Generał Pytel miał wczoraj usłyszeć zmieniony zarzut. Wcześniej chodziło o przekroczenie uprawnień w kontaktach z rosyjską Federalną Służbą Bezpieczeństwa. Dotyczyły one zabezpieczania transportu sprzętu polskich żołnierzy, którzy wracali z misji w Afganistanie. W tej sprawie w poniedziałek - zdecydowanie mniej spektakularnie - przesłuchiwany był były szef Centrum Kontrwywiadu NATO płk Krzysztof Dusza, a wczoraj generał Janusz Nosek, który był szefem SKW przed Piotrem Pytlem. Sam Pytel miał być przesłuchiwany we wtorek, ale akurat tego dnia musiał być u lekarza. W związku z tym prokurator – uznając wytłumaczenie za finezyjny zabieg rodem z liceum – postanowił pomóc mu w dotarciu na przesłuchanie. Z kolei prokuratorowi pomogła Żandarmeria Wojskowa, która zapukała do drzwi generała. Po południu było już po przedstawieniu. Oficer został zwolniony.

Zastanawia czas, w którym wszystko się odbywa. Na początku tygodnia Służba Kontrwywiadu niejako przypomniała sobie, że warto porozmawiać z generałem Jarosławem Kraszewskim, współpracownikiem prezydenta, z którym przez pięć miesięcy postępowania wyjaśniającego rozmawiać chciała tylko raz. Teraz mamy telewizyjny show z generałem Pytlem w roli głównej, którą zarządza prokurator wojskowy, a więc podwładny ministra obrony Antoniego Macierewicza. Choć oczywiście sprawa zapewne skończy się w sądzie, zarzuty wydają się dęte.

Po co więc całe to zamieszanie? Generał Piotr Pytel najwyraźniej dobrze się czuje w blasku reflektorów i oprócz tego, że chodzi na manifestacje przeciwko reformie sądów, postanowił zostać gwiazdą. Swoistym anty-Macierewiczem. Kontrowersyjny minister obrony stał się swego rodzaju punktem odniesienia, który pozwala zbijać popularność. Przecież nie będzie trwał wiecznie. Sława po wojnie z nim jednak pozostanie.

Z kolei Antoniemu Macierewiczowi, któremu grunt pali się pod nogami, ministerialne ADHD również jest potrzebne. Trudno uzasadnić przed suwerenem, dlaczego z rządu odchodzi ktoś, kto ma spektakularne "sukcesy" w walce z mitycznym układem. Jeśli dodamy do tego, że w wojsku na inne, spokojniejsze, stanowiska przenoszeni są najbliżsi współpracownicy ministra, trudno nie patrzeć na to, jak na obronę ministerialnego stołka za wszelką cenę. To, że jest nerwowo, przyznają nawet cywilni współpracownicy ministra. Choć akurat rozmówca DGP, jeden z wiceministrów, twierdzi, że minister Macierewicz ze stanowiskiem się teraz nie pożegna .

Spektakl "Przesłuchania generałów" w reżyserii Antoniego Macierewicza, z udziałem gwiazdy lubiącej błysk fleszy, postanowił nieco pokrzyżować... Mariusz Kamiński. Choć na przedwczorajszym orędziu prezydenta obaj panowie przemiło dowcipkowali, to akurat wczoraj podległe Kamińskiemu Centralne Biuro Antykorupcyjne dokonało kolejnej serii zatrzymań wśród pracowników Wojskowej Akademii Technicznej. Sprawa ciągnie się już od lat. Zatrzymania już były, będą również kolejne. Ale akurat teraz, gdy minister obrony balansuje na krawędzi dymisji, okazuje się, że jego podwładni są na bakier z prawem. Być może jest to przypadek. Być może jest to cios w plecy, który Kamiński wyprowadził, by Macierewiczowi pomóc w politycznym upadku.

Ktoś może twierdzić, że mamy zupełne upolitycznianie służb. Że tak nie wolno. Zapewne będzie miał rację. Ale ktoś inny mógłby odpowiedzieć, że przecież wcześniej było dokładnie tak samo. To przecież m.in. za kadencji generała Pytla toczono postępowanie, które niejako odstrzeliło ówczesnego wiceministra obrony generała Waldemar Skrzypczaka. Zarzutów nikomu nie postawiono, a sprawę po dwóch latach umorzono. Ale Skrzypczak był przez jakiś czas spalony. To również za kadencji Pytla Centrum Eksperckie Kontrwywiadu miało się stać miejscem, gdzie generał i jego współpracownicy przeczekają niepomyślne polityczne wiatry. Niektórzy do opisywania tej jednostki używali sformułowania "złote spadochrony". To, że służby są wykorzystywane do prywatnych celów, ma niestety długą tradycję. Niezależnie od barw politycznych i niekoniecznie zapoczątkowaną przez Macierewicza.

Za symboliczne podsumowanie całej sytuacji może służyć wtorkowe orędzie prezydenta Andrzeja Dudy przed Zgromadzeniem Narodowym. Mówił w nim o ważnej roli Wojska Polskiego. O tym, że powinniśmy być wiarygodnym partnerem dla sojuszników. Problem w tym, że przedstawicieli Wojska Polskiego w tym czasie w Sejmie nie było. Mieliśmy różnych przebierańców i rekonstruktorów udających żołnierzy, ale tych prawdziwych zabrakło. Nie wiem, czyja to wina, niedopatrzenie czy celowe działanie. Ale najwyraźniej jako państwo skupiamy się głównie na teatrze i lepiej lub gorzej odgrywanych rekonstrukcjach.

Jako widz płacący podatkami za bilety na te przedstawienia mam nadzieję, że nie zabraknie nam czasu na poważną pracę, a aktorzy pierwszoplanowi nie wytępili wszystkich rzemieślników na co dzień dbających o struktury naszego państwa.