A pan pracuje w niedziele?
W tym roku obchodzę 40-lecie pracy zawodowej w soboty i w niedziele. Od początku kariery akademickiej wykładam w weekendy. Dostrzegam w ustawie o zakazie handlu w niedziele sporo hipokryzji, bo nie chronimy wszystkich pracowników przed pracą w ten dzień.

To może dobrze, że zakaz jest ograniczony? Przynajmniej nie zrujnuje nam gospodarki. Choć udział handlu jest w niej istotny, bo według danych z 2015 r. to ok. 16 proc. PKB.
Sam handel tak dużo PKB nie tworzy – to prawda. Ale znacznie ważniejsze jest to, że ma potężny udział w tych pozostałych 84 proc. Bo przecież bez pośrednictwa handlu wytwarzanie PKB będzie utrudnione. Oczywiście w tym roku ubytek będzie niewielki, bo tych dodatkowych wolnych dni nie będzie tak wiele – ledwie 23. Ale w przyszłym roku będą to już trzy niedziele w miesiącu, a za dwa lata zakaz stanie się całkowity – i sprawa robi się poważna, bo jedna siódma dni roboczych w roku zostanie wyłączona z obrotu gospodarczego w handlu. Możemy już szacować, że tegoroczna wartość konsumpcji wyniesie 1,3 bln zł, więc trudno oczekiwać, że da się taki sam wynik wypracować w ciągu 6 dni zamiast 7 dni. Jeśli z tego procesu wyłączymy jeden dzień, to nie należy oczekiwać, że konsumenci, producenci i sprzedawcy w takim samym stopniu dołożą się do wytwarzania PKB.

Skąd ta pewność?
Udowodnili to już dawno temu jeden z ojców ekonomii Léon Walras i jeden ze słynnych uczniów jeszcze słynniejszego Johna Maynarda Keynesa – Richard Kahn. W gospodarce zachodzą procesy mnożnikowe i handel jest tym elementem, który ten mnożnik rozkręca lub go ogranicza. Tu widzę wielkie niebezpieczeństwo związane z zakazem handlu w niedziele – zaburzenie interakcji między poszczególnymi elementami budującymi PKB. W tym roku tego typu efekty będą jeszcze ograniczone, ale w kolejnym mogą już być istotne.