Taśmy dotyczące rozmów Premiera Mateusza Morawieckiego to chyba dla PiS duży problem...

Tak jak powiedział sam premier, to po prostu odgrzewany kotlet. O tych domniemanych taśmach wiadomo było już przecież od czterech lat. Te informacje są zgromadzone w materiale sądowym, który dotyczył postępowania przeciwko panu F. Jednak wnioski wysnute przez dziennikarzy to czysta spekulacja, a może nawet i pomówienie. Nikt bowiem nie zweryfikował zeznań kelnerów w należyty sposób. Już ten fakt budzi bardzo poważne wątpliwości. Nie ma żadnych konkretnych dowodów na potwierdzenie ich słów. Brak też jakiejkolwiek taśmy, na której poruszono by wspomnianą w artykule kwestię - przynajmniej nie wie o niej żaden sąd ani jakakolwiek z instytucji, które przecież po tylu latach powinny dysponować już takim materiałem. Tezy atakujące premiera Morawieckiego to typowe budowanie czarnego PR-u przy użyciu spekulacji i insynuacji. Ten atak odbieram jako chęć zaszkodzenia całemu obozowi "dobrej zmiany" za wszelką cenę i bez uwzględnienia faktów.

Zeznania na temat premiera Morawieckiego odbierają państwo jako atak polityczny. Czym zatem było ujawnienie taśm polityków PO, jak nie właśnie takim atakiem?

W przypadku innych osób, w tym przedstawicieli Platformy Obywatelskiej, dysponujemy nagraniami, z którymi opinia publiczna miała okazję się zapoznać. W przypadku premiera Mateusza Morawieckiego nie ma żadnych nagrań, które by go obciążały. Ktoś się powołuje na rzekome rozmowy i przypuszczenie, że takie rozmowy w ogóle kiedykolwiek się odbyły. To stanowczo za mało na formułowanie tak daleko idących wniosków. Mamy więc do czynienia z zupełnie inną sytuacją niż w przypadku przedstawicieli Platformy Obywatelskiej.

Jednak premier Mateusz Morawiecki również został nagrany przez kelnerów. Skoro więc są jedne nagrania, to może będą też kolejne?

Pan premier wprost stwierdził, że nie przypomina sobie żadnych rozmów, o których zeznali ci kelnerzy. Trudno więc dać wiarę tym ludziom, oni muszą też dbać o swoją linię obrony. Formułowanie zarzutów przeciwko premierowi na podstawie niepewnych relacji jest więc bezpodstawne i krzywdzące. Sam mechanizm socjotechniczny, który został zastosowany, bazuje na niedopowiedzeniach. Mamy więc do czynienia z próbą ataku na nasze ugrupowanie w trakcie kampanii wyborczej. Tymczasem to właśnie osoby formułujące takie zarzuty na tak wątłych podstawach wystawiają sobie złe świadectwo. Poza tym warto zauważyć, że nagrane przewidywania premiera dotyczące nadchodzącego kryzysu migracyjnego okazały się nad wyraz trafione.

Czy sugeruje pan, że dziennikarze podpisani pod artykułem dotyczącym premiera są powiązani z opozycją?

Nie, nie sugeruję tego. Myślę jednak, że budowanie tak daleko idącej narracji jedynie na podstawie pewnych spekulacji, niezweryfikowanych materiałów i nieuprawnionych tez jest bardzo ryzykowne. Nawet jeśli dziennikarze kierują się tzw. interesem społecznym i nie przejawiają złej woli. Doceniam pracę mediów, ale stanowczo nie zgadzam się z tym, aby oskarżać premiera o coś, czego nie zrobił, bazując przy tym na nigdzie niepotwierdzonych słowach kelnerów. Zalecałbym większą ostrożność i weryfikowanie źródeł.

Ministerstwo Sprawiedliwości zdementowało potencjalne zmiany w zakresie tajemnicy dziennikarskiej. Analizuje jednak pewne możliwości modyfikacji tajemnicy adwokackiej. To dobry pomysł?

Nie znam szczegółów prac Ministerstwa Sprawiedliwości. Uważam jednak, że tajemnica dziennikarska powinna być dobrze opisana w prawie i oczywiście należy ją chronić. Tym samym powinniśmy uniknąć na przyszłość czy to aresztów wydobywczych, czy innych sposobów ingerencji instytucji państwowych w działalność i niezależność mediów. Wszyscy pamiętamy przecież wejście służb do redakcji jednego z tygodników i próbę wyrwania redaktorowi naczelnemu laptopa w którym znajdowały się dane objęte tajemnicą dotyczącą właśnie wspomnianej wcześniej afery taśmowej. To były czasy rządów Platformy Obywatelskiej, my jesteśmy jak najdalej od takich czy podobnych zabiegów. Konieczna jest jednak jasna i klarowna procedura zdjęcia obowiązku zachowania tajemnicy zawodowej w przypadku, gdybyśmy mieli do czynienia z ewidentnym przestępstwem. W tym zakresie istnieją już procedury w innych państwach świata, np. w USA.

A co z tajemnicą adwokacką?

Podobnie powinno być w przypadku tajemnicy adwokackiej. W zakresie profesji cieszących się klauzulą zaufania publicznego istotna i wymagająca doprecyzowania jest również tajemnica spowiedzi. Na razie nie jest ona opisana w polskim prawie, choć funkcjonuje w prawie kanonicznym. Nie jest ono jednak prawem publicznym i obowiązuje jedynie w ramach struktur Kościoła. Myślę zatem, że to również należałoby doprecyzować na tyle, aby zarówno osoba korzystająca z sakramentu pokuty, jak i spowiednik mieli jasno określone prawa.