Liberalizm umarł. Nikt nie chce być liberałem, bo to oznacza polityczną marginalizację. Na konferencjach i kongresach można gorliwie deklarować chęć walki z populizmem partii rządzącej, wskazując jako jeden z jego przejawów program 500+, jednocześnie zapowiadając... utrzymanie świadczeń po wygranych wyborach. – Zrobimy to samo, tylko lepiej! – w tego typu enuncjacjach na tegorocznym Forum Ekonomicznym w Krynicy celowali liczni przedstawiciele PO.

Taka postawa po stronie partii, która kiedyś określała się jako liberalna, może zaskakiwać. Powinna przecież na sztandarach nieść walkę z socjalizmem albo obskurantyzmem i totalizmem (jeśli jest liberalna także obyczajowo i politycznie), a za wroga mieć enigmatyczny „populizm”, pojęcie-pałkę, definiowane albo w sposób arbitralny („Kim są populiści? To nasi przeciwnicy!”) albo sprowadzane do trywialnej konstatacji, że każdy polityk jest populistą, gdyż schlebia wyborcom.

Nieodwoływanie się w sposób jasny i rzeczowy do idei liberalizmu przez jedyną partię, która może stanowić polityczną przeciwwagę dla narodowo-socjalnego PiS, da się wyjaśnić tylko w jeden sposób: filozofia, która w 2007 r. zapewniła wyborcze zwycięstwo PO, odeszła w niebyt.

Kiedyś to było...

Rok 2018 upływa nad Wisłą pod znakiem ideowego synkretyzmu, a Koalicję Obywatelską najlepiej chyba określić mianem politycznego Frankensteina. Budując porozumienie PO z Nowoczesną i Inicjatywą Polską, Grzegorz Schetyna stworzył projekt tak programowo pojemny, że trudno zliczyć idee, które się w nim mieszczą. Znalazło się w nim miejsce nawet dla skrajnie lewicowej Barbary Nowackiej. Wyznaje ona w wywiadach, że „przebiła się do liberałów” z KO z „postulatami budowy państwa sprawiedliwego. W zaprezentowanym programie jest i bezpłatna komunikacja, i żywienie w szkołach, i czyste powietrze, i wolne od klauzuli sumienia gabinety ginekologiczne oraz apteki”. Nie wymienia jednak wszystkiego, co KO chce fundować obywatelom – jest jeszcze in vitro, siłownie plenerowe, dofinansowanie biletów do teatru i preferencyjne kredyty dla przedsiębiorców. Postulaty liberalne, owszem, pojawiają się, ale sprowadzają się w zasadzie do większej decentralizacji.

Liberalizm nie jest tożsamy z demokracją, wolnym rynkiem, niskimi podatkami, małżeństwami jednopłciowymi, tworzeniem równych szans, Leszkiem Balcerowiczem ani nawet – jak straszą fani pewnego wielebnego redemptorysty – z libertynem markizem de Sade