Otoczona drewnianymi elementami kwatera główna PiS na Nowogrodzkiej sąsiaduje z blokami, w których jeszcze do niedawna znajdowały się tanie agencje towarzyskie. Najważniejsze miejsce na politycznej mapie polski stoi w cieniu budynku, który w stolicy ma status wielkiego toj toja, przyzwoitej restauracji japońskiej, hotelu z elewacją w kolorze papieru toaletowego i zabytkowych - unikalnych w skali europejskiej - Filtrów. Na dobrą sprawę miejsce powinno zostać gruntownie przetestowane pod kątem zabezpieczenia kontrwywiadowczego. Od momentu przejęcia, jesienią 2015, władzy w Polsce przez Prawo i Sprawiedliwość, to tutaj podejmowane są najważniejsze decyzje. Także te, które decydują o pozycji państwa na arenie międzynarodowej.

Opisywane na łamach DGP kulisy rozmów o sporze z Komisją Europejską, walce z wyborem Donalda Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej czy obecne problemy z USA zawsze prowadzą na Nowogrodzką. MSZ mieszczące się przy Szucha 23 to w zasadzie aparat administracyjny. Ostateczne decyzje zapadają gdzie indziej. Resort dyplomacji często nawet nie jest wtajemniczany, że takie rozmowy były lub są prowadzone.

Gdy razem z Grzegorzem Osieckim pracowaliśmy nad materiałem o problemach w relacjach Polska-USA, wcześniej czy później zawsze pojawiała się Nowogrodzka.
Również na Nowogrodzką wiosną 2016 pielgrzymował ambasador USA, który namawiał do uregulowania sporu o Trybunał Konstytucyjny. Wówczas miano poinformować Jarosława Kaczyńskiego, że jeśli porozumienia nie będzie, ówczesny prezydent USA Barack Obama podczas szczytu NATO w Warszawie latem 2016 odniesie się do problemu (tak się zresztą stało i mimo zapewnień PiS, że nie ma problemu a Obama za chwilę odchodzi do historii, był to przykry incydent dyplomatyczny. Rzadko zdarza się, że lider obcego państwa, na terenie kraju organizującego duże wydarzenie międzynarodowe, pozwala sobie na taką swobodę).

Nowogrodzka była również głównym podmiotem negocjacji o kompromisie z dyplomatami Unii Europejskiej w tej samej sprawie (Pisaliśmy o tych rozmowach na łamach DGP. Kompromis miał być gotowy, jednak załamał się tuż przed szczytem NATO). Pod koniec stycznia tego roku na Nowogrodzką przyjechał sekretarz stanu USA Rex Tillerson. Dziś, gdy trwa debata na temat tego, jak załagodzić spór z USA i Izraelem, można usłyszeć, że jak będzie trzeba, na Nowogrodzkiej zostaną zorganizowane poufne rozmowy, a wnioski z nich zostaną przekazane suwerennemu i niezależnemu Trybunałowi Konstytucyjnemu, a konkretnie jego przewodniczącej Julii Przyłębskiej.

Ludzie, którzy pełnią oficjalne funkcje, narzekają, że nieformalny szef wszystkich szefów, Jarosław Kaczyński, ogranicza im pole manewru. Partnerzy zagraniczni zorientowali się, że ostateczne decyzje nie zapadają tam, gdzie można by się tego spodziewać. Rodzi się swoista sowietologia. W wielu rozmowach wcześniej czy później słyszeliśmy zgrzytanie zębów tych, którzy nie do końca podzielają wiarę w geniusz i rozeznanie Jarosława Kaczyńskiego w sprawach międzynarodowych. Wielu z nich na długo przed tym, gdy kolejne kryzysy osiągały swój zenit, przewidywali ich fatalne skutki. Wielu miało zupełnie rozsądne pomysły na regulowanie sytuacji.

W tym sensie w Polsce doszło do trumpizacji polityki zagranicznej. Jak relacjonowało BBC, w Waszyngtonie też w mniejszym stopniu liczą się oficjalne urzędy a bardziej wiedza na temat tego, kto ma aktualnie dostęp do ucha preze… prezydenta. Formalne kanały działają znacznie wolniej i mniej wydajnie. Ze szkodą dla globalnej polityki. Podobny rezultat można zaobserwować w Polsce.