Prof. Zdzisław Krasnodębski, który był w poniedziałek gościem radiowych Sygnałów Dnia był pytany, czy zgadza się z informacjami przedstawionymi w jednej z ostatnich publikacji tygodnika "Do Rzeczy". W artykule pt. "Aż poleje się krew" autor ostrzega, że opozycja "grozi" PiS "brutalnymi rozliczeniami, aresztowaniami i sądami", zaś jej sympatycy "przy coraz odważniejszej aprobacie części mediów zmierzają w stronę brutalnego +kryterium ulicznego+".

Jak się przyglądamy tym demonstracjom, temu co się dzieje i wiecom, tam te intencje są wyrażane wprost okrzykami, zachętami. Natomiast czy do tego dojdzie, no to mam wątpliwości. Polacy mimo wszystko zwykle są bardziej radykalnymi w słowach czy retoryce, niż w działaniach - ocenił europoseł PiS.

Zauważył, że w Polsce nie dochodzi do tak brutalnych demonstracji, jakie są np. we Francji czy w Niemczech. Podkreślił również, że nawet jeśli w takich demonstracjach bierze udział kilkanaście tysięcy osób "to jednak jest to mniejszość".

Dla mnie jest to dowód całkowitej desperacji, braku pomysłu, ja bym powiedział braku inteligencji politycznej - ocenił Krasnodębski. Dodał, że taktyka demonstrujących jest "zawsze taka sama". Wymienił tu "prowokowanie" i "anty PiS". W zasadzie oni nie mają nic ciekawego do powiedzenia ani o Unii Europejskiej, ani o polityce światowej, ani o gospodarce, ani o tych sądach - o niczym - ocenił wiceszef PE.

Na pytanie o to czy jest możliwy scenariusz, że "w pewnym momencie prowokacja i skala agresji" będą tak duże, że "coś się może wydarzyć" odpowiedział, że nie można tego wykluczyć. Obywatele RP byli agresywni od początku. Ja myślę, że ta radykalizacja jest wynikiem frustracji, no nie udaje się zorganizować mas, bo to jest taka awangarda rewolucji - powiedział profesor.

Zauważył, że ostatnie demonstracje przed Pałacem Prezydenckim "były brutalne", zaś hasła na nich prezentowane "są coraz bardziej agresywne". Jest próba sprowokowania policjantów po to, żeby mieć zdjęcia i dowód na to, że jest tu władza, która stosuje daleko idące represje, ale to się nie udaje do tej porym - powiedział.

Według Krasnodębskiego demonstranci "liczą" na "jakiś incydent", bo mogłoby to doprowadzić do poruszenia szerszych kręgów Polaków.