Seria ataków terrorystycznych, która przeszła przez Zachód, sprawiła, że pojawiła się u nas teoria, według której Polska – dzięki nieugiętej polityce rządu, który sprzeciwia się unijnej polityce imigracyjnej – stała się oazą bezpieczeństwa w Europie.

Według tej narracji Belgia, Francja, Niemcy i Wielka Brytania poddają się najeźdźcom z Bliskiego Wschodu, zabijającym córki i synów dumnej niegdyś cywilizacji łacińskiej, a tymczasem Polska jest opoką zapewniającą swoim obywatelom spokój i wolność od wszelkich zagrożeń. Stanisław Janecki w tygodniku „Sieci prawdy” napisał już nawet tekst pod jakże wymownym tytułem „Azyl Polska”, w którym prognozował napływ do naszego kraju obywateli Zachodu mających szukać schronienia przed islamistami.

Skoro Polska ma stać się (albo już jest) przystanią dla przerażonych Europejczyków, to ogólny poziom bezpieczeństwa powinien być w naszym kraju wyższy niż gdzie indziej. Bez wątpienia brak zamachów przemawia właśnie za taką tezą. Ale to tylko jeden z wielu czynników.

Margines marginesu

Na nasze poczucie niezagrożenia składa się nie tylko bezpieczeństwo na ulicy, lecz także sprawne instytucje chroniące przed zdarzeniami losowymi, infrastruktura niegrożąca katastrofą czy przyjazny porządek społeczny. By postawić tezę, że Polska rzeczywiście jest oazą spokoju, trzeba wziąć pod uwagę wszystkie te czynniki, nie tylko ten jeden, który akurat pasuje do lansowanej tezy. Trudno wymagać głębszej analizy sytuacji od autorów internetowych memów, ale od publicystów – trzeba. Warto sprawdzić, czy lansowana przez niektórych zawodowych komentatorów narracja jest w jakikolwiek sposób zbieżna z rzeczywistością.