Jean-Claude Juncker znaczną część swojego przemówienia poświęcił czemuś, co określił mianem „Unii wartości”. Portal Politico zdanie: Dla mnie Europa jest czymś więcej niż tylko jednolitym rynkiem. Znaczy więcej niż pieniądze, więcej niż euro. Zawsze chodziło w niej o wartości, przełożył na: Europo Środkowa, chcesz pieniędzy? To skumaj aluzję.

Jeśli ktoś w rządzie jeszcze słucha tego, co ma do powiedzenia Bruksela, powinien uważnie przeanalizować fragmenty dotyczące "Unii wartości" i - jak pisze Politico - skumać aluzję. Juncker wcale nie eksponował procedury ochrony państwa prawa, którą wobec Polski otworzyła Komisja. W obliczu kwestionowania postanowienia TSUE ona schodzi na drugi plan. Akceptowanie i respektowanie ostatecznych wyroków jest nieodłącznym elementem Unii opartej na zasadzie praworządności. Państwa członkowskie uznały ostateczną właściwość Trybunału Sprawiedliwości. Postanowienia trybunału muszą być respektowane przez wszystkich - mówił szef KE.

Rozmówcy DGP z Komisji przekonują, że nieakceptowanie orzeczenia TSUE dotyczącego Białowieży ma dla Brukseli wymiar strategiczny. Polska, nie stosując się do niego, arbitralnie wygasza trybunał. Nikt do tej pory nie zdecydował się pójść tak daleko. Poszczególne państwa Wspólnoty mają swój wkład w łamanie prawa unijnego. Niemcy i Francja na zasadzie recydywy łamały pakt stabilności i wzrostu, dając południu UE uzasadnienie do nadmiernego zadłużania się. Berlin zakwestionował traktat dubliński. Dziś nagina przepisy dotyczące układu z Schengen. Nie okłamujmy się: zasada dotrzymywania umów była traktowana wybiórczo. Prawo europejskie kształtowała polityka i siła. Mimo to nikt poza Polską nie zdecydował się kwestionować rozstrzygnięć TSUE.

Można założyć, że Komisja ostatecznie odpuści Polsce procedurę ochrony państwa prawa, ubierając ją w jakiś wygodny, zgniły kompromis. Nie odpuści jednak delegitymizacji fundamentalnej dla UE instytucji.

Jak przekonywał rozmówca z KE, polskie władze nie zdają sobie sprawy z tego, jak niebezpieczną grę podjęły. Unia - jak mówił Juncker - łapie wiatr w żagle. Ma wzrost gospodarczy. Zadłużenie jej członków spada. Jest chęć przełamania impasu. Po brexicie 85 proc. PKB UE jest wytwarzane w strefie euro i to ona - niezależnie od retoryki Junckera o dwóch płucach Europy: Wschodzie i Zachodzie - będzie inicjowała zmiany. Stąd deklaracje Rumunii o chęci przyjęcia wspólnej waluty po 2020 r. Stąd dystansowanie się Czech i Słowacji od Wyszehradu. I mainstreamowe deklaracje Słowenii w kwestii praworządności w Polsce.

Europa Środkowa doskonale antycypuje zmianę. Rozumie, że nastąpi ona najpewniej bez konieczności otwierania traktatów. Czytaj: bez poszukiwania jednomyślności. Tak jak w przypadku układu z Schengen będzie Unią chętnych. W ten nowy pakt założycielski będzie można wpisać zaporowe kryteria dla tych, którzy zechcą się do niego przyłączyć w przyszłości nie jako ojcowie założyciele. Tak, by nie było powrotu do sytuacji, w której w klubie pojawia się gracz nierespektujący postanowień trybunału rozstrzygającego spory.

Jeśli do tego dojdzie, specyficznie pojmowana przez rząd Beaty Szydło asertywność wobec Brukseli stanie się bezużyteczna. Polska zaś znajdzie się w szarej strefie między Rosją a nową Unią. To scenariusz, który zaczyna realnie funkcjonować w Komisji Europejskiej.

Brytyjczycy doprecyzowali i przetestowali z sukcesem procedurę opuszczenia UE w drodze referendum. Polska ma szansę stworzyć drugi typ wyjścia z Unii: poprzez obstrukcję, wypchnięcie i wygaszenie. ⒸⓅ