Wyjątkowość stolicy (miasta dominującego, jak Nowy Jork czy Rio de Janeiro) przejawia się w tym, że stanowi ona świat sam w sobie, niekompatybilny z resztą państwa. Czasami mówi się nawet w tym kontekście o państwach stolicocentrycznych i jako przykład podaje Francję. Nie będę nadzwyczaj oryginalny, jeśli powiem, że Polska też należy do tego grona.

Można się spierać o to, czy stolicocentryczność to coś dobrego, czy złego, głosy są podzielone, choć dominują raczej te, które mówią o jej niekorzystnym charakterze dla dobrostanu całego państwa.

Idzie przede wszystkim o daleko posuniętą centralizację owocującą umieszczeniem wszystkich ważnych urzędów w jednym miejscu, co powoduje nadmierną koncentrację władzy, urzędników oraz – przede wszystkim – wysysanie zasobów ludzkich z prowincji (wielką rolę odgrywają w tym procesie również korporacje i banki posiadające centrale w Warszawie). Ze wszystkimi tymi zjawiskami mamy do czynienia Polsce. Podobnie zresztą działają inne wielkie miasta w naszym kraju, jak Kraków czy Poznań, które dokonują tego samego w wymiarze regionalnym.