Albo raczej góry antracytowej. Antracyt, czyli najbardziej energetyczny węgiel kamienny, stał się słowem kluczem naszej pracy. W ostatnich dniach pokazaliśmy, jak do Polski trafia ten cenny surowiec z separatystycznych republik Donbasu. Przyjeżdża do nas bowiem i z samozwańczej Ługańskiej Republiki Ludowej (ŁRL), i z Donieckiej Republiki Ludowej (DRL).

Problem z antracytem nie polega na tym, by ktokolwiek po polskiej stronie miał łamać prawo samym jego sprowadzaniem. Jeszcze rok temu nie miała z tym problemu nawet Ukraina. Jednak ostatecznie wprowadziła blokadę handlu z separatystami w marcu 2017 r.

Zresztą naszym zdaniem finalni odbiorcy produktów wykonanych z donbaskiego antracytu zapewne nie mają pojęcia, że pośrednio mogą wspierać separatystów z Ługańska i Doniecka. Tyle że pieniądze z handlu nielegalnym węglem ostatecznie trafiają do kieszeni miejscowych watażków, którzy są objęci na Zachodzie wszelkimi możliwymi sankcjami.

Opisany przez nas Ołeksandr Melnyczuk, szef Doncoaltrade, jest związany z Ihorem Płotnyckim, przywódcą ŁRL, który według ukraińskich mediów na każdej tonie zarabia równowartość 70 zł. Z kolei Andrij Bohdanow, którego niedziałający już najpewniej Uglesort opisywaliśmy wczoraj, ma na głowie śledztwo ukraińskiej policji za wspieranie terroryzmu, ponieważ zyski z handlu opodatkował w DRL.

Cały tekst tutaj>>>