Do rzeczy: interesująca (w stosunku do innych) praca, w której nawiązuje się do Matki Boskiej Boleściwej, stała się podmiotem hałaśliwej akcji grupy młodych narodowców. Skąd o tym wiemy? Stąd, że ich antyobrazoburcza akcja została sfilmowana – i dołączona do pracy – jako appendix autoidentyfikacji (post?) polskiej*. Dzielni Polacy uniemożliwiają przeprowadzenie wykładu na temat dzieła, niedoszli słuchacze irytują się – i... No właśnie, potem już nie wiemy, co się działo, bo film się urywa w najciekawszym miejscu. Chyba jednak przyszła po panów narodowców policja, bo sala wystaw to nie sala darcia gęby. Jak przypuszczam, policja przywróciła spokój, bo to służba powołana po to, aby człowiek musiał przejmować się prawem. Prawem chroniącym artystę, widza, demonstranta, działkowicza, pieszego, podatnika czy pasażera. Alternatywą dla chronionego przez policję prawa jest prawo pięści implementowane przez – przepraszam za stereotyp – umięśnionych dzikich.

Nietrudno się domyślić, że w morale tego felietonu pojawi się nazwisko „Frasyniuk”.

* Appendix autoidentyfikacji i inne dziwolągi słowne to promocja. Więcej napuszonej nieporadnej polszczyzny katalogowej – chociażby w opisie działalności Stanisława Szukalskiego. To skądinąd zabawne, że kuratorzy wystawy na temat polskości mają kłopot z konstrukcją, hm, przestrzeni języka polskiego.