W Polsce A.D. 2017 nie trzeba nikomu tłumaczyć, czym jest Konstytucja, ani perswadować, że jest to akt o wielkim znaczeniu dla państwa, wspólnoty politycznej i każdego obywatela. W życiu politycznym i w debacie publicznej ostatnich lat nieustannie pojawia się temat zgodności lub niezgodności z Konstytucją nowych (albo starych) regulacji prawnych. Pojawiają się z drugiej strony argumenty i postulaty dotyczące potrzeby uchwalenia nowej Konstytucji.

Wszystkie te głosy powodują, że w naszej rzeczywistości ujawniają się dwie wyjątkowe cechy aktu prawnego, który zmienił w nowożytnym świecie sposób sprawowania władzy i myślenia o państwie. Pierwsza z  nich to szczególna treść. Konstytucje stanowią kodyfikację reguł dotyczących podziału funkcji, władz i obowiązków pomiędzy podmiotami władzy w państwie oraz definiują relacje między władzą publiczną i obywatelami, w szczególności stwarzając system gwarancji praw i wolności.

WYDRUKUJ ANKIETĘ, WYPEŁNIJ I WYŚLIJ NA PODANY ADRES

Ale te „kodeksy państwa” stanowią także ważną deklarację, pewien pakt zawarty między narodem i podmiotami władzy. Konstytucje są symbolicznym aktem określającym wspólnotę? polityczna? i jej cele. Wskazują legitymację państwa, stanowią źródło władzy w państwie i regulują jej granice, zaś treść Konstytucji oddaje system operacyjny wspólnoty i  system idei, postaw i wzorów zachowań przesądzających o statusie obywateli i władzy. Do obu tych funkcji znajdują się odwołania, kiedy na plakatach, koszulkach objawiają się jej obrońcy, a inni aktorzy sceny politycznej przechodzą do porządku dziennego nad argumentami o niezgodności z Konstytucją.

Konstytucja jest zatem argumentem używanym przez wszystkich uczestniczących w życiu politycznym - ostatecznym i niemal transcendentalnym, a zarazem dzielącym jako ultima ratio w  sposób kategoryczny i nieodwołalny; choć przecież jest właśnie aktem stworzonym po to, by dać poczucie jedności i tożsamości. George Bernard Shaw powiedział, że Amerykanie i Brytyjczycy to dwa narody, które dzieli wspólny język. Nasza Konstytucja z 1997 r. to wspólny akt, który zaczął nas dzielić, bez większych nadziei na kompromis albo chociaż dialog.

Czy mamy zatem w Polsce do czynienia z kryzysem konstytucyjnym? Jest to jeden z częściej używanych dla opisu naszej współczesnej rzeczywistości termin - z wypowiedzi padających w debacie publicznej wynika, że w  istocie od dwóch lat mamy nieustanny kryzys, związany z podejmowaniem kontrowersyjnych i budzących poważne wątpliwości konstytucyjne decyzji przed podmioty władzy, albo też kontestowaniem aktów władczych podejmowanych przez inne organy. Konflikty między podmiotami władzy, a także między sprawującą władzę większością a opozycją, są jednak immanentną częścią rzeczywistości politycznej demokratycznego państwa.

Nie jest nawet objawem kryzysu konstytucyjnego, że podmiot władzy nadużywa jej albo zachowuje się sprzecznie z regułami - dopóki konflikt da się przezwyciężyć normalnymi metodami i za pomocą przewidzianych w Konstytucji instrumentów. Kryzys konstytucyjny nie dotyczy więc realiów życia politycznego, nie dotyczy nawet poważnych sporów o władzę. Jest wyrazem zakwestionowania konstytucyjnych reguł działania, czyli zapisanego w Konstytucji systemu operacyjnego państwa. Dotyczy braku zgody na konstytucyjne regulacje, obnaża deficyty i  mankamenty samego konstytucyjnego zaprojektowania. Wiele kontrowersji dotyczących działań władczych w ostatnich latach wskazuje na tego typu cechy. Zażarty spór toczący się w łonie władzy sądowniczej o zakres prerogatywy prezydenckiej co do wykonywania prawa łaski, problem konstytucyjnie określonego wyboru członków – sędziów Krajowej Rady Sądownictwa, czy też kwestie związane z nieokreślonym statusem prokuratora generalnego i prokuratury – to przykłady zagadnień, które wskazują na nieprecyzyjną lub niepełną regulację konstytucyjną.

Skoro zatem nasza polska plemienna wojna nosi choć częściowo znamiona kryzysu konstytucyjnego - czy powinien on doprowadzić do zmiany Konstytucji? Czy mamy obecnie czas odpowiedni dla powstania nowego paktu, nowego ładu politycznego, społecznego, czyli "moment konstytucyjny" według słów Bruce’a Ackermana? Zgodnie z tą ideą moment konstytucyjny to szczególny okres w historii narodu, kiedy przeświadczenie o tożsamości suwerena pozwala osiągnąć porozumienie co do tres´ci i  formy ustroju.

Problem z ideą momentu konstytucyjnego polega na tym, że ów "moment" rozpoznać można właściwie tylko z zewnątrz i raczej post factum (warto dodać, że bardzo trudno byłoby odnaleźć ślady takiego momentu w chwili uchwalania Konstytucji z 1997 r.). Tym bardziej zatem trudno orzec, czy Polacy przeżywają obecnie moment konstytucyjny. Wydaje się jednak, że czas powszechnej deliberacji, jaka na temat Konstytucji się obecnie toczy, może świadczyć o tym, że jesteśmy gotowi na zmianę dotychczasowego porządku.

Obecna Konstytucja nie zawiera przepisów umożliwiających uchwalenie nowej, co poniekąd zrozumiałe - większość Konstytucji jest wyrazem ambicji stworzenia porządku wiecznego i idealnego. Przewiduje natomiast tryb zmiany (art. 235), zgodnie z którym udział obywateli w tym procesie może polegać jedynie na głosowaniu w  referendum zatwierdzającym zmianę w zakresie rozdziału I, II i XII, o ile zażąda tego jeden z podmiotów mogących inicjować zmianę Konstytucji. Rodzi to poważne pytania i dylematy związane z projektowaniem trybu zmiany lub uchwalenia nowej konstytucji. Skoro jednak Konstytucja (art. 125) przewiduje przeprowadzanie referendum w każdej sprawie „o szczególnym znaczeniu dla państwa”, trudno uznać, że ustalenie potrzeby uchwalenia nowej Konstytucji i kierunki nowych regulacji do takich spraw się nie zaliczają.

Referendum jest jednak tylko jedną z  metod deliberacji nowych regulacji ustrojowych, i to metodą ograniczoną. Sprowadza się bowiem do kilku pytań ułożonych ostatecznie według agendy inicjatora głosowania lub podmiotu wyrażającego zgodę na jego przeprowadzenie. Ale stanowić może wielką wartość dla demokracji – o ile towarzyszyć mu będzie debata nad regułami rządzącymi wspólnotą polityczną i jej władzami. Tworzenie nowej Konstytucji (lub zmiana obowiązującej), niezależnie od ostatecznej formy uchwalenia, powinno być procesem otwartym, konsensualnym i czynionym w poczuciu odpowiedzialności za dokonywane zmiany. O ile to możliwe, poza sporami i konfliktami polityków. W końcu oni przeminą – Naród zaś pozostanie suwerenem zawsze.