Cystersi poradzili sobie z problemem, wydawałoby się nierozwiązywalnym – mnisi mieli przecież żyć w oddaleniu od ludzi, kontemplując Boga, a nie produkując dobra materialne.

Aby utrzymać się przy życiu, zakonnicy potrzebowali murów, sług, pomocników, murarzy, rolników, administratorów i księgowych. Ten mikrokosmos wymagał jedzenia, pieniędzy i organizacji. Co oczywiste, królowie, książęta i hrabiowie zabiegali o przybycie cystersów. Na samym tylko terenie średniowiecznej Polski pracusie zakonnicy założyli 30 hut żelaza (większość). Zawzięli się i dali nam też różne gatunki wina i piwa.

Przykro pomyśleć, że ta recepta na szczęście, powtórzona przez kościołożercę Woltera w zakończeniu „Kandyda”, stała się tak przestarzała. Skuteczność w biznesie to dziś obrót papierami dłużnymi, żonglerka derywatami, spłacanie pożyczek krótkoterminowych średniookresowymi strategiami. Bogatsi niż kiedykolwiek jesteśmy na pewno, ale zrównoważonego rozwoju jak szukaliśmy, tak szukamy.