Niestety, w tym przypadku śmierć z naszych rąk czeka również ciebie (nikogo, kto zna tajemnicę, nie można puścić wolno), dlatego użyj tej strategii tylko wtedy, gdy dla zemsty naprawdę jesteś gotów ponieść znaczące koszty osobiste.

Wstyd mój i syna, wstyd tak mocny, że prędzej popełnimy zbrodnię, niż pozwolimy rozejść się wieściom o naszych telewizyjnych upodobaniach, bierze się z tego, że nasz serial wygląda jak landrynka z lukrem na szczycie ozdobionego kremowymi różami tortu trzymanego przez wczesną Kasię Cichopek ubraną w baletowe tutu. Człowiek poważny, taki jak ja, nie może dać się złapać w pobliżu takiej estetyki; młody mężczyzna zaś w porządnym katolickim społeczeństwie, jeśli nie chce się narazić na rówieśniczy ostracyzm, nie może zdradzać lekceważenia dla norm, które jednoznacznie przyporządkowują kolory i zainteresowania do rodzaju gonad, nawet jeśli te normy są idiotycznie arbitralne. Ale mimo groźby demaskacji nie możemy się od owego serialu oderwać, jest on bowiem niezwykle wciągający. Rzecz jest, drodzy państwo, naprawdę niezła.

Bohaterami tego serialu są zwierzęta. Nie mogę wprost powiedzieć jakie, bo się zdradzę, ale nie są to płazy ani gady, a już na pewno nie insekty (bo kto normalny chciałby się wzdragać, oglądając ich pełzająco-bzykliwe przygody; ja na przykład do dziś mam koszmary, w których goni mnie pajęczakowata Tekla z „Pszczółki Mai” zachęcana do mordu gardłowym zawodzeniem tej ofermy z miękkim żądłem, Gucia). Zwierzęta w naszym serialu są porządnymi czteronożnymi ssakami, występującymi w trzech solidnych wersjach: zwykłej, magicznej i skrzydlatej – i wszystkie trzy wersje żyją ze sobą w harmonii w idyllicznej krainie, zwanej Equestrią.