Magdalena Rigamonti: Zdrowi patrzą na chorych z wyższością.

Małgorzata Omilanowska: Nie.

Na panią?

Nie. Chyba nie. Moje otoczenie – oczywiście oprócz najbliższych– którzy dokładnie wiedzą, co ze mną, jakie są rokowania, jakie ryzyko wznowy, traktuje mnie jako osobę, która potencjalnie umrze niedługo. Doświadczenie ludzkie jest takie, że jak ktoś choruje na raka, to umiera. A jak jeszcze tyle schudł! Przecież Kora umarła na raka. Tomasz Stańko też. Za mało znamy tych, którzy zachorowali na raka i żyją.

Kofta, Stuhr, Santor, Kobuszewski.

Znam wielu, którzy zachorowali, żyją, ale się do choroby nie przyznali. I wielu się nie dziwię, bo jak się przeczyta, co potrafią napisać obcy ludzie... Pamiętam, jak moje zdjęcie pojawiło się na plotkarskim portalu. Wychodziłam z teatru, już taka chuda jak teraz. Podpis był, że mam raka, że wycięli mi żołądek, a w komentarzach już mnie pochowano, już byłam minister świętej pamięci. Dla wielu to, że jeszcze żyję, to jakiś cud. Kwestia roku, no, może dwóch. I po mnie. Większość nie patrzy na mnie jak na osobę, która najprawdopodobniej jest wyleczona.
Ludzie potrzebują nadziei i wiary w to, że rak nie jest końcem świata. Zwłaszcza zdrowi ludzie.

Przecież często jest. Kora umarła.

Oczywiście, że tak. Każde życie kończy się śmiercią.

Po co ta ironia?

Każde życie. Ale to nie tak, że się przegrywa walkę z nowotworem, że się w ogóle jakąś walkę przegrywa. Przecież Kora od diagnozy przeżyła pięć lat. Kiedy czytałam te nekrologi o porażce, o tym, że przegrała walkę z rakiem, to pomyślałam, że ona nic nie przegrała. Nic. To może być porażka medycyny, lekarza porażka. Śmierć nie jest porażką.

A czym?

Końcem życia. Zamykają się drzwi, coś się kończy.

Niebo jest?

Zobaczymy. Moja mama przed śmiercią, przed utratą przytomności powiedziała: „Nawet nie wiesz, jak żałuję, że nie wierzę, byłoby mi łatwiej”. Tylko że wiara to łaska. Nie można jej zadekretować. Ja ciągle na tę łaskę czekam. Byłoby mi łatwiej umierać. Na razie zakładam, że może się dam przyjemnie zaskoczyć.