Frasyniuk wykorzystał rozmowę, by zaprosić Jarosława Kaczyńskiego w podróż po Europie.

- Zapraszam Jarosława Kaczyńskiego na mój koszt, by wreszcie zobaczył, jak żyją ludzie w Europie. Zabiorę go dobrym samochodem i przewiozę przez bogate Niemcy, zabiorę do pięknych Włoch i pokażę wszystkich tych kolorowych ludzi, różnych ras i wyznań, którzy potrafią i lubią żyć obok siebie - mówi "Gazecie Wyborczej".

Dodaje, że poza wizytą w knajpce czy na boisku, gdzie dzieci grają w piłkę, pokazałby prezesowi PiS również "gorszą twarz Europy", czyli przedmieścia i obozy dla uchodźców. Ale stawia warunek - jest nim spotkanie z Polakami, którzy w latach '80 po wyjeździe z kraju mieszkali w podobnych obozach. - Może taka wycieczka zaleczyłaby w prezesie te wszystkie kompleksy, wynikające z braku wiedzy, poczucia niższości i zagrożenia wynikającego z tego, co spotkało Polskę 80 lat temu - zastanawia się Frasyniuk.

Były opozycjonista z czasów PRL jest też pytany o obchodzenie rocznicy wyborów 4 czerwca. Odpowiada m.in. na stwierdzenia, że były one wynikiem "zdrady narodowej - Magdalenki i układu okrągłostołowego i postkomuny".

- Jak mówi to Kornel (Morawiecki), to odpowiadam zawsze: chłopie, przecież ty od tamtego czasu startowałeś we wszystkich możliwych wyborach! I mogłeś brać w nich udział nie dlatego, że zastrzeliłeś Kiszczaka, nie dlatego, że powiesiłeś na szubienicy Jaruzelskiego, tylko dlatego, że dał ci tę możliwość „Okrągły Stół”. Ten, któremu tak się sprzeciwiałeś. Powtarzam: to nie powstanie warszawskie i nie Armia Krajowa przyniosły Polsce wolność. Dała ją nam pierwsza „Solidarność”! I to, że usiedliśmy z komunistami do rozmów. I dzięki temu dało się to przeprowadzić bez rozlewu krwi. To jedyna udana rewolucja na przestrzeni ostatnich 300 lat! - stwierdza Frasyniuk.

Przyznaje, że on sam w ciągu ostatniego roku pomylił się w ocenie liderów opozycji. - Nie mogłem przypuszczać, że Ryszard Petru tk szybko uzna, że najważniejsze w polityce jest bycie przez 24 godziny w telewizji - stwierdza.