Bo strajk to sprawdzian dla tego rządu – jakie ma naprawdę podejście do zdrowia. Nie chodzi o wynagrodzenia. Pensje to tylko pochodna tego, ile będzie w systemie na ogólnie pojęte leczenie.

– Na zdrowie jest za mało pieniędzy. Wydatki muszą sięgnąć minimalnie 6 proc. PKB – jak mantrę powtarzał Konstanty Radziwiłł, od kiedy objął stanowisko. Robił to tak konsekwentnie, że uwierzyłam (i chyba nie tylko ja), że to misja, z którą obejmował tekę ministra zdrowia.

Kiedy zaczynał pełen energii i optymizmu, wyglądało, że szczerze wierzy, że mu się uda. Jednak szybko zrozumiał, że dobre chęci nie wystarczą. Okazało się, że przeciąganie liny – co jest ważniejsze: obronność, edukacja czy może jednak zdrowie – znajdowanie poparcia dla swoich idei u prezesa partii, premier i ministra finansów nie jest takie proste. Miesiąc po miesiącu okazywało się, że dla rządu plany podniesienia nakładów na zdrowie, delikatnie mówiąc, są drugoplanowe. Jedynym priorytetem było wprowadzenie bezpłatnych leków dla seniorów. Na tym się skończyło.

Zwiększenie nakładów miało być powiązane z likwidacją Narodowego Funduszu Zdrowia i przejściem na budżetowe finansowanie zakładające to magiczne 6 proc. Tuż przed ogłoszeniem projektu odbyło się kilka rozmów z prezesem Jarosławem Kaczyńskim, który powiedział, że na razie NFZ nie będzie likwidowany, więc w ciągu kilku dni zmieniono zdanie. Co prawda w niedawnym wywiadzie dla "DGP" minister zdrowia przekonywał, że plan podniesienia wydatków jest nadal realny. Ale nieoficjalnie wiadomo, że projekt zwiększenia nakładów nie zyskał poparcia w rządzie.

A teraz strajk młodych lekarzy niczym w soczewce pokazał, jak bardzo obecny rząd jest obłudny w kwestii zdrowia. Politycy nie chcą się zgodzić na postulaty, które sami głosili. Wychodzi na to, że można wprowadzać zmiany organizacyjne w systemie, ale od pieniędzy wara. Politycy PiS cały czas powtarzają, że nigdy nie było tak dużego jak obecnie wzrostu nakładów w tym obszarze. Faktycznie: w różnych specustawach pieniądze zostały przydzielone w trybie ekstra – rok temu na szczepienie przeciw pneumokokom, w tym roku na sprzęt, a może będzie i więcej dla szpitali. Ale główny wzrost idzie z naszych składek. 4,9 proc. PKB (którym tak chwali się PiS), czyli historyczny wzrost nakładów na zdrowie, weźmie się z tego, że to my – pacjenci tyle do tej skarbonki wrzucimy!

Ktoś powie, że przecież Radziwiłł nie zrezygnował i nadal mówi o 6 proc. – tyle że do 202 5 r . A młodzi lekarze żądają 6,8 proc. do 201 9 r . Wyjaśniam: po pierwsze, lekarze zgodzili się (we wstępnych negocjacjach) na 6 proc. do roku 2021–2022. Po drugie, Konstanty Radziwiłł w 201 5 r . mówił... to samo albo wręcz chciał taką zmianę wprowadzić jeszcze szybciej. "Porównanie z krajami o podobnej historii zamożności pokazuje, że brakuje nam na służbę zdrowia ok. 3 0 m ld zł rocznie. Tych środków nie przybędzie od razu, ale w czasie 2– 3 l at powinniśmy osiągnąć ten poziom, inaczej jakość opieki nie polepszy się" – to cytat z wywiadu dla „Gościa Niedzielnego” z 2 0  listopada 201 5 r . Dokładnie to samo (czyli o 2– 3 l atach) mówił tuż przed objęciem stanowiska jako przedstawiciel Naczelnej Izby Lekarskiej podczas obrad XI Forum Rynku Zdrowia.

Efekt jest taki, że na proteście rezydentów kapitał polityczny zaczął zbijać jeden z liderów opozycji, były minister zdrowia Bartosz Arłukowicz. Dziś występuje jako obrońca biednych lekarzy. To czysta hipokryzja. To minister, który miał strajki pielęgniarek, to minister, który miał protesty lekarzy pierwszego kontaktu i na pewno nie został zapamiętany ze zrozumienia cierpień pacjentów i pracowników służby zdrowia. Poparcie strajkującym powinien dać nie kto inny jak obecny minister – Konstanty Radziwiłł. Ceną tego posunięcia byłaby pewnie utrata stanowiska, ale być może cel zostałby osiągnięty. Ministrem się bywa, a lekarzem się jest. I chyba realizacja celu – więcej pieniędzy na zdrowie – wynagrodziłaby utratę funkcji w rządzie.

A oto słowa pani premier w pierwszym przemówieniu skierowanym do Polaków: "Nie ma innego sposobu niż powrót do finansowania budżetowego wraz z właściwymi dla niego rygorami". Ta sama Beata Szydło, która nie jest w stanie osiągnąć porozumienia z lekarzami, dodawała: 'W pełni doceniam rolę lekarzy i jestem przekonana, że powinni być oni wysoko i bardzo wysoko nagradzani. Doceniam też w pełni ogromne znaczenie pracy pielęgniarek, ratowników medycznych i innych pracowników służby zdrowia, których dochody są dzisiaj zbyt niskie". I kończyła: "Każdy polski obywatel ma czuć się bezpiecznie wtedy, kiedy potrzebuje pomocy medycznej. Ma wiedzieć, że ta pomoc zostanie mu udzielona szybko, że będzie bezpieczny i że będzie to pomoc bezpłatna".

Pani premier, panie ministrze – czas spełnić obietnice.

PS. Młodzi lekarze prowadzą strajk głodowy od 2 października. Do niedzieli wszystkie negocjacje skończyły się fiaskiem. W sobotę odbył się wiec poparcia przed Kancelarią Premiera. A liczba głodujących zwiększyła się z 20 do 40.