"Kiedy życie rzuca Ci kłody pod nogi, zacznij budować z nich schody. Zajdziesz wysoko" - ten cytat autora kryminałów Remigiusza Mroza Streżyńska udostępniła na Facebooku w dniu swojego odwołania ze stanowiska Ministra Cyfryzacji. Może i brzmi to niczym kiczowate cytaty z Paolo Cohelo, ale znając byłą już minister, można być przekonanym, że faktycznie na porażce postara się zbudować coś nowego.

Wątpliwe jednak, by miała szanse na odbudowanie politycznej kariery w oparciu o PiS. Tutaj została sama.

To, że Streżyńska straci stanowisko, było jasne właściwie od kilku miesięcy. Jej notowania wśród opinii publicznej, owszem, były niezłe, ale oceny wewnątrz rządu słabły, a już drastycznie zachwiały się po głośnym wywiadzie, jakiego udzieliła w kwietniu ubiegłego roku Konradowi Piaseckiemu w Radiu Zet. - Nie zgadzam się z niektórymi rozwiązaniami rządu PiS - oświadczyła i skrytykowała duże socjalne wydatki, mówiąc, że filozofia socjalna wypełniania wszystkich obietnic wyborczych w pierwszym roku jest trudna do akceptacji.

Posypały się na nią za to gromy z całego rządu i PiS.

Awantura po kilku dniach przycichła, ale to, co wydawało się krótkim wewnętrznym kryzysem w obozie rządowym, było tak naprawdę objawem szerszego problemu. Słabej pozycji tak Anny Streżyńskiej, jak i Ministerstwa Cyfryzacji.

Obu brakuje silnego politycznego zaplecza i wsparcia. Resort Cyfryzacji powołany ponad 6 lat temu jako odpowiedź na problemy z korupcją podczas przetargów informatycznych wciąż jest ministerstwem o niejasnych kompetencjach, co najwyraźniej widać w przypadku cyberbezpieczeństwa. O działkę tę miesiącami trwały przepychanki między MC i MON. A w sytuacji, gdy szefowa resortu raz za razem powtarza, że jest "bezpartyjnym fachowcem" - co w uszach komentatorów może brzmieć pozytywnie, ale dla PiS i innych członków rządu jest po prostu mówieniem, że oni są upartyjnionymi ignorantami - to jeszcze bardziej podkopuje pozycję MC.

Co więcej to, że przez cały ten czas była blisko ludzi w mediach społecznościowych, że odpisywała na komentarze i wiadomości, zwiększało jej rozpoznawalność i zaufanie społeczne, ale przeszkadzało w budowaniu autorytetu. Szczególnie, gdy zamiast zwracać się do niej "Pani Minister", pisali "Pani Aniu".

Streżyńska jest rzeczywiście spoza PiS, ale nie taka zupełnie "bezpartyjna" - przecież do rządu weszła jako była szefowa Stowarzyszenia Republikanie i ekspert Polski Razem Jarosława Gowina. A mimo to przez ponad dwa lata urzędowania nie potrafiła zbudować sojuszy, które byłyby wsparciem dla jej działań. Jej polityczny patron, gdy zaczęły się przetasowania w rządzie i zbliżała się rekonstrukcja, wolał zadbać o własną pozycję.

Bliski w wizjach rozwoju innowacyjności obóz Mateusza Morawieckiego od dawna budował własny potencjał i stawiał na własnych ludzi m.in Jadwigę Emilewicz, nową minister przedsiębiorczości i technologii, która de facto zastępuje właśnie Streżyńską.

Co więcej ważną postacią w tym obozie jest Piotr Woźny, wieloletni bliski współpracownik Streżyńskiej, który zdecydował się opuścić MC ponad pół roku temu. Jego wsparcie więc również straciła.

Równolegle, nie mając sojuszników, szefowa resortu cyfryzacji zderza się z o wiele silniejszymi politycznie ministrem spraw wewnętrznych Mariuszem Błaszczakiem i szefem MON Antonim Macierewiczem. Jej upór, by zatrudnić w ministerstwie generała Włodzimierza Nowaka - faktycznie niezłego eksperta od cyberbezpieczeństwa, ale zarazem wojskowego, który w niejasnych okolicznościach odszedł z MON, gdzie był szefem Departamentu Polityki Zbrojeniowej - mimo wyraźnej niechęci Macierewicza, zaognił konflikt wokół tego, kto ma odpowiadać za cyberbezpieczeństwo. Skończyło się tym, że MON zdobył 2 mld złotych na budowę cyberwojska, a MC nie mogło się doprosić od resortu finansów 60 mln na własne działania związane z tą dziedziną.

Streżyńska mniej lub bardziej wyraźnie narzekała, że z podobną obstrukcję wewnątrz rządu napotykała częściej. Nawet w podsumowaniu działań MC, które opublikowała w ostatni piątek, pisze o tym, że wciąż wiele z inicjatyw jej resortu jest zablokowanych. Przykładem ma być projekt ustawy przewidujący wprowadzenie mDokumentów w sektorze publicznym, tj. opcjonalnej, nowej usługi, która pozwoli potwierdzić tożsamość osoby przez telefon komórkowy.

Ten projekt, traktowany przez resort cyfryzacji jako jeden ze sztandarowych, jest przykładem braku wyczucia zarówno politycznego, jak i w dużej części cyfrowego. Bo choć w założeniach brzmi ciekawie, to jest na tyle niszowy i wymagający dużych zmian legislacyjnych, że zamiast wzbudzić zachwyty, wywołuje co najwyżej wzruszenie ramion.

I tu jest kolejny powód odwołania Streżyńskiej. Jej pozycja z pewnością byłaby lepsza, gdyby MC pod jej zarządem faktycznie odnosiło sukcesy. A tych niestety było niewiele i raczej nie spektakularne. Bo choć nie można jej odmówić ani pracowitości, ani otwartości na nowe koncepcje, to niestety te właśnie zalety stały się hamulcami. MC w ciągu dwóch lat podjął tyle tematów, ruszył tyle nowych rozwiązań, zapowiedział tyle zmian, że spodziewać by się można wielkiej cyfrowej rewolucji. A faktycznie udało się osiągnąć realne sukcesy tylko na kilku polach.

Największe to wciągniecie banków do działań z e-administracją, dzięki czemu zautomatyzowano składanie wniosków o 500+ i rozpoczęto popularyzację Profilu Zaufanego. Kolejny sukces - choć wciąż w fazie wdrażania - to Ogólnopolska Sieć Edukacyjna, dzięki której do 2019 roku do wszystkich szkół ma trafić internet szerokopasmowy. Za sukces (choć po drodze okazało się, że są spore tarcia z GIODO) można też uznać prace nad wdrażaniem wielkiej reformy ochrony danych osobowych czyli RODO.

Sam resort cyfryzacji w podsumowaniu swoich prac chwali się o wiele dłuższą listą: miał zrealizować 30 projektów o charakterze uniwersalnym (np. wspomniane mDokumenty, CEPIK 2.0, czy uruchomienie prac nad poprawą systemu PESEL). Wsparł lub bezpośrednio zrealizował 19 projektów dziedzinowych w różnych obszarach (m.in. zdrowia, nauki i szkolnictwa).

Brzmi nieźle, w praktyce jednak nie jest aż tak świetnie. Wciąż niezałatwione są kluczowe kwestie, do których powołano resort. W powijakach jest wprowadzenie eDowodu (po warunkowym przesunięciu terminu przez Komisję Europejską zostało nam na to już tylko 14 miesięcy). Nie udało się rozwiązać kwestii zarządzania cyberbezpieczeństwem państwa, najnowsza wersja ustawy tego dotyczącej, jak pisaliśmy, w konsultacjach międzyresortowych została skrytykowana jako niewnosząca żadnych większych zmian. Start CEPiK 2.0 skończył się wieloma tygodniami poważnych opóźnień w starostwach w całym kraju.

Nawet sygnowana przez MC "Strategia 5G dla Polski" (czyli rozwoju nowoczesnej sieci dla Internetu Rzeczy), która wreszcie przed kilkoma dniami została opublikowana, ma znaczenie raczej PRowe. Jak podkreślają telekomy, nie ma szans na 5G bez konkretnych zmian w prawie, a o tych na razie nic nie słychać.

Dwa lata mało skutecznego rządzenia kończy się więc tym, że choć Streżyńska wciąż ma opinię fachowca ale niestety takiego, któremu nie udało się wywołać prawdziwej cyfrowej rewolucji. Co więcej jej dymisja to także koniec eksperymentu pod nazwą "ministerstwo cyfryzacji".

Internauci teraz już oficjalnie będą mogli do niej pisać "Pani Aniu".