Maciej Lasek – inżynier, od maja 2010 do lipca 2011 r. wchodził w skład komisji powołanej do zbadania katastrofy w Smoleńsku.

Maciej Lasek: Komunikacyjnie sprawa katastrofy smoleńskiej przez państwo polskie została zawalona. Jeśli państwa polskiego nie stać było na to, by tłumaczyć, wyjaśniać, to nie ma się czemu dziwić, że liczba ludzi wierzących w zamach rosła.

Magdalena Rigamonti: Premierowi Tuskowi mogło to być na rękę.

Wchodzę teraz w nieswoją działkę, ale być może tak. Być może uważał, że im bardziej absurdalne hipotezy, tym większa szansa, że ludzie odsuną się od tych polityków, którzy je głoszą. A okazało się, że im bardziej szaleńcze pomysły Antoniego Macierewicza i jego ludzi, tym poparcie dla PiS rosło. Ponad rok musieliśmy czekać aż politycy PO zrozumieli, że...

PiS dzięki Smoleńskowi wygra wybory?

Na pewno PO pozwoliła na skonsolidowanie silnej grupy wokół mitu smoleńskiego. Teraz jest tak, że 18 proc. wierzy w zamach.

Wyborców PiS jest więcej.

I mają coraz większe wątpliwości w kwestii zamachu. Pamiętam, jak jeden z moich kolegów powiedział, że gdybyśmy wiedzieli, iż ta brzoza urośnie do takiego symbolu, to w raporcie znalazłyby się wszystkie zdjęcia brzozy i powtarzalibyśmy w kółko, że brzoza jest skutkiem, a nie przyczyną wypadku. Przecież cała prawa strona budowała wizję, że raport mówi o tym, że samolot rozbił się dlatego, że zderzył się z brzozą. Omijała sekundy poprzedzające to zderzenie. A my daliśmy się wpuścić w taką idiotyczną dyskusję o 4,5 sekundach lotu, o tym jak ten samolot się niszczył po zderzeniu z ziemią, a nie o tym, co do tego doprowadziło, że sprawny samolot, kilometr przed pasem jest na wysokości 6 m nad ziemią. Niestety, dopiero 9 kwietnia 2013 r. został powołany specjalny zespół.

Potocznie zwany Zespołem Macieja Laska.

Uważałem, że to powinno być powołane w MON, ale to był problem. Podjęto decyzję, że jednak przy KPRM. I jakiś sukces odnieśliśmy. Moja koleżanka Agata Kaczyńska była czuła na punkcie wszystkich informacji, które się pojawiały w mediach na temat Smoleńska. Któregoś dnia, po sześciu miesiącach pracy zespołu, powiedziała: „Maciek, nie ma nic o Smoleńsku”. Kiedy nie było nic przez trzy dni, powiedziała: „Oni coś szykują”. Nie szykowali. Bo nie mieli paliwa. W kampanii wyborczej też nic. Antoni Macierewicz był schowany.