Maciej Miłosz: O temacie niemieckich reparacji wojennych w Polsce zrobiło się głośno rok temu. Co konkretnie udało się przez ten czas załatwić? W Warszawie zakończyła się właśnie konferencja naukowa w tej sprawie z udziałem ekspertów z Niemiec i z Polski.

Prof. Stanisław Żerko*: Przede wszystkim zaczyna się zmieniać nastawienie strony niemieckiej. Zarówno na szczeblu oficjalnym (stanowisko rządu Republiki Federalnej Niemiec), jak i części niemieckich elit. Rok temu dominowało całkowite odrzucenie, odmawiano podejmowania tematu reparacji i generalnie materialnego zadośćuczynienia za II wojnę światową. Strona niemiecka powoływała się na względy formalne i twierdziła, że na płaszczyźnie prawnej temat jest dawno zamknięty. Teraz widzimy, że na płaszczyźnie politycznej coś się zmienia. Przykładem tego jest wypowiedź byłego ministra spraw zagranicznych Niemiec Sigmara Gabriela podczas wspólnej konferencji z ministrem Jackiem Czaputowiczem kilka miesięcy temu. Niemiecki polityk stwierdził, że na szczeblu eksperckim trzeba rozmawiać.

Świadectwem tego jest czwartkowa konferencja zorganizowana przez Instytut Zachodni, w której wzięli udział paneliści zarówno z Niemiec, jak i z Polski. Nasi niemieccy goście – naukowcy – podeszli do argumentów wysuwanych w Warszawie w sposób niezwykle otwarty, rozumiejąc racje strony polskiej. Przyznawano, że Polska została w kwestii reparacji potraktowana w sposób niesprawiedliwy.

Nie jest tak, że zaprosiliście ekspertów, którzy w Niemczech są na marginesie debaty i nikt ich nie traktuje poważnie?

Nasi goście to cenieni eksperci. Doktor Karl Heinz Roth wydał w ubiegłym roku obszerną pracę na temat reparacji, z dużym wyborem nieznanych dokumentów. Z kolei prof. Lutz Klinkhammer, który jest zastępcą dyrektora Niemieckiego Instytutu Historycznego w Rzymie, od dawna bada sprawę reparacji dla Włochów. Pozostali paneliści z RFN to uznani znawcy stosunków między naszymi krajami. Wystąpili także niemieccy dziennikarze wraz z polskimi publicystami. Niestety niektórzy referenci, których chcieliśmy zaprosić, odmówili udziału w naszej konferencji. Argumentowali, że jest to próba zakłócenia dobrych stosunków polsko-niemieckich. Wiem, że były naciski zarówno z Polski, jak i z Niemiec, by niektórych naszych gości zniechęcić do udziału w tej konferencji.

Czy na szczeblu rządowym toczą się jakieś rozmowy w kwestii reparacji?

Na szczęście minister Jacek Czaputowicz nie jest skłonny wnosić obecnie tej sprawy na agendę stosunków dwustronnych. Moim zdaniem jest na to za wcześnie. Najpierw należy przypomnieć kwestię niesprawiedliwego potraktowania Polski w zakresie materialnego zadośćuczynienia za straty ludzkie i materialne z lat 1939–1945, aby przebiło się to do świadomości społecznej.

Przypomnieć w Niemczech czy w Polsce?

Właśnie nie tylko w Niemczech, również w Polsce. Nawet część polskich ekspertów uważa przecież, że nie powinniśmy o tym mówić. Mam nadzieję, że strona niemiecka powoli sobie uświadamia, że wbrew temu, co się twierdzi, RFN nie do końca rozliczyła się ze swojej przeszłości i tzw. pojednanie polsko-niemieckie zostało oparte na przemilczeniu niektórych spraw niewygodnych dla Niemiec.

Przemilczano też część faktów niewygodnych dla Polski.

Sam pisałem kilka razy o antyniemieckich ekscesach w Polsce w lutym i w maju 1939 r. Ukazały się krytyczne prace o polityce zarówno II Rzeczypospolitej, jak i PRL wobec mniejszości niemieckiej. Przede wszystkim jednak publikowano w Polsce o powojennych wysiedleniach ludności niemieckiej, wydano kilka opasłych tomów polskich dokumentów na ten temat. Faktem jest natomiast, że w Polsce chyba nie ma nikogo, kto byłby gotów zaakceptować „symetrię win”, jaką swego czasu wydawała się lansować osławiona Erika Steinbach. A wracając do kwestii odszkodowań, traktowanie jej jako tematu tabu kłóci się z samą ideą polsko-niemieckiego pojednania. Rozumiem, że ta sprawa jest dla Republiki Federalnej niewygodna. Niemcy z jednej strony podkreślają, że niemiecka polityka zagraniczna jest oparta na wartościach etycznych, a z drugiej strony twierdzą, że o odszkodowaniach nie można rozmawiać, bo temat formalnie zamknięto w 1953 r. (szczyt uzależnienia Polski od ZSRR), gdyż rząd Bolesława Bieruta zrzekł się reparacji. Mamy tu do czynienia z co najmniej hipokryzją. Przypomnę, że według obliczeń prof. Jerzego Sułka po wojnie polskie ofiary II wojny światowej otrzymały z Niemiec zaledwie 6 mld zł. Jest to kwota śmiesznie mała w stosunku do poniesionych strat.

W trakcie konferencji pojawiły się też głosy, że państwo polskie nie ma w kwestii reparacji żadnej spójnej strategii.

Za wcześnie jest oczekiwać oficjalnego stanowiska Polski. Wbrew niektórym komentatorom uważam, że na razie jest to pole do dyskusji dla ekspertów i publicystów. Trzeba podkreślać, jak bardzo zależy na tej sprawie dużej części polskiej opinii publicznej. Dopiero gdy zobaczymy, że stanowisko niemieckie jest bardziej otwarte, wtedy warto działać na szczeblu oficjalnym. Jak sprawa zadośćuczynienia zostanie załatwiona, to już zupełnie inna kwestia. Na reparacje w klasycznym znaczeniu tego słowa bym nie liczył, ale już np. na powstanie jakiejś fundacji finansującej różne przedsięwzięcia w Polsce (choćby odbudowa zniszczonych obiektów zabytkowych) byłoby jakimś rozwiązaniem.

Gdzie będziemy w kwestii reparacji za dwa lata?

W mojej ocenie w perspektywie najbliższych lat dotychczasowe twarde stanowisko strony niemieckiej jednak się zmieni. Kropla drąży skałę. Jestem ostrożnym optymistą i uważam, że nasi sąsiedzi porzucą dotychczasową hipokryzję. Wobec nacisku polskiej opinii publicznej i dzięki umiejętnej grze polskiej dyplomacji publicznej RFN może w końcu przestanie powoływać się na deklarację niesuwerennego rządu Bolesława Bieruta z 23 sierpnia 1953 r. Ta sprawa na płaszczyźnie politycznej jest wciąż otwarta.

*Prof. Stanisław Żerko, profesor historii, ekspert Instytutu Zachodniego w Poznaniu i wykładowca Akademii Marynarki Wojennej w Gdyni