Przemieniali słowa hymnu narodowego, a melodia, rzecz jasna, zostawała, bo jest skoczna niesłychanie. I znana, o co w Polsce, w kraju, w którym nieznane siły pozbawiły większość narodu słuchu, jest bezcenne. Zwrotek w tym niby-hymnie było wiele, z refrenem, że „Pod partii przewodem, rząd nas morzy głodem”. A kilkanaście lat temu to w ogóle cała płyta wyszła z muzycznymi przeróbkami hymnu, wydał ją dziennik „Życie”. Ani sądy w PRL, ani te w III RP jednak nie skazywały wykonawców niby-mazurka.

Historia ze skazaniem Jasia Kapeli za przekręcenie hymnu narodowego to jedno wielkie oskarżenie naszego wymiaru sądownictwa. Pisowcy i antypisowcy mają z tym jednak kłopot.

To wyrok jak ze snu idioty, ale krytykując sąd, pośrednio popieram „reformy” PiS. Z kolei pisowcy, krytykując wyrok, wprawdzie wzmacniają ideę, że suweren powinien sądami potrząsnąć, ale pośrednio popierają satyrę Kapeli wymierzoną w politykę rządu PiS – i to w sprawie uchodźców... Tak źle i tak niedobrze, a wszystko dlatego, że wspólnymi siłami niszczymy każdą sferę wolną od dychotomii. Ponieważ proces ten postępuje, to w niedługim czasie urządzanie śniadania wielkanocnego intepretowane będzie jako propisowskie, a bojkot szczepionek jako antyplatformerski.

Zamiast narzekać trzeba się otrząsnąć. Kto chce wyrzec się swojej podstawowej wolności – prawa do samodzielnego rozumowania – niech się wyrzeka. Jednak ten, kto nie chce, może i powinien zatrzymanie Frasyniuka, wyroki na Kapelę, wyroki na Międlara i innych osądzać w strefie wolnej od jazgotu.