Mówić dzieciom o śmierci?

Mówić. Oczywiście, że mówić. O wszystkim mówić.

Po co? Żeby uczyć, przyzwyczajać?

Prawie każdy, kto pisze książki dla dzieci, mówi o celach dydaktycznych, o tym, że historie powinny uczyć albo najlepiej wskazywać drogi jedynie słuszne. Kiedy piszę, to ja jestem najważniejsza. Nie dzieci, nie ich rodzice, nie czytelnicy, tylko ja. Nie wiem, czy to dobrze o mnie świadczy, ale traktuję pisanie jak sztukę, a w sztuce to artysta jest na pierwszym miejscu. Zawsze chciałam pisać książki dla dzieci, bo literatura dziecięca wydaje mi się bogatsza, można poszaleć z wyobraźnią. Słyszę też, że piszę co prawda dla dzieci, ale takie starowinki jak pani też czytają i czasem mają z tego frajdę. To w pewnym sensie oddaje mój stopień zdziecinnienia. Ale nie jestem zdziecinniała dlatego, że się zajmuję pisaniem dla dzieci, tylko zajmuję się pisaniem dla dzieci, bo taka jestem. Niedawno razem z Jagną Kaczanowską napisałam też dla dorosłych – „Ogród Zuzanny”, książkę dla czystej przyjemności, dla relaksu – naszego i czytelników.

Kiedy czytam przygody dziesięciu skarpetek...

Te też pisałam dla przyjemności.

Książkę o kunach też?

Też.

O panu Kardanie?