Ostatnia konferencja prasowa Antoniego Macierewicza dotycząca tzw. raportu technicznego w sprawie katastrofy tupolewa w Smoleńsku wbrew pozorom była bardzo ciekawa. I nie chodzi tu o videoprezentację podkomisji smoleńskiej dotyczącą przebiegu tego wydarzenia, bo tutaj nic nowego nie usłyszeliśmy. Media pokazują, jak zmieniają się teorie Macierewicza z biegiem lat, jak ten polityk sam sobie zaprzecza, jak bardzo niespójne są te dywagacje, ale to nas w żaden sposób w realną wiedzę dotyczącą przebiegu tej tragedii nie wzbogaca.

Najciekawsze w tej konferencji było to, że Prawo i Sprawiedliwość usilnie nie chciało jej zauważyć. Partyjna tuba propagandowa PiS jaką, jest TVP Info, nie relacjonowała tego wydarzenia na żywo. A robił to chociażby kanał TVN 24, o którym wiele można powiedzieć, ale nie to, że sympatyzuje z Macierewiczem. Sprzyjające prawicy media, jak chociażby "Nasz Dziennik" ojca Tadeusza Rydzyka, poświęciły konferencji stosunkowo mało uwagi. Biorąc pod uwagę, że jeszcze kilkanaście tygodni temu Antoni Macierewicz był tak częstym gościem TVP Info, że można go było pomylić z pracownikiem tej stacji, to zmiana jest uderzająca.

- Kaczyński nie tylko Macierewicza obalił, ale go także opluł – puentuje tę sytuację jeden z moich rozmówców ze styku polityki i biznesu. Jeszcze rok temu ówczesny minister obrony mógł grać na nosie wszystkim partyjnym bonzom, co doskonale pokazywało jego uporczywe bronienie swojego współpracownika Bartłomieja Misiewicza. Prezes Jarosław Kaczyński nie mógł imprezowego młodziana po prostu wyrzucić z partii. Musiał w tym celu zwołać specjalną komisję, w skład której weszli zaufani politycy jak Mariusz Kamiński i Marek Suski. Ale to było rok temu. Dziś prezes dalej dzieli i rządzi, ba, nawet obniża pensje, a ministrowi została już tylko służbowa limuzyna, ochrona i podkomisja smoleńska, której rola jest marginalizowana.

Za kilka miesięcy Antoni Macierewicz skończy 70 lat i szans na pełnienie najważniejszych stanowisk w państwie już raczej nie ma. Jego polityczne marzenie - prezydentura - nie ziści się. Ale to wcale nie znaczy, że chociaż został upokorzony, pozbawiony funkcji ministra obrony, a teraz jest radykalnie marginalizowany, to nagle wyjdzie z PiS i zacznie zakładać własną partię. Po pierwsze, polityków z ław poselskich, którzy by za nim poszli, można policzyć bez problemu na palcach jednej ręki, a mogłoby się zdarzyć nawet tak, że Macierewicz zostałby sam. Po drugie, ten polityk nie ma zdolności organicznej budowy struktur partyjnych. - Nawet gdyby zrobiłby to za niego jakiś zdolny współpracownik, to Macierewicz dwoma spontanicznymi ruchami, np. jakimiś wcześniej nieuzgodnionymi nominacjami personalnymi, wszystko by rozwalił – mówi nam osoba, która z nim blisko współpracowała.

Zapewne więc w najbliższych miesiącach co jakiś czas będziemy słyszeć o kolejnym przełomie, wybuchu w innej części samolotu, w tabloidach znów poczytamy o tym, jak Macierewicz jest wożony limuzyną, ale nic poważniejszego z tego nie będzie wynikać.

Ale to się może zmienić, gdy w Prawie i Sprawiedliwości czołowi politycy dojdą do przekonania, że jednak zwrot do centrum się nie powiódł, sondaże poparcia nie zachwycają i w związku z tym, trzeba powrócić do stawiania na żelazny elektorat, który w mediach społecznościowych sam siebie często określa mianem "pisowskiego betonu". I wtedy starszy, brodaty pan znów będzie miał swoje pięć minut, ponownie zacznie perorować w rządowej telewizji, a jego wypowiedzi PiS znów zacznie zauważać. Choć teraz Antoni Macierewicz odgrywa rolę politycznego statysty, to wcale nie jest powiedziane, że wkrótce znów nie stanie się aktorem pojawiającym się na pierwszym planie.