Gdzie jest „Smoleńsk”?
Zbigniew M. Dowgiałło*: O mój obraz pani pyta? Jest tu, w mojej pracowni.

Był w kościele na Bielanach.
Ale już nie jest.

Myślałam, że jeździ po Polsce.
Niestety, nie jeździ. Był wystawiany tylko w tym kościele oraz w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie w 2012 r. Pamiętam jak przyjechał autobus z Radia Maryja, do kościoła na Bielanach, ludzie zaczęli podchodzić i klękać przed obrazem.

I co pan czuł?
Wzruszenie. Przecież ci ludzie są niekoniecznie zainteresowani sztuką współczesną.

W ogóle nie są.
Tym razem się zainteresowali.

Nie sztuką, tylko tematem.
Myślę, że sztuka miała duży wpływ. Gdyby to było inaczej namalowane, nie miałoby takiego oddziaływania. A przecież namalowałem to w bardzo nowoczesnej konwencji. Jednak nie dostałem propozycji z żadnego poważnego muzeum. Żadne poważne muzeum nie zareagowało też na propozycję pokazania tego obrazu i jeszcze kilku innych, oprócz MSN w Warszawie.

Dlaczego?
W poważnych muzeach i galeriach rządzą lewacy.

I to jest powód?
Tak. I to są ci sami lewacy, którzy byli wcześniej. Rządzą od lat. Zostali wybrani w układach, które panowały przez lata i się zasiedzieli na tych stanowiskach.

Nie chcieli Dowgiałły czy „Smoleńska”?
I Dowgiałły, i „Smoleńska”. Chociaż w latach 2005–2007 zgłaszałem się do różnych muzeów i nikt nie chciał zrobić mi żadnej wystawy. Ten trend trwa od lat 90. Oni mają swoje podłoże ideologiczne i nie wystawiają innych, tylko swoich. I to trwa. Dwa lata nowych rządów i nic się nie zmieniło w państwowych galeriach sztuki nowoczesnej.

Wyrzuciłby ich pan i przyjął nowych?
Zwolniłbym ich. Na miejscu ministra kultury tak bym zrobił.

I będzie kolejny układ.
Może dyrektorami powinni zostać twórcy.

Pan?
Niekoniecznie ja. Twórcy, którzy wiedzą, co to jest sztuka. Urzędnik może być zastępcą dyrektora i zajmować się np. finansami. Wizję, w jakim kierunku ma iść dane muzeum, mogą mieć twórcy.

Anda Rottenberg kierowała Zachętą, była i jest kuratorką, rozsławiła polską sztukę. Trudno o niej powiedzieć, że była urzędniczką bez wizji, że nie była kreatorem.
Kreowała lewacki obraz świata i wszyscy artyści, których promowała, byli z tego samego klucza. Najpierw była dyrektorem w Ministerstwie Kultury i Sztuki i decydowała o stanowiskach we wszystkich państwowych instytucjach związanych ze sztuką. I mamy tego efekt. Wszędzie są ludzie o podobnych poglądach.

Wszędzie lewacy?
W muzeach narodowych są wyjątki.

To w którymś z nich powinni chcieć wystawiać pana obrazy.
Może jeszcze raz próbować pisać listy do dyrektorów tych muzeów, ale nie wiem, czy to przyniesie jakiś rezultat.

A ile pan tych listów już napisał?
W sprawie obrazu „Smoleńsk” – kilkanaście. Później chciałem wystawić obraz „Ukrzyżowanie”, który moim zdaniem jest lepszy formalnie i głębszy od „Smoleńska”.

To jest ten obraz z krzyżem z Krakowskiego Przedmieścia.
Tak. Był wystawiany tylko w Wałbrzychu, w świetnej galerii BWA na zamku Książ. Nigdzie indziej nie chciano go wystawić.

Z powodów politycznych?
Hm, tak.

A może dlatego, że ci decydenci uważają, że pan jest kiepskim artystą.
Nie mogą tak uważać. No bo jak? Wcześniej byłem dla nich bardzo dobry, a teraz nagle stałem się złym, kiepskim artystą. Co to, jakieś cuda. Przecież ja wcześniej wystawiałem w Zachęcie i w Muzeum Narodowym w Warszawie i wielu innych miejscach. W MN, w 1987 r., na głównej ścianie był wystawiony mój obraz „Zatopienie tratwy pełnej komunistów”.

Dlaczego pan tak na mnie spode łba patrzy?
Bo pani mnie ciągle o politykę pyta. Ich niech pani zapyta.

*Zbigniew M. Dowgiałło – malarz, reżyser, scenarzysta, były ekspert Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego ds. zakupów kolekcji sztuki nowoczesnej. Kandydował na dyrektora Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej