Magdalena Rigamonti: Dorastająca panienka bez nogi...

Anna Szałaśna*: To nic złego. Żyłam przynajmniej.

Pretensje pani miała do losu, do ludzi, którzy wojnę rozpętali?

Nie, nie, nie. Co by mi dały pretensje? Nic przecież.

Auschwitz, obóz śmierci, komory gazowe pani przebaczyła?

Przebaczyłam. Co to znaczy nie przebaczyć? Trzymać wszystko w sobie, żeby mnie męczyło i dręczyło? Co mi to da? Jeślibym nie przebaczyła, to, czy by mi się lepiej żyło. Czy gdybym chowała w sobie nienawiść, przekleństwa, to jaka by była z tego korzyść, jaki zysk? Jak się przebaczy to jest lżej, nie ma się tego ciężaru. Jednak przebaczyć to nie znaczy zapomnieć, to nie znaczy, że nie można oceniać tego, co się przeżyło.

W tym, co pani dotąd powiedziała, oceniła pani kampanię wrześniową.

Tylko przez to, czego sama doświadczyłam. Nie jestem jednak ani historykiem, ani wojskowym... No, ale dobrze, nie będziemy rozmawiać o polityce. Każdy dzień można by opowiadać. Proteza była zrobiona w Krakowie. Młodzieżowa, taka że gdybym w razie czego jeszcze urosła, można było ją podwyższać, a nie robić nową. Jednak z tą pierwszą młodzieżową protezą przeżyłam Oświęcim.

Wywieziono panią do obozu w 1943 r.

Ale nie z łapanki. Mieszkaliśmy już w Radgoszczy. U księdza była jego siostrzenica z Krakowa, Zosia Dereń, której mama i siostra były zaangażowane w podziemną robotę, i które aresztowano. Mamę wywieziono do Ravensbrück, siostrę do Oświęcimia. Zosia się uratowała, bo jej nie było w domu podczas aresztowań. Przyjaźniłyśmy się. Którego dnia na plebanię przyszedł facet w czarnej koszuli, brązowym garniturze, Ukrainiec, nacjonalista i powiedział, że ma pismo, że ma tu otrzymać pokój. Oczywiście, wiedzieliśmy, że przyszedł po to, żeby szpiegować. W tym czasie brat mój był już wywieziony na roboty do Niemiec. Od czasu do czasu przychodziły od niego listy, zwykle odpisywaliśmy całą rodziną. Jednak któregoś dnia ojca zabrali do aresztu w Dąbrowie Tarnowskiej, więc postanowiłam, że sama napiszę. Chciałam go pocieszyć. Pisałam wiadomości z gazety, gdzie front niemiecki, co się dzieje, no i że jesteśmy z nim. Nie pisałam żadnych patriotycznych słów, nic o tym, co robię w podziemiu.

*Anna Szałaśna, więźniarka obozów Auschwitz i Ravensbrück, po wojnie pracowała w Instytucie Sztuki PAN.

Cały wywiad w piątkowym Magazynie "Dziennika Gazety Prawnej"