Po przeanalizowaniu wyników badań otoczenia konkurencyjnego łączących się spółek oraz zapoznaniu się ze wszystkimi opiniami podmiotów bezpośrednio związanych z rynkiem, na którym działają, prezes UOKiK wydała decyzję zakazującą przejęcia przez Polską Grupę Energetyczną kontroli nad spółką Energa. Tak siedem lat temu Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów zablokował połączenie dwóch z czterech największych firm energetycznych w kraju. PGE, lider rynku, oferował wówczas Skarbowi Państwa ponad 7,5 mld zł za 84,2 proc. akcji Energi.

Pod decyzją urzędu podpisała się prezes Małgorzata Krasnodębska-Tomkiel. Według ówczesnego stanowiska UOKiK połączenie spółek ograniczyłoby konkurencję na rynku i pozwoliło firmom dyktować ceny odbiorcom energii. Trzy lata później została niespodziewanie odwołana ze stanowiska przez premiera Donalda Tuska.

Media spekulowały, że to ze względu na swój sprzeciw wobec konsolidacji sektora energetycznego. Rzeczywistość spekulacje te częściowo przynajmniej potwierdziła, bo niecały rok po dymisji temat konsolidacji energetyki powrócił. PGE na nowo miał się łączyć z Energą, Tauron z Eneą. Nad wszystkimi spółkami kontrolę sprawuje Skarb Państwa. Po zmianie rządzącej koalicji temat fuzji ucichł, znacznie zacieśniły się natomiast biznesowe związki czterech firm. Ostatnio wszystkie przygotowały taryfy antysmogowe, którymi Ministerstwo Energii zamierza zachęcić Polaków do wymiany pieców węglowych na ogrzewanie elektryczne.

Dzięki zniżkom w godzinach nocnych taniej też mogliby naładować elektryczne samochody. Każda z firm swoją taryfę policzyła z osobna, a wyliczenia te zostały zatwierdzone przez Urząd Regulacji Energetyki. Jak napisał urząd w komunikacie: "zaproponowane zmiany są korzystne dla odbiorców i zgodne z przepisami prawa, prezes URE zatwierdził aktualizacje taryf czterech operatorów systemów dystrybucji". Innogy, jedyna prywatna firma, która dystrybuuje prąd na szeroką skalę, propozycji swoich taryf antysmogowych prezesowi URE nie przedstawiła.

Jak twierdzi większość ekspertów, taryfy kontrolowanych przez państwo firm zostały skonstruowane w taki sposób, że skorzystanie z nich i zaoszczędzenie na rachunkach za ogrzewanie będzie bardzo problematyczne. Jeśli skorzystają – to tylko nieliczni i nie ci, którzy kopcących węglowych pieców powinni się pozbyć w pierwszej kolejności.

Pewnie nie ma to nic wspólnego z tym, że Ministerstwo Energii, jeden z resortów kierujących polityką antysmogową, nadzoruje działalność PGE, Energi, Tauronu i Enei. Cztery firmy, po ostatnich przejęciach aktywów od zagranicznych konkurentów, wytwarzają ok. 75 proc. krajowej energii, mają jeszcze większy udział w jej sprzedaży do odbiorców końcowych i niemal w całości odpowiadają za jej dystrybucję. Działają wspólnie nie tylko na rynku prądu – razem ratują górnictwo, to za ich pieniądze rozpoczął się projekt budowy polskiego auta elektrycznego. UOKiK i URE to dwie ostatnie instytucje, które przynajmniej w pewnym stopniu są w stanie ograniczyć ich władzę nad rynkiem.

Jak długo? Tego nie wiadomo. Na początku listopada Ministerstwo Energii przedstawiło projekt nowelizacji prawa energetycznego, zgodnie z którym kontrolę nad rynkiem z rąk URE i UOKiK przejąć miałaby trzyosobowa Komisja Nadzoru Rynku Energii. Na razie projekt nie trafił na ścieżkę legislacyjną. Jeśli tak się stanie, to o konkurencji w prądzie będziemy mogli ostatecznie zapomnieć.