Nie lubię klerykalizmu, który zakłada, że ksiądz ma mówić językiem innym niż wszyscy. Jeżeli wymagamy od kapłana kulturalnego języka, sami go stosujmy, wtedy będziemy mieli przynajmniej moralne prawo do krytyki. Oczywiście język na tych nagraniach nie jest sympatyczny, jednak ci, którzy najgłośniej krzyczą ze wzburzenia, sami w prywatnych rozmowach używają podobnego języka - tak Tomasz Terlikowski ocenił w rozmowie z „Super Expressem” słowa księdza Kazimierza Sowy, nagrane na taśmach w restauracji, które ostatnio zostały opublikowane.

Zdaniem katolickiego publicysty, ksiądz nie powinien być też karany kanonicznie za te spotkania, bo ksiądz Kazimierz Sowa wielokrotnie bronił doktryny Kościoła także w kwestiach niewygodnych dla liberalnej części opinii publicznej. Jednak jego zdaniem, biskup może chcieć rozwiązać problem z politycznymi uwikłaniami księdza i skierować go do nowych zadań duszpasterskich.

Terlikowskiemu nie podobało się za to bratanie się księdza z politykami jednej opcji. Wyjaśnił, że nie chodzi mu tylko o PO - gdyby podobne rozmowy prowadził inny ksiądz z jakąś inną partią, nawet bardziej prawicową niż Platforma Obywatelska, byłoby to dla kapłana i Kościoła równie niedobre - mówił.

Terlikowski twierdził bowiem, że wojna między zwolennikami partii politycznych sprawia, że wielu ludzi zaczyna traktować Kościół jako część własnego plemienia. Tymczasem w Kościele jest miejsce dla wiernych, którzy głosują na PiS, na PO, na Kukiza, Korwina. Powiem więcej - jest miejsce dla tych, którzy z jakichś powodów głosują na SLD albo Partię Razem - wyjaśnił. Dlatego też - jego zdaniem - Kościół powinien być ponad tym partyjnym, plemiennym sporem, a zaangażowanie niektórych duchownych po stronie PiS jest takim samym błędem, jak za mocne zaangażowanie się księdza Sowy po stronie PO.