Jeżeli chodzi o ostatnie działania Komisji Europejskiej w sprawie oceny stanu praworządności w Polsce, to KE już wyraziła swoje zaniepokojenie. Sądzę, że w środę zapadnie decyzja o uruchomieniu artykułu 7 traktatu i sprawa może trafić na forum Rady Europejskiej. I tutaj pojawia się ciekawy kontekst polityczny. Z jednej strony polski premier Mateusz Morawiecki z całkowitym spokojem przyjmuje taką możliwość do wiadomości, a pochodzący z Polski przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk jest zaniepokojony i wyraża nadzieję, że do tego nie dojdzie" - zauważył Kuź.

Jak zaznaczył przyczyną takiego stanu rzeczy jest, z jednej strony świadomość polityków, że do ostatecznego uchwalenia sankcji wobec Polski nie dojdzie, a z drugiej wiedza, jak na decyzje urzędników Unii Europejskiej zareagują Polacy.

Co do pierwszego aspektu – do uruchomienia sankcji konieczna jest jednomyślność członków UE. W tej chwili wydaje się to absolutnie niemożliwe. Już nie tylko Węgry, ale i Czechy oraz Austria są kierowane przez polityków, którzy zgadzają się z naszym stanowiskiem w wielu kwestiach dotyczących funkcjonowania UE. Oczywiście, ci politycy nie będą nas bronić z miłości do Polski. To kwestia pragmatyki. Po prostu nie będą ryzykować stworzenia precedensu, bo po Polsce to oni mogą pojawić się na celowniku struktur unijnych - podkreślił Kuź.

Zakładając, że zostanie uruchomiona procedura o charakterze opresyjnym wobec Polski, która i tak raczej nie skończy się wprowadzeniem sankcji, urzędnicy UE stworzą paradoks w rzeczywistości politycznej. W sytuacji zagrożenia interesów naszego państwa, Polacy staną po stronie rządu, który przecież jest atakowany z zewnątrz. Poparcie dla rządu i polityki PiS w naszym społeczeństwie może więc wzrosnąć - ocenił.

Zdaniem naukowca "prawdziwy problem" będzie miał przewodniczący Tusk. Po uruchomieniu procedury praktycznie może zapomnieć o powrocie do polityki w Polsce. To tłumaczy spokój polskich władz, które obecnie nie muszą praktycznie nic robić i niepokój pana Tuska, który stanął w obliczu śmierci politycznej w polityce krajowej - powiedział.

Oczywiście, zawsze istnieje ryzyko wywarcia skutecznych nacisków na Czechy, Węgry i Austrię przez Niemcy czy Francję, choć jest to – w mojej ocenie – ryzyko wyjątkowo minimalne. Nawet wtedy Polska bez trudu jest w stanie wyjść z tego obronną ręką. Wystarczą ustępstwa w sprawie relokacji uchodźców, lub wyrażenie zgody na udział np. Francji w budowie naszej elektrowni atomowej. Musimy ciągle pamiętać, że polityka jest skomplikowaną grą interesów - podkreślił.

Podsumowując – dopóki nie ma jednoznacznych deklaracji o wprowadzeniu sankcji, na uruchomieniu procedury PiS może jedynie zyskać, a przewodniczący Tusk wyłączenie stracić - uważa naukowiec.