Politolog odniósł się w ten sposób do wystąpienia w Bundestagu Ludmyły Kozłowskiej, szefowej stowarzyszenia Otwarty Dialog, która w sierpniu po interwencji polskich służb została deportowania z UE na Ukrainę.

- Po prostu Niemcy bronią swojego interesu narodowego. Zresztą tak uzasadnili zaproszenie Kozłowskiej: interes państwowy czy też narodowy Niemiec – powiedział Jerzy Targalski w rozmowie z Michałem Rachoniem.

W ocenie politologa to działanie dowodzi, "że Niemcy wypowiedziały nam wojnę, a to oznacza, że istota paktu Ribbentrop-Mołotow jest wciąż aktualna". – Tyle, że zmieniają się dekoracje, formy, bo dzisiaj nie trzeba wysyłać czołgów. Dziś wystarczy, że jedna trzecia wyborców polskich jest gotowa głosować na politycznych folksdojczy. No i mają Kozłowską, która jest Rosjanką z Krymu, tak naprawdę rosyjską kolaborantką – mówił gość TVP Info.

Targalski przekonywał ponadto, że Kozłowska pojechała do Berlina dzięki pomocy człowieka, który chwalił rosyjską okupację Krymu. – Więc jaka to ukraińska patriotka, która współpracuje z człowiekiem akceptującym rosyjską okupację Krymu? – pytał retorycznie.

Zauważył też, że postępowanie Kozłowskiej to "zdrada Ukrainy". – Tu mamy konkretny przykład kolaboracji rosyjskiej Kozłowskiej i współpracy polsko-rosyjskiej przeciwko Polsce. I to jest istota całej sprawy – przekonywał.

Do słów Targalskiego w swoim stylu odniósł się Roman Giertych, który na Twitterze zakpił ze słów o "wojnie": "Czy to oznacza jakąś nadzieję, że nasz cały rząd ucieknie do Rumunii?".