Co będzie się działo dalej z uchwałą Sądu Najwyższego w sprawie prawa łaski?

Paweł Mucha: Jest rzeczą powszechnie znaną i od lat w literaturze przedstawianą, że pan prezydent może w ramach prawa łaski stosować także abolicję indywidualną. A ta polega właśnie na skorzystaniu z jego konstytucyjnej prerogatywy jeszcze przed prawomocnym wyrokiem w danej sprawie. Nie ma takiego przepisu konstytucji, który by zakazywał korzystania z prawa łaski w drodze abolicji indywidualnej. Biorąc pod uwagę wiele przepisów konstytucji, poczynając od art. 139 zd. 1, przez art. 144 i art. 7, a na art. 10 i 183 konstytucji kończąc, nie ulega wątpliwości, że prezydent, stosując prawo łaski, nie podlega żadnej kontroli. Żaden organ nie jest uprawniony do ingerencji w sferę ustrojową pod pozorem nadzoru judykacyjnego. Jeżeli spojrzymy na przepisy konstytucji, które wskazują na zakres funkcjonowania SN, to kwestia sprawowania nadzoru nad wymiarem sprawiedliwości w sferze orzeczniczej nie uprawnia do tego, żeby się wypowiadać w kwestiach korzystania z prawa łaski przez prezydenta. I to tyle mojego komentarza w sprawie.

SN wyraźnie podkreślił, że on nie dokonał interpretacji konstytucyjnych uprawnień przysługujących prezydentowi. Dokonał jedynie interpretacji konstytucji, do czego jest uprawniony, i ta interpretacja doprowadziła go do wniosku, że prezydent w tym przypadku, sięgając po prawo łaski, wymierzył sprawiedliwość. A ta kompetencja akurat została przyznana przez ustrojodawcę tylko i wyłącznie sądom. SN uznał więc, że musi stanąć na straży takich konstytucyjnych zasad, jak np. trójpodział władz.

Pan prezydent czuwa nad przestrzeganiem konstytucji. Co do kwestii związanych z podziałem władz to konstytucja jednak te zakresy w kontekście, który nas tu interesuje, w sposób wyraźny wskazuje. Powtórzę: prerogatywa związana ze stosowaniem prawa łaski przysługuje tylko i wyłącznie prezydentowi i nikt nie ma prawa kontrolowania tej prerogatywy. Uchwała SN spotkała się zresztą z krytyczną oceną także i prokuratora generalnego, i marszałka Sejmu. Wypowie się w tych sprawach na podstawie kierowanych do niego wniosków Trybunał Konstytucyjny.

Od tej pory skazani nieprawomocnie mogą się zwracać o ułaskawienie? Mieliśmy przykłady odpowiedzi Kancelarii Prezydenta na takie wnioski – że prawo łaski jest stosowane tylko w przypadku prawomocnych orzeczeń.

To było chyba tylko jedno pismo z 2016 r. Ułaskawianie ministra Mariusza Kamińskiego i trzech innych osób było faktycznie pierwszym przypadkiem zastosowania tego uprawnienia prezydenta na zasadzie abolicji indywidualnej. To sytuacja nietypowa, ale jeśli przejrzycie państwo literaturę przedmiotu, to tam uznawano taki zakres kompetencji prezydenta, choć nie podawano przykładu jego stosowania. Ale życie wyprzedza teorię i taka sytuacja się pojawiła. Pan prezydent wyjaśniał, czemu ułaskawił pana ministra Kamińskiego. Poza czytelnym wskazaniem podstawy prawnej swojego działania, wynikającej wprost z treści art. 139 konstytucji, odwoływał się także do kryteriów pozaprawnych. Podkreślał, że nie może się zgodzić na pociąganie do odpowiedzialności karnej tych, którzy z przestępczością walczą. Na marginesie powiem, że jeden z byłych prezydentów ułaskawił pewną osobę, nie czytając akt jej sprawy i w dość kontrowersyjnym kontekście, a stosując bezpośrednio konstytucję. Prawo łaski to prerogatywa prezydenta i prezydent decyduje, czy i w jaki sposób z niej skorzysta w danym przypadku.

