę, to wydaje się, że przed meczem finałowym, jakim będą jesienne wybory parlamentarne, jego szanse na zwycięstwo są stosunkowo niewielkie. Pozostając przy sportowych analogiach, można się pokusić o stwierdzenie, że piękny sen niemieckiego ligowca Schulza właśnie się skończył. I tak osiągnął niezły wynik, podnosząc notowania SPD, ale na tym etapie rozgrywek trafił na przeciwnika, który regularnie gra w Lidze Mistrzów, gdzie spotykają się największe międzynarodowe gwiazdy. Fakt, że Merkel publicznie pokazuje się z urzędującym prezydentem USA Donaldem Trumpem, byłym prezydentem USA Barackiem Obamą czy choćby, tak jak wczoraj, odwiedza ją właśnie świeżo zaprzysiężony prezydent Francji, jest jednak czym innym niż kampanijne jeżdżenie po niemieckich miastach i miasteczkach. A to właśnie na tym drugim rodzaju boisk grał ostatnio przewodniczący SPD.

W tym miejscu można się zachwycać, jak niesamowitą polityk jest Merkel. Po 12 latach rządów za Odrą wyborcy wciąż ją lubią. Udało jej się przejść zaledwie delikatnie zmoczoną nogą przez kryzys uchodźczy. Niemiecki budżet w ostatnich latach ma nadwyżkę, do tego z perspektywy polskiej racji stanu zwycięstwo Merkel wydaje się korzystniejsze niż jej oponenta Schulza. Wizja Europy inkluzyjnej lansowana przez urzędującą kanclerz jest dla nas lepsza niż wizja oddzielnego budżetu krajów strefy euro, do której w dającej się przewidzieć przyszłości nie przystąpimy.

Warto jednak pamiętać, że Merkel właśnie co zdobyła przewagę nad przeciwnikiem dobrym, ale nie z najwyższej półki. Wielkim finałem jest wspominane wrześniowe starcie w wyborach parlamentarnych. Problem leży w tym, że podobnie jak ostatnio w piłkarskim ćwierćfinale Ligi Mistrzów niemiecki Bayern Monachium został skrzywdzony przez sędziów na korzyść Realu Madryt, tak teraz rolę takiego wcale niezapraszanego arbitra czy wręcz przeciwnika, może odegrać prezydent Rosji Władimir Putin. Z jego punktu widzenia, choć np. kwestia budowy gazociągu Nord Stream 2 w Berlinie cieszy się ponadpartyjnym poparciem, to jednak tradycyjnie znacznie bliżej Rosji do SPD niż do opowiadającej się za podtrzymaniem sankcji gospodarczych kanclerz Merkel.

Dlatego na niemieckie wybory parlamentarne można spojrzeć jak na starcie niemieckiej kanclerz i zachodniej demokracji w ogóle, z Putinem i rosyjskimi służbami specjalnymi. Poszlak nie brakuje. W Stanach Zjednoczonych wciąż badane jest, jak silny był (jest?) wpływ Rosjan na Trumpa i to, jak manipulowali oni przebiegiem wyborów. Z kolei ostatnio we Francji, w czasie kampanii wyborczej, ujawniono e-maile otoczenia Macrona, które miały go skompromitować. Jego kontrkandydatka, Marine Le Pen, ma finansowe powiązania z Moskwą. W przypadku francuskiego ataku hakerskiego ślady prowadzą na Wschód. Biorąc pod uwagę, że wczoraj w czeskiej Pradze rozpoczęła się konferencja natowskich ekspertów, której głównym tematem jest przeciwdziałanie manipulacjom wyborczym przez Rosjan, widać że problem jest naprawdę poważny. O tym, czy Angela Merkel faktycznie wygra Ligę Mistrzów, zadecyduje właśnie jej pojedynek z Władimirem Putinem.