Przerażające jest to, że choć proceder trwa, a antracytu z Donbasu jest w Polsce coraz więcej, to polska administracja od października 2017 r., gdy ujawniliśmy sprawę na łamach DGP, nie zrobiła nic. Po raz kolejny pokazały to środowe wypowiedzi ministra energii Krzysztofa Tchórzewskiego.

Podczas konferencji w resorcie energii dziennikarz TVN24 zadał ministrowi Tchórzewskiemu pytanie o import do Polski antracytu z Zagłębia Donieckiego. W odpowiedź szefa resortu trudno w pierwszej chwili uwierzyć, bo pokazuje, że "przez 10 ostatnich miesięcy" ani Tchórzewski, ani jego resort nie zrobili w tej bulwersującej sprawie nic. Minister powtarza dokładnie to, co po naszych pierwszych publikacjach w październiku 2017 r. Na przykład, że takie ilości antracytu, jakie pojawiają się na naszym rynku, nie są konkurencją dla naszego węgla.

No nie są, bo antracytem w polskich elektrowniach nie palimy (są one przystosowane do spalania miału węglowego). W domach antracyt może być spalany najwyżej w kominkach, bo jest tak bardzo energetyczny, że mógłby zniszczyć niektóre piece niedostosowane do tak mocnego paliwa. Antracyt zawiera najwięcej "węgla w węglu" i jest najdroższy, jeśli weźmiemy pod uwagę ceny rynkowe, a nie te, które rosyjskie spółki proponują za ukraiński surowiec. W Polsce jest on używany m.in. do wytwarzania diod i elektrod, ale i produktów dla hutnictwa, jak nawęglacze czy spieniacze żużla.

Wczytajmy się dokładnie słowa Tchórzewskiego:

Chciałbym podkreślić, że określenie, skąd przyjeżdża, w jaki sposób jest dystrybuowany węgiel, należy do innych służb niż do ministra energii. Jeśli chodzi o dokumenty, które potwierdzają pochodzenie danego węgla, te dokumenty, na bazie których odbiorcy zaopatrują się w węgiel, do tej pory na to nie wskazywały. To jest kwestia taka, że widocznie niektórzy nasi dziennikarze potrafią także służyć, jak prawie służby wywiadowcze. Zdobywa się informacje poza Polską – dowodził Tchórzewski.

Minister nie musi znać sposobów działania mediów, ale może to właściwe miejsce, by poinformować, że dziennikarze zajmujący się tematami zagranicznymi część informacji pozyskują właśnie za granicą. Nie jest to chyba wiedza tajemna. Ale idźmy dalej. – Z doniesień medialnych wynika, że powstają różne zafałszowania po drodze. Natomiast z punktu widzenia ministra energii, to nawet, gdyby były prawdziwe medialne doniesienia w tej dziedzinie, z którymi się stykamy, to nie dotyczy nawet procenta węgla, który jest w obrocie naszym energetycznym. Z tego żadnego zagrożenia naszego energetycznego nie ma – tłumaczył Tchórzewski. Minister walczy tutaj z tezą, której nikt nie stawia. Oczywiście, że dziesiątki czy setki tysięcy ton antracytu nie zmieniają nam bilansu energetycznego. Ale przecież nie o to w tej sprawie chodzi.

Natomiast kwestia jest taka, że poszczególne państwa muszą przestrzegać nałożonych sankcji i pilnować, by były one przestrzegane i to jest obowiązek naszych służb i myślę, że nasze służby odpowiednio reagują na tego typu doniesienia i z tego co wiem taka reakcja jest – zakończył wypowiedź Tchórzewski. I choć rzeczniczka resortu po tych słowach próbowała zakończyć konferencję, padło kolejne pytanie, właśnie o reakcję służb. – Ja tylko powiedziałem, że służby państwowe się tym interesują. To są rzeczy, które – jeżeli mówimy, że może mieć miejsce łamanie przepisów – to jasna jest sprawa, że o tych wszystkich sprawach nawet ja nie wiem – odniósł się minister.

Tymi słowami nieświadomie nawiązał do wypowiedzi swojego zastępcy Grzegorza Tobiszowskiego, który na pytanie TOK FM w sprawie rosnącego importu z Rosji węgla kamiennego (nie tylko antracytu), odpowiedział, że "niekiedy jak się rządzi i się wie, to się właśnie nie wie. Dlaczego? Bo ja wiem, że nie wiem".

Gdy po konferencji w kuluarach dziennikarze dopytywali ministra Tchórzewskiego o jego słowa, tłumaczył, że nie chce zastępować innych służb w tej sprawie. – Przecież granicy nie ja strzegę. Ja naprawdę nie wszystko wiem – tłumaczył, gdy pytaliśmy, jakie służby ma na myśli (Służbę Celną? ABW?).

DGP z kolei zapytał ministra o wypowiedziane podczas konferencji słowa na temat dziennikarzy piszących o antracycie z Donbasu. To właśnie my 4 października 2017 r. ujawniliśmy ten proceder. – Nie wiem, ja tylko czytam. Ja tego nie wiem, a tu się dowiaduję – odpowiedział minister, dając do zrozumienia, że wciąż wątpi, czy to, o czym piszemy od niemal roku, ma oparcie w rzeczywistości. Mamy wrażenie, że gdyby nie miało, Stany Zjednoczone nie nałożyłyby w styczniu sankcji na bohaterów naszych tekstów.

Zapytaliśmy więc wprost, czy sugeruje, że kłamiemy. Odpowiedział, że dobrze, iż się interesujemy tematem, a on "nic nie sugeruje". – Ja po prostu jestem czasami zaskoczony wiedzą, której nie mogę skądinąd pozyskać – powiedział nam minister Tchórzewski. My natomiast jesteśmy czasami zaskoczeni niewiedzą urzędników, którzy wiedzieć (i robić) powinni najwięcej.