Indywidualizm. Ekshibicjonizm. Wymyślne stroje, wulgarny język. Nieważne, czy mówią o nas dobrze, czy źle – ważne, żeby mówili. Oryginalność za wszelką cenę. Relacje płytkie i na odległość. Populizm w polityce.Ten, kto myśli, że tak już będzie zawsze, myli się bardzo. Lub jest słabym obserwatorem. Trend jest zupełnie inny.

Optymalna odrębność

Sposób naszego zachowania zależy od tego, na kim się koncentrujemy: na sobie czy na grupie. Akurat dziś ludzie mają silną potrzebę podkreślania własnej wyjątkowości. To jest w każdym razie bardziej widoczne niż manifestowanie przynależności do określonego kręgu, choć ta druga postawa przecież też występuje - mówi prof. Dominika Maison, dziekan Wydziału Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego. Wtóruje jej dr Jarosław Kulbat, psycholog społeczny z Uniwersytetu SWPS we Wrocławiu, przypominając, że istnieją dwie tożsamości: osobista (to, co mnie wyróżnia) i społeczna (to, co jest dla mnie wspólne z grupą), i to one determinują nasze postępowanie, występując naprzemiennie. Według teorii optymalnej odrębności, opisując siebie, wymieniamy zarówno cechy niepowtarzalne i oryginalne, jak i wspólne. Przewaga jednych albo drugich zależy od kultury, w której dany człowiek został wychowany, a także czynników sytuacyjnych, np. gdy czegoś się obawiamy, stawiamy na cechy wspólne – tłumaczy.

Skoro jesteśmy tak skupieni na sobie, pławimy się we własnej oryginalności, znaczyłoby to, że czujemy się bezpiecznie. Możemy sobie pozwolić na swoisty egoizm. Cywilizacja Zachodu zbudowała kulturę konsumpcyjną. Jej głównymi wartościami są hedonizm, witalność i konsumpcja. Konsumpcja była sposobem uszczęśliwiania ludzi, zajmowania ich małymi ideami. To było narzędzie, wentyl bezpieczeństwa. Koncentracja na rzeczach błahych, dalekich od konfliktów i wielkich spraw. Można powiedzieć, że Zachód skupił się na jednostce i codzienności. Pojedynczy człowiek z jego aspiracjami, ambicjami i możliwościami zaspokajania swoich potrzeb stał się ważniejszy niż zbiorowość. Był to pewien pomysł, model społecznego życia. Ten model długo się sprawdzał. Pokolenia, które pamiętały kryzysy i wojny, ceniły spokój i banalną codzienność – wyjaśnia dr hab. Małgorzata Bogunia-Borowska, kierownik Zakładu Badań Kultury Współczesnej w Instytucie Socjologii Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Można zaryzykować stwierdzenie, że nasza miłość własna jest na tyle silna, by mówić o „pokoleniu narcyzów”. Taką tezę postawiła kilka lat temu amerykańska profesor psychologii Jean M. Twenge w książce „Generation Me”. Wysnuła ją na podstawie badań prowadzonych przez 20 lat wśród studentów uniwersytetu. Pokazały one, że w tym czasie odsetek osób o tendencji narcystycznej wśród młodych ludzi poszybował w górę o 30 proc. Choć teza jest kontestowana przez niektórych psychologów (m.in. prof. Jeffrey Arnett z Clark University czy Brent Donnellan, psycholog z Uniwersytetu w Michigan), może być prawdziwa. Skąd ten skokowy wzrost na przestrzeni jednego właściwie pokolenia? Zmianę przyniosły lata 60. ze swoją apoteozą indywidualizmu, który od tego czasu sukcesywnie zyskiwał na popularności w i tak silnie indywidualistycznej Ameryce. Tylko czy narcyzm nie jest już passe?

To przez dzieci kwiaty

Normy społeczne to zasady, jak należy postępować. Raczej trwałe, bez względu na to, czy mają podstawy formalne (prawne), czy nieformalne (zwyczajowe, nigdzie niespisane). Jarosław Kulbat twierdzi, że z punktu widzenia psychologii nie powinny się zmieniać, bo pełnią bardzo ważną funkcję: regulują relacje międzyludzkie. Tabu kazirodztwa, norma wzajemności, własności czy wolności - wymienia i dodaje, że od lat mają one ten sam kształt. A ich naruszenie jest sankcjonowane. Z mocy prawa bądź nie. Więzienia są pełne osób, które mają problem z internalizacją normy własności, a każda grupa traci tych członków, którzy nie bardzo garną się do wykonywania obowiązków prowadzących do osiągnięcia wspólnego celu – śmieje się.

Dominika Maison uważa inaczej. Jej zdaniem normy się zmieniają. Zwłaszcza te moralne (etyczne), obyczajowe i zwyczajowe.  Dziewictwo do ślubu było taką absolutną normą obyczajową, która mocno straciła na wartości. Chociaż nie stało się to od razu. To był proces  zastrzega. Zwykle zmiana danej normy to ewolucja, ale rewolucje też się zdarzają. Jak ta w latach 60. i 70. ubiegłego stulecia.

Wygląda na to, że dzieci kwiaty, które zbuntowały się przeciw porządkowi społecznemu, są rzeczywiście winne. I to nie dlatego, że obnosiły się ze swoim sprzeciwem wobec świata ludzi dorosłych, stworzonych przez nich instytucji, przymusów, zakazów, stylu ubioru, własności prywatnej. Te wciąż trwają. Ale pokolenie ’68 zapoczątkowało głęboki podział.