Muszę przyznać, że nie byłem wielkim fanem poprzednich książek profesora Kołodki. Zwłaszcza tych z serii "Dokąd zmierza świat". Drażniła w nich pompatyczność i zdecydowanie zbyt szeroko zarysowany temat. Książki Kołodki były klasycznym łapaniem za ogon wszystkich srok naraz. Autor próbował w nich zmieścić odpowiedź na tak wiele pytań i wątpliwości, że czytelnik zostawał po nich z dziwnym poczuciem pustki. No dobrze, wszystko pięknie. Ale co właściwie ma z tego wynikać?!

"Nowy pragmatyzm kontra nowy nacjonalizm" jest jednak inny. Kołodce, który jak wiadomo do najskromniejszych osób świata nie należy, dobrze zrobiło, że musiał tu podzielić się sceną z kimś innym. W roli stawiającego ramy spienionym potokom myśli byłego wicepremiera wystąpił profesor Andrzej K. Koźmiński. Który akurat gawędzić o sprawach poważnych potrafi jak mało kto. A na dodatek osiągnął już tyle, że nic nikomu udowadniać nie musi. Duet GWK–AKK sprawdza się więc tutaj bardzo dobrze. A cichą bohaterką tej książki jest Ewa Barlik z Akademii Leona Koźmińskiego (kiedyś dziennikarka ekonomiczna), która tę rozmowę zredagowała tak, że czyta się ją bardzo dobrze.

Dzięki tym wszystkim zabiegom trzymany w ryzach Kołodko bardzo zyskuje. Udaje mu się tutaj wyłożyć własną autorską koncepcję tzw. nowego pragmatyzmu. Nie powiem, żeby mnie ta propozycja rzuciła na kolana, ale przynajmniej da się zrozumieć, o co jej autorowi chodzi. Co daje szansę na podjęcie z profesorem rozmowy, a przecież w takich sprawach o rozmowę właśnie trzeba się starać.

Zrekonstruujmy. Kołodko wychodzi od krytyki neoliberalizmu. Jak na Polskę i pokolenie, do którego przynależy były polityk, jest to krytyka dość szeroka. Dalece wychodząca poza hejt na zły, bo zblatowany ze światem polityki system finansowy, na którym poprzestaje choćby Leszek Balcerowicz. Jako jego przeciwieństwo Kołodko stawia właśnie swój nowy pragmatyzm. A więc dobieranie ideowo eklektycznych rozwiązań ekonomicznych, które będą zarówno efektywne, jak i sprawiedliwe społecznie oraz uczciwe. W przeciwieństwie do neoliberalizmu, który był (zdaniem Kołodki) efektywny, ale nie kłopotał się sprawiedliwością i uczciwością. Oraz inny niż socjalizm, który z kolei nie potrafił być efektywny. A uczciwości też nie zawsze stawało.

Z punktu widzenia czytelnika, który przerobił całą krytykę kapitalizmu i neoliberalizmu po roku 2008 z Thomasem Pikettym, Ha-Joon Changiem, Justinem Linem, Marianą Mazzucato, postkeynesistami i neomarksistami, ten kołodkowski "nowy pragmatyzm" to trochę "ciepła woda w kranie". Obietnica, że da się robić to samo co dotąd, tylko nieco lepiej. Ich pewnie ta melodia nie porwie. Jako zbyt mało wyrazista i trącąca zapowiedzią neoliberalizmu z ludzką twarzą.

Ale przecież świat nie składa się tylko z takich czytelników. Wielu wszak na serio boi się zarysowanego przez prof. Koźmińskiego "nowego nacjonalizmu". I uważa, że to on stanie się alternatywą wobec neoliberalizmu. Ich nowy pragmatyzm może pociągnąć. Nawet jeśli nie "porywem serca", to właśnie "pragmatycznie". Może (ale to spontaniczna, luźna myśl) pomysł Kołodki powinien się stać refrenem ekonomicznym polskiej opozycji parlamentarnej? Pewnie nie byłoby to nawet takie złe. A na pewno lepsze niż zionąca dziś z tych rejonów polskiej polityki koncepcyjna pustka.