Trwają wielkie łowy. Jak kraj długi i szeroki opozycyjni myśliwi tropią zwierzynę. Węszą u socjologów, politologów, co bardziej zawzięci zaglądają do gabinetów psychiatrów w nadziei, że to w narodowej podświadomości kryje się odpowiedź na pytanie: "Dlaczego temu pisu nie spada"? Bo przecież jakieś racjonalne wyjaśnienie musi być. Nie może być tak, że naród uległ zbiorowej hipnozie, że nie widzi, jak wiele złego ci niecni PiS-owcy robią. Co się z nami stało?

Naród przygląda się tym zmaganiom jednym okiem, bo swoje już przeżył i nie takich łowczych widział. Opozycja deliberuje, rwie włosy z głowy, zamiast pomaszerować do biblioteki, zamówić "Uległość Michela Houellebecqa, potem wyłączyć smartfona, wylogować się z fejsa i przeczytać od deski do deski.

Bo tam jest odpowiedź. W wartko opowiedzianej, prostej historii o tym jak Francja dostała się w objęcia charyzmatycznego, muzułmańskiego prezydenta, który powoli wprowadził tam miękką republikę islamską. Jak mu się udało? Po prostu: Francuzi byli zbyt zblazowani, by zareagować.

Skądś to znamy, prawda?