Ale jak wynika z oświadczenia Sądu Okręgowego w Warszawie, w tym przypadku akta także nie trafiły do prezydenta Dudy.

Ja nie nadzorowałem wówczas biura, ale dla mnie to sprawa wtórna. Prezydent znał z pewnością sprawę. Prezydent ma tego rodzaju prerogatywę jak prawo łaski i może z niej dowolnie korzystać. Oczywiście możemy teoretycznie odebrać głowie państwa takie uprawnienie jako społeczeństwo, ale to może się odbyć tylko na drodze zmiany konstytucji.

Kiedy poznamy pytania w referendum konstytucyjnym, jak będą przygotowywane?

Chcemy prowadzić debatę na ten temat z różnymi środowiskami i w różnych miejscach, tak by te konsultacje były jak najszersze. Prezydent, ogłaszając 3 maja swoją inicjatywę, chciał, żeby konstytucja powstała na drodze dialogu prezydenta ze społeczeństwem, a nie w gabinetach polityków. Stąd pomysł na referendum konsultacyjne w trybie art. 125 konstytucji. Mam nadzieję, że ta idea poruszy większość Polaków, zachęci ich do tego, by tak ukształtować treść ustawy zasadniczej, żeby na kolejne dziesięciolecia tworzyła ramy sprawnie funkcjonującego państwa. Dniem rozstrzygnięcia tych kierunków zmian powinna być według prezydenta rocznica 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości. Ta data ma w tym kontekście wymiar symboliczny. To najbardziej godny sposób uczczenia 100-lecia.

Co ma być wynikiem tych konsultacji?

Na tej podstawie zostaną ułożone pytania referendalne. Prezydent mówi o zmianie całej konstytucji, ale oczywiście to zdeterminują odpowiedzi Polaków. Ich efektem może być zupełnie nowa konstytucja, ale także propozycje korekty poszczególnych artykułów. Naszą rolą będzie na tyle jasne sformułowanie pytań, by odpowiedzi przesądzały poszczególne kwestie. To dla prezydenta priorytet.

Padnie pytanie, czy cała władza ma być w rękach premiera czy prezydenta?

Kwestia podziału kompetencji w ramach podziału władz to jedna z kluczowych spraw. Pewną wadliwość obecnych regulacji potwierdzą z pewnością w większości ludzie aktywni w polskiej polityce. Konstytucja nie idzie jasno ani w kierunku modelu prezydenckiego, ani parlamentarno-gabinetowego. Jej kształt to wynik pewnego kompromisu politycznego, który nie zakładał funkcjonalnego i konsekwentnego modelu ustrojowego. Stąd silny mandat społeczny prezydenta pochodzący z jego wyborów w głosowaniu powszechnym nie idzie w parze z jego adekwatnymi uprawnieniami. Dość powszechne wśród Polaków przekonanie o omnipotencji prezydenta, co mogę potwierdzić z własnej praktyki, nie idzie w parze z rzeczywistością konstytucyjną. Jest takie przekonanie co najmniej części obywateli, że pan prezydent może wydawać polecenia ministrom. Obywatele traktują często prezydenta jak ostatnią instancję odwoławczą. Tymczasem, choć ma on wiele i ważnych uprawnień, takich jak inicjatywa ustawodawcza, prawo weta, kierowanie wniosków do TK czy kompetencje dotyczące polityki zagranicznej i obronności, to nie ulega wątpliwości, że nie mamy obecnie do czynienia z systemem prezydenckim w polskiej konstytucji.

Czyli jest jak statystyczna włoska drużyna piłkarska – silny w obronie i słaby w ataku?

Tu nie chodzi bynajmniej o to, by koniecznie prezydentowi dodać kompetencji. Chodzi o to, by rozstrzygnąć pewne kwestie kierunkowo. Można sobie wyobrazić utrzymanie obecnego modelu, jego zmianę w kierunku systemu prezydenckiego albo wzmocnienie władzy premiera. Dlatego zapytamy po prostu, za czym są Polacy. Może być też tak, że akurat w tym punkcie rodacy nie będą chcieli zmiany, a w innych tak. Referendum jest właśnie dlatego tak istotne. Powstaje pytanie, np. dlaczego konstytucja nie zabezpieczyła Polaków przed podwyższeniem wieku emerytalnego. Dlaczego wystarczyło, że premier Tusk ogłosił w exposé tę decyzję i szybko wprowadzono ją w życie – pomimo sprzeciwów społeczeństwa i partnerów społecznych. Następnie zgodził się na nią trybunał, choć jednak przy sporej różnicy zdań. Dzisiejsza konstytucja budzi wątpliwości interpretacyjne, które przekładają się na praktykę polityczną, wiele w niej wymaga poprawy.

Zasadą, jaka przyświecała twórcom ustawy zasadniczej, było rozproszenie władzy i odpowiedzialności między różne ośrodki na różnych poziomach w odniesieniu do różnych instytucji. To nie tylko kwestia układu premier – prezydent, ale np. zależności między Radą Polityki Pieniężnej a NBP. Taka swoista próba wymuszenia kompromisu między ośrodkami.

Ale w takim razie pojawia się pytanie o efektywność władzy. Taki kompromis się przeżył. Świadczy o tym fakt, że wszystkie rządzące partie zwracały uwagę na wady tego modelu i występowały z projektami zmiany konstytucji. Przecież to był niegdyś jeden ze sztandarowych postulatów PO przed dojściem do władzy. Jeśli prawo przestaje przystawać do rzeczywistości społecznej, to jego stabilność przestaje być zaletą, a staje się wadą i trzeba wówczas prawo zmieniać. Inaczej ustrojowo bylibyśmy cały czas na poziomie wschodnich despotii, a prawo karne byłoby na etapie kodeksu Hammurabiego. W tym kontekście nie rozumiem głosów, że konstytucja jest wartością bezwzględną i trzeba jej bronić przed jakimikolwiek zmianami. To absurdalne. Jeśli taka będzie wola narodu, to należy ją zmienić. Dziś nie przystaje do rzeczywistości i w dużym stopniu się zdezaktualizowała. Przykładem jest rozdział trzeci o źródłach prawa. Po jego lekturze obywatel nie zorientuje się, że Polska jest w Unii Europejskiej, nie będzie w stanie określić, jakie są źródła prawa unijnego i jaka jest jego relacja do prawa krajowego. Jest zdanie o społecznej gospodarce rynkowej, ale co to znaczy? Jaki to oznacza model kapitalizmu?

Z pana wypowiedzi widać, że takich kwestii będzie kilkanaście. Jak je przełożyć na język zrozumiały dla każdego?

Wśród elit jest takie przekonanie, że one są mądrzejsze i wiedzą lepiej. My wierzymy w mądrość Polaków. Społeczeństwo jest na tyle świadome, że przy założeniu rocznej debaty i kampanii informacyjnej będziemy w stanie wytłumaczyć, w jaki sposób odpowiedzi na pytania referendalne wpłyną na zmiany ustroju. Polacy mają wskazać, które kwestie są dla nich ważne. Jeśli nie będzie żadnego zainteresowania daną sferą, to nie będzie danego pytania w referendum. Zdecydują Polacy.

Na jakim etapie są obecnie prace?

Miały już miejsce pierwsze spotkania z organizacjami społecznymi i politycznymi, a jeszcze w tym miesiącu pan prezydent zapowie pierwszy etap publicznej debaty na temat konstytucji. Ale opinie zaczynamy zbierać już dziś. Po deklaracji prezydenta zaczęła do nas napływać korespondencja od obywateli, różnych stowarzyszeń, z postulatami zmian w ustawie zasadniczej. Analizujemy już, jakie postulaty powtarzają się w tych wnioskach.

A na co kładzie akcent pan prezydent?

Na podział władz, kwestie ustrojowe i kompetencyjne w tym zakresie. Także na sprawy gwarancji praw społecznych, wspomniane kwestie gospodarcze, dialogu czy sprawy samorządu terytorialnego. Pan prezydent chciałby usunąć niedostatki obecnej konstytucji. Mówił też o podnoszonej w naszej rozmowie sprawie źródeł prawa. To istotne problemy.

Jakie główne wady widzi prezydent w ustawie zasadniczej?

Wady te wynikają i z doświadczenia, i z praktyki politycznej, jak brak czytelnego podziału pewnych kompetencji, chociażby w sferze władzy wykonawczej, gdzie pamiętamy z przeszłości spory kompetencyjne dotyczące spraw zagranicznych. Wątpliwości w praktyce może budzić np. kwestia wykonywania zwierzchnictwa nad siłami zbrojnymi za pośrednictwem ministra obrony narodowej. Z perspektywy praw obywatelskich zwraca uwagę blankietowość niektórych przepisów, wszyscy pamiętamy też, że obecna regulacja konstytucyjna nie zagwarantowała nam ochrony przed podwyższeniem wieku emerytalnego bez konsultacji społecznych i wbrew opinii publicznej przez rząd Donalda Tuska. Ustawa zasadnicza wymaga zmiany.

Jak będzie rozwiązana kwestia władzy sądowniczej w propozycji konstytucji? W projekcie PiS sprzed kilku lat nie było słowa o odrębności tej władzy.

Kwestia podziału władz i zagwarantowania samodzielności i odrębności władzy sądowniczej nie budzi wątpliwości. Ale może trzeba także wyraźniejszego przepisu, który podkreśli apolityczność sędziów i rozwieje państwa obawy w obu wymiarach: zarówno gwarancji dla sędziów, że bez względu na poglądy polityczne ministra nikt nie będzie wpływał na ich sposób orzekania, jak i apolityczności samych sędziów. To jest oczywiste, ale może da się to jednoznacznie wyrazić w przepisie konstytucyjnym.

Jest pan na 100 proc. przekonany, że referendum się odbędzie?

Tak, do referendum na pewno dojdzie.

A jeśli będzie niewielkie zainteresowanie, to co? Do tej pory tylko w referendum unijnym udało się przekroczyć próg 50 proc. frekwencji.

Uważam, że do urn referendalnych może pójść ponad połowa wyborców, ale nawet gdyby było nieco mniej, to wynik głosowania także będzie ważną wskazówką. Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, że jeśli padną konkretne odpowiedzi na konkretne pytania, to politycy to zignorują w dalszej debacie. Jestem przekonany, że jeśli Polacy udzielą określonych odpowiedzi w referendum, wcześniej czy później postulowane przez nich zmiany wejdą w życie. Dlaczego nasze pokolenie nie miałoby przygotować aktu, który określi zasady, na jakich opierać się będzie sprawne funkcjonowanie Rzeczypospolitej w XXI wieku?

Konstytucja Solidarności

Własny projekt konstytucji przedstawi Solidarność – 25 sierpnia w trakcie konferencji w historycznej Sali BHP Stoczni Gdańskiej. Zapowiedział to w TVP Info przewodniczący związku Piotr Duda. Projekt przygotowała w 1994 r. Społeczna Komisja Konstytucyjna na zlecenie Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”. Był konkurencyjny wobec projektu, który ostatecznie stał się podstawą obowiązującej konstytucji. Znalazły się w nim zapisy m.in. o:

ochronie życia,

wyborze dwóch trzecich posłów w okręgach jednomandatowych,

powoływaniu połowy składu Trybunału Konstytucyjnego przez prezesa Sądu Najwyższego,

weryfikacji sędziów,

powołaniu Prokuratorii Generalnej,

rozwiązaniu problemu reprywatyzacji,

przeprowadzeniu powszechnego uwłaszczenia obywateli.

Jeśli prawo przestaje przystawać do rzeczywistości społecznej, to jego stabilność przestaje być zaletą, a staje się wadą i trzeba wówczas je zmieniać