Reginia-Zacharski odniósł się w ten sposób do sytuacji w obu ugrupowaniach po głosowaniach w sprawie projektów ustaw zmieniających przepisy antyaborcyjne.

Zarząd Krajowy Platformy podjął w czwartek decyzję o wykluczeniu z partii trojga posłów: Joanny Fabisiak, Marka Biernackiego i Jacka Tomczaka, którzy podczas środowych głosowań nad zmianami w prawie aborcyjnym złamali dyscyplinę klubową. Politycy ci opowiedzieli się - odwrotnie niż chciał klub PO - za odrzuceniem projektu komitetu "Ratujmy Kobiety 2017" i za skierowaniem do sejmowej komisji propozycji komitetu "#ZatrzymajAborcję".

Troje posłów - Joanna Scheuring-Wielgus, Joanna Schmidt i Krzysztof Mieszkowski - zawiesiło w czwartek członkostwo w klubie Nowoczesnej. Powodem była postawa grupy posłów Nowoczesnej, którzy nie wzięli udziału w środowym głosowaniu nad projektem komitetu "Ratujmy Kobiety 2017". Klub Nowoczesnej ukarał naganą i karą finansową w wysokości 1000 zł posłów, którzy nie brali udziału w głosowaniu nad projektem liberalizującym prawo aborcyjne.

Ekspert ocenił nakładanie kar finansowych dla posłów Nowoczesnej i zapowiadanie wyciągnięcie wobec nich konsekwencji w przypadku, gdy nie było dyscypliny partyjnej w głosowaniu w tej sprawie jako działanie "rozpaczliwe i niemądre". Według niego wystarczyłaby "jakaś rozmowa dyscyplinująca". - Natomiast nakładanie kar w momencie, kiedy nie było dyscypliny w głosowaniu jest działaniem delikatnie mówiąc mocno zawieszonym w próżni – dodał.

Próbując znaleźć wyjaśnienie zachowania się posłów zauważył, że prawdopodobnie chcieli się oni "zdystansować od tego typu głosowań". Jak dodał chodzi o to, że część parlamentarzystów zaczęła dostrzegać fakt, że postawy konserwatywne lub bliskie konserwatywnym w dziedzinie szeroko rozumianego światopoglądu są mocno zaakcentowane w dużej grupie społeczeństwa, "i stąd to powiedzmy dystansowanie się od tego typu głosowań", dodał politolog.

Jak zaznaczył, ma to być sygnał dla społeczeństwa, mówiący: Skoro my was reprezentujemy, a wśród was jest wielu konserwatystów, to my nie zagłosujemy przeciwko wam.

Przypomniał jednocześnie, że wśród posłów Nowoczesnej i PO znalazło się wielu obrońców istniejącego tzw. kompromisu aborcyjnego. - W związku z tym głosowanie za ustawą dalej idącą wcale nie było takie oczywiste – podkreślił Reginia-Zacharski.

Nie wykluczył także, że w Nowoczesnej dochodzi do pęknięcia ideologicznego, które kiedyś miało miejsce w PO i związane było z dystansowaniem się konserwatywnego skrzydła wokół Jarosława Gowina.

- Można by pokusić się o taką hipotezę, że jest to taki sygnał, że w Nowoczesnej coś pęka, a osią podziału jest rozłożenie akcentów pomiędzy – nazywając bardzo umownie "libertynizmem społecznym", a liberalizmem związanym z gospodarką i pewnym centrowym podejściem do kwestii światopoglądowych – zauważył ekspert.

Natomiast w przypadku PO przyczyny innego głosownia posłów może oznaczać "powiększanie się grona wątpiących", zwłaszcza w sytuacji, gdy w sondażach słupki poparcia PiS nie spadają - dodał politolog.

Rozmówca PAP przypomniał, że w ostatnim czasie miały miejsce dość spektakularne odejścia posłów z PO i Nowoczesnej, z których część przeszła do PiS.

- Opowiedzenie się po stronie tego bardzo ważnego, bo społecznego projektu liberalizującego prawo aborcyjne w Polsce oznaczałoby tak naprawdę deklarację: "dobrze, zgadzamy się na kurs skręcania w lewo" i to lewo światopoglądowe. I na pewno części elektoratu, ale i samym parlamentarzystom zarówno w Nowoczesnej jak i w Platformie Obywatelskiej, wcale nie do końca musi być po drodze z tym kierunkiem – ocenił ekspert.

Wyraził jednocześnie zdumienie, że Platforma Obywatelska wyklucza posłów. - Przecież oni nie przestają być parlamentarzystami, ale będą musieli coś ze sobą zrobić. Osobnego klubu nie założą, ale mogą założyć koło. Najprawdopodobniej trafią do Kornela Morawieckiego, a po chwili przejdą np. do PiS, czego nie można wykluczyć, albo do Gowina – stwierdził.