Jeszcze nie tak dawno żyliśmy w czasach, w których mężczyzna potrafił rozebrać kran w kuchni, wymienić uszczelkę (w razie niedoboru uszczelek wykonać ją z gumki do weków) i kran z powrotem skręcić. Dzisiaj jest inaczej, fachowiec wymienia uszczelki, serwis wymienia świece w aucie, w szkole jest pedagog etc. etc. Kultura współczesnego Zachodu (modnie jest na nią narzekać) nauczyła nas kierować trudne sprawy w ręce specjalistów. Nawet się nie spostrzegliśmy, jak niemal wszystkie okazały się trudne. Zachód postawił na wygodę i bezpieczeństwo, nie brzmi to wcale źle.

Urodzenie dziecka z poważnymi wadami wrodzonymi stanowi decyzję niewątpliwie pod prąd dominującego przekazu kulturowego. Życie z dzieckiem w ogóle nie jest wygodne i łatwe, jednak w przypadku dziecka poważnie niezdrowego, bez perspektywy wyleczenia, stajemy wobec sytuacji dramatycznej – a żyjemy w świecie, który programowo stara się rozmiar i liczbę dramatów zmniejszać.

Dzisiejszy polski spór o możliwe zablokowanie aborcji ze względu na stwierdzone poważne wady rozwojowe ma dwa wymiary: fanatyczny, którym nie chcę się teraz zajmować, i humanistyczny. Tak, mamy dzisiaj możliwość zapewnienia życia osobom, które jeszcze kilka pokoleń temu nie miałyby na nie szans (np. dzieci z astmą czy niektórymi alergiami). Zarazem daliśmy wszystkim, także rodzicom, obietnicę życia mniej uciążliwego niż kilka pokoleń temu.

Łatwo o wniosek: dzisiaj Polka, w której życiu pojawia się dziecko o specjalnych potrzebach, powinna otrzymywać nieodpłatną, stałą specjalistyczną pomoc i to nie w przychodni, ale w domu. Również myślę tu o wspieraniu psychologicznym rodziców. Inaczej projekt pro-life jest niepełny.

Dzieci z zasady są bardzo ważne, ale problemy ich rodziców, rodzeństwa, dziadków nie mogą być spychane na margines